Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Przedstawienie „Czarnoksiężnik z Krainy Oz” wg Lymana Franka Bauma w reżyserii Jarosława Kiliana to kolejna, ale wyjątkowa adaptacja genialnej już ponad stuletniej powieści. Determinacja i odwaga głównej bohaterki, a przede wszystkim miłość być może natchną albo zmienią życie napotkanych na jej drodze istot, którym brakuje wiary i uczuć. Tchórzliwy Lew, Strach na Wróble i Blaszany Drwal, odseparowani od własnych serc, wędrują po omacku, szukając w lęku drogi do prawdy. Dziewczynka zabiera ich w podróż do Szmaragdowego Grodu, pragnąc uzdrowienia dla nich oraz szczęścia dla siebie. Czy uda się jej zdemaskować iluzję, mistyfikację i kłamstwo? Czy przyjaciele uwolnią swoje pragnienia, zajrzą w głąb duszy, spełnią marzenia, nabiorą świadomości i dojrzeją? Czy niewinność, kruchość i autentyczność staną się siłą sprawczą przemiany? 

 

Marta Mach: Kiedy wykiełkował pomysł na adaptację „Czarnoksiężnika z krainy Oz” i skąd ten pomysł przyszedł?

Jarosław Kilian: Pomysł wykiełkował bardzo wcześnie, bo jest to książka mojego dzieciństwa. „Czarnoksiężnik z krainy Oz” jest baśnią, która mnie fascynowała i której jednocześnie się trochę bałem. Historia przez wiele lat dawała mi do myślenia. Wracałem do niej jak bumerang. Pomyślałem, że warto opowiadać ją na nowo kolejnym pokoleniom dzieci.

Ma też Pan z „Czarnoksiężnikiem…” rodzinne powiązania…

Tak. Pierwsze polskie wydanie ilustrował mój ojciec Adam Kilian. Ilustracje taty towarzyszyły mi praktycznie przez całe życie.

Jest Pan scenarzystą i reżyserem spektaklu, ale również autorem tekstów piosenek do muzyki Grzegorza Turnaua.

Testy zostały zainspirowane powieścią. Postanowiliśmy z kolegą kompozytorem Grzegorzem Turnauem, aby to przedstawienie było pewnego rodzajem „śpiewogry”, musicalu , w której piosenki śpiewane przez Dorotkę i poszczególnych bohaterów stają się wehikułem inscenizacyjnym. Piosenki nie są po prostu dodane do przedstawienia. Muzyka tutaj posuwa akcję do przodu, jest dramaturgicznym napędem tego, co opowiadamy.

Jak bardzo bliski jest scenariusz oryginałowi?

Jesteśmy bliscy oryginałowi w samych perypetiach bohaterów. Powieść Bauma jest potężna. Jest tam bardzo wiele wątków, które siłą rzeczy pominęliśmy. Esencja historii pozostaje. Opowieść o Dorotce wezwanej do podróży i porwanej przez huragan, która trafia do tajemniczej krainy i nie wie jak wrócić do domu, póki nie dotrze potężnego czarnoksiężnika w Krainie Oz, jest osią tej opowieści. Starałem się w mojej adaptacji zachować wszystkie najważniejsze wątki, tak, żeby nie uronić nic z sensu tej opowieści o poszukiwaniu własnego „ja”.

Mówi się dużo o politycznej alegorii zawartej w tej powieści. Zastanawia mnie, czy tworząc spektakl dla dzieci, był to dla Pana ważny aspekt do przemyślenia?

Kompletnie nieważny i całkowicie pominięty. Opowiadam o sprawach ważniejszych niż polityka. To jest opowieść inicjacyjna. Czyli historia o tym, jak wyruszamy w drogę, w przygodę, w tajemnicę, jakie perypetie nam towarzyszą, jak musimy zstąpić do najgłębszej groty, żeby poznać samego siebie.

Czy to jest też zachęta dla dzieci do bycia odważną / odważnym?

Z pewnością. Dorotka spotyka na tajemniczej drodze, która jest pytaniem „jak wrócić do domu?” istoty potrzaskane: Lwa, który myśli, że jest bojącym dudkiem, Stracha na Wróble, który myśli, że jest głupi, bo nie ma rozumu i Blaszanego Drwala, któremu się wydaje, że nie potrafi kochać, bo nie ma serca. Ci bohaterowie nie wierzą w siebie. Dorotka prowadzi ich do mitycznego, potężnego czarnoksiężnika, który ma uzupełnić ich braki. Okazuje się jednak, że czarownik nic nie jest w stanie zrobić, jeśli bohaterowie sami sobie nie pomogą, nie uwierzą, że mogą i potrafią.

Opowieść kończy się demaskacją iluzji. Koniecznością powrotu do domu. My zatapiamy się w iluzję. Ot, choćby wyjście do teatru jest z nią spotkaniem. Ale z tego teatru musimy wrócić do siebie. Również artyści, którzy pracują w teatrze, muszą z niego wyjść i wrócić tam gdzie wiodą zwykłe, codzienne życie. Ten powrót do domu jest dla mnie kluczowym motywem.
Innym ważnym dla mnie wątkiem powieści jest dojrzewanie. Dorotka jest na granicy bycia dzieckiem i wejścia w dorosłość. Przejmuje inicjatywę, bierze odpowiedzialność za siebie.

Staje się przewodniczką stada.

Bierze odpowiedzialność za innych i za siebie. Jej podróż prowadzi przez wiarę w czary do momentu deziluzji, kiedy czary się kończą. Wszystkie piękne marzenia muszą zostać skonfrontowane z rzeczywistością.

Spektakl rekomendowany jest od lat siedmiu…

Tak. I chcielibyśmy żeby przedział wiekowy był otwarty do nieskończoności. Marzy nam się, żeby rodzicie, dziadkowie, opiekunowie, którzy oglądają spektakl z dziećmi znaleźli w tej opowieści inny, może głębszy, sens albo odnaleźli dzieci w sobie. I żeby spektakl był pretekstem do międzypokoleniowych przemyśleń i rozmów po powrocie do domu. Po wyjściu ze świata iluzji, gdy już opadną kurtyny.

Powieść Bauma ma już 122 lata. Na przestrzeni tych lat tekst był wielokrotnie adaptowany i interpretowany. Czy dla Pana adaptacji ważne było, że powstaje ona dziś, w roku 2022?

Jestem świadomy, że moja opowieść ma trafić do dzieci tu i teraz. Ale celowo jest opowieścią analogową, a nie cyfrową. Takie założenia przyjęliśmy wraz ze scenografką Julią Skrzynecką. Celowo posługuję się konwencją zabawy lalkami z dzieciństwa. Magda Pomuła i Hania Turnau, dwie odtwórczynie roli Dorotki (w dwóch różnych spektaklach – przypis red.) są animatorkami postaci, jak każde dziecko w zabawie, które użycza lalce czy misiowi swojej duszy i ożywia je. Współczesność i zarazem ponadczasowość tego spektaklu polega na tym, że dotyka tego, co jest w nas. Nie ma tu bezpośrednich odwołań do aktualnych losów świata, tego co wokół, a raczej próbą wejścia do środka wyobraźni dziecka.

Tekst powieści umożliwia w interpretacji przynajmniej dwa kierunki: radosny, ale też bardzo mroczny. Jak to będzie w Teatrze Lalka?

Nasza interpretacja jest w dużej mierze realistyczna. Bo świat nie jest nie jest tylko mrocznym miejscem i nie jest jedynie tęczową feerią barw i radości. Są chwile euforii i chwile zejścia do najciemniejszej groty. Od naszej mądrości, odwagi i wrażliwości zależy, jak sobie z tymi chwilami poradzimy. Mądre baśnie szykują dzieci na piękno i grozę tego świata.

Czy muzyka i piosenki będą funkcjonować również poza spektaklem?

Być może uda nam się wydać płytę, ale to są plany na dalszą przyszłość. Na razie żyjemy ostatnim etapem przygotowań do premiery.

Ile czasu pochłonęła Panu praca nad tym spektaklem?

To jest trudne pytanie, bo jeśli człowiek żył z tą powieścią od dzieciństwa, to można powiedzieć, że całe życie.

Reklama