Mam ochotę się sprawdzić – rozmowa z Anią Dziewit-Meller
Pisarka, felietonistka, dziennikarka, recenzentka, promotorka czytelnictwa. Prowadziła dziesiątki spotkań autorskich, w setkach spotkań uczestniczyła jako autorka. Teraz, po piętnastu latach „pracy w książkach” obejmuje stanowisko dyrektorki wydawniczej w Grupie Wydawniczej Foksal i wydawnictwie W.A.B. Rozmawiam z Anią Dziewit-Meller. Jak to bywa w dzisiejszych czasach, online.
Spróbujmy rozbroić bombę pod tytułem: Anna Dziewit-Meller przejmuje stanowisko dyrektorskie po mężu Marcinie. Dynastia wydawnicza Mellerów!
W pierwszej chwili obawiając się właśnie tego typu reakcji, odrzuciłam tę skądinąd zaskakującą mnie bardzo propozycję. Odmówiłam i nawet kulturalnie zaproponowałam kilka innych osób na to miejsce.
Rekrutacja trwała dalej.
Najwyraźniej. Powrócono jednak do mojej kandydatury. Ostatecznie stwierdziłam, że nie mogę odrzucić pracy, która byłaby ciekawym nowym etapem mojej obecności na rynku książki, na którym funkcjonuję już wiele lat. Po ponownej propozycji i długich przemyśleniach, kalkulacjach za i przeciw, wzięłam tę robotę.
Gratuluję. Twoje obawy przypomniały mi te sprzed paru lat, kiedy pisanie felietonów zaproponował ci „Tygodnik Powszechny”.
No właśnie, czuję się tym razem – by nawiązać do tamtego tekstu sprzed czterech lat – wystarczająco kompetentna. Poza tym zakładam, że właściciele GWF wiedzą, co robią decydując się na taki ruch. W tamtym felietonie dla „Tygodnika” pisałam, że nie można się bać nowych wyzwań, że trzeba brać życie za rogi i nie siedzieć w kącie, bo cię tam, wbrew pozorom, nie znajdą.
W „Tygodniku” już nie piszesz, ale piszesz felietony w „Polityce”.
I mam zamiar pisać je dalej. Prowadzenie Bukbuka również chciałabym kontynuować, dla wielu osób jestem przede wszystkim promotorką czytelnictwa. Na szczęście Bukbuk to nie tylko ja, więc pewnie teraz to właśnie te inne osoby, które go ze mną tworzą, będą bardziej aktywne i widoczne. Bukbuk jest świetnie rozkręconą machiną promocyjną dla książek, z prawie 40 tysiącami fanów na FB i ponad 10 tysiącami obserwujących na IG, znaną i cenioną zarówno przez naszych obserwatorów jak i przez wydawców, którzy chcą by rozmowy z ich autorami ukazywały się na naszych łamach, bo trafiamy do wielu ludzi naprawdę zainteresowanych literaturą. Mam nadzieję, że wszyscy nadal będą mieli na to ochotę.
Moje życie zawodowe odkąd sięgam pamięcią nie jest specjalnie nudne.
Dlaczego Marcin Meller odszedł z GWF-u?
Dostał inną propozycję pracy, przeszedł do innej firmy.
Pamiętam, że pięć lat temu wybór Marcina Mellera na to stanowisko po Anicie Musioł wszystkich zaskoczył. Po prostu, nie umniejszając w żaden sposób Marcinowi, kojarzył się bardziej z prasą i telewizją – z dziennikarstwem tak, z rynkiem książki nie.
Okazało się jednak, że doskonale sobie poradził, choć nie kryję, że w tamtym czasie poczułam ukłucie zazdrości.
A proponowano ci, żebyś Od jednego Lucypera wydała w W.A.B.?
Proponowano, lecz odmówiłam. Wydałam moją powieść w Wydawnictwie Literackim i niedawno podpisałam z nimi umowę na kolejną książkę. Rafał Księżyk, zajmujący w W.A.B. stanowisko mojego zastępcy, też jest autorem, który wydaje swoje rzeczy u innych wydawców, w tym w Literackim. Ale z kolei Maciej Marcisz, szef działu promocji, swoją powieść wydał w naszym wydawnictwie.
Czy ta nowa funkcja to dla ciebie wyzwanie?
Tak. I bardzo się z tego cieszę. Mam ochotę się sprawdzić i tam pracować. Co jest bardzo fajne, swoich najbliższych współpracowników Rafała i Maćka znam od wielu lat. Rafał zresztą – co zabawne w tym kontekście – proponował mi kilka lat temu założenie wspólnego wydawnictwa. Z Maćkiem zaś współpracowałam jako promotorka czytelnictwa na długo zanim został szefem promocji w W.A.B.
Będę przede wszystkim namawiała autorów i autorki, żeby chcieli wydawać swoje świetne książki w W.A.B., proponowała swoje pomysły na książki, szukała tych, którzy mogliby z nami pracować, ale może jeszcze tego nie wiedzą.
Na czym będzie polegała twoja praca? Będziesz dyrektorką wydawniczą, tak się dokładnie nazywa to stanowisko?
Tak, dyrektorka wydawnicza, redaktorka naczelna. Będę przede wszystkim namawiała autorów i autorki, żeby chcieli wydawać swoje świetne książki w W.A.B., proponowała swoje pomysły na książki, szukała tych, którzy mogliby z nami pracować, ale może jeszcze tego nie wiedzą.
Znasz się na tym?
Od ponad piętnastu lat „robię w książkach”. Jako recenzentka, pisarka, promotorka czytelnictwa. Mam doświadczenie na wielu polach w tej branży, znam wydawców, autorów, ale także bibliotekarzy i bibliotekarki z całej Polski, jestem poprzez BukBuka obecna w przestrzeni internetu, poza tym wreszcie – sama wydałam już wiele książek, to doświadczenie paradoksalnie wydaje mi się bardzo istotne.
A zarządzanie ludźmi? Kto będzie tobie podlegał?
Redakcja oraz dział promocji. Będziemy zatem wspólnie z redakcją zastanawiać się co i kiedy wydać. Kogo zachęcić do wydania u nas. A potem z promocją zastanawiać się, jak te książki najlepiej przedstawić czytelnikom i czytelniczkom.
W.A.B. to duże wydawnictwo, wydające sporo książek, mające swoją silną pozycję na rynku. To zarazem daje spore możliwości jak i powoduje pewne ograniczenia, albowiem taki wydawca musi po prostu sporo zarabiać, by utrzymać tę wielką machinę, którą jest.
Masz już jakąś wizję rozwoju wydawnictwa pod twoimi skrzydłami?
W.A.B. to duże wydawnictwo, wydające sporo książek, mające swoją silną pozycję na rynku. To zarazem daje spore możliwości jak i powoduje pewne ograniczenia, albowiem taki wydawca musi po prostu sporo zarabiać, by utrzymać tę wielką machinę, którą jest. To zupełnie inny rodzaj myślenia o wydawaniu książek, niż to, które prezentować mogą mali wydawcy. Mówię to z pełną świadomością. Wiem jednak, że przy odpowiednim wyważeniu proporcji tego co komercyjne i tego co ambitne, można osiągnąć pewną stabilną synergię. Choć wiadomo, że to sztuka, w pewnym sensie może nawet cyrkowa, jak balansowanie na linie. Zapraszam do nas zarówno autorów dobrej literatury środka, takiej, która mogłaby okupować listy bestsellerów, jak i autorów, którzy funkcjonują w wysokim obiegu literackim, tym, który prezentujemy choćby w klasycznej już serii „Archipelagi”.
Czy przykładem autora literatury środka jest Zygmunt Miłoszewski?
Oczywiście. Taką literaturą środka wydaną ostatnio przez W.A.B. jest też na pewno książka Sally Rooney Normalni ludzie, długo pozostająca bestsellerem, obecnie mająca dzięki serialowi swoje kolejne życie. Jednak jak bardzo zaskakujący jest rynek, niech świadczy to, że jednym z największych hitów wydawniczych naszego wydawnictwa była książka Janiny Bąk o statystyce, całkiem niemałym zaś Ludowa Historia Polski Adama Leszczyńskiego.
Plan wydawniczy na 2021 jest już na pewno zamknięty.
I pewnie częściowo wypełniony jest także plan na 2022, ale właśnie w tym roku zacznie być widać efekty mojej pracy.
Będzie więcej literatury pisanej przez kobiety?
Na tym mi bardzo zależy. Będę się starała przyciągnąć ciekawe kobiece nazwiska. W końcu w każdych badaniach wychodzi, że czytają głównie kobiety, byłoby wspaniale gdyby kobiety mogły jeszcze aktywniej współtworzyć ten rynek, być jeszcze bardziej widoczne, doceniane i nagradzane. No i, last but not least, kupowane – wszak każdy z nas chciałby trafiać do czytelników i móc po prostu żyć z pisania. Wszyscy, którzy piszemy zaś wiemy jakie to jest w Polsce trudne.
Zamierzasz jeździć na międzynarodowe targi, spotykać się z agentami literackimi?
Jeśli wrócą targi, bardzo na to liczę, mam poczucie, że relacje międzyludzkie to podstawa sukcesu w tej branży. Dobre relacje – co widać wyraźnie po tych, którzy mają z tym kłopot. To wbrew pozorom małe środowisko.
A co z Unią Literacką, do której należysz będąc pisarką? Czy to nie konflikt interesów?
Rozmawiałam już z członkami Zarządu, złożę rezygnację z funkcji, którą pełnię w tej strukturze, jednak jako pisarka zamierzam zostać członkinią Unii, reprezentującej wszak i moje interesy.
Będziesz prowadziła dalej spotkania autorskie?
Na pewno chcę je prowadzić z autorami W.A.B. W ten sposób będę wspierała moich autorów i autorki.
Zapowiada się pracowity rok. Ania, jak ty sobie dasz radę czasowo z tymi wszystkimi zajęciami?
Pewnie tak jak do tej pory, uprawiając ciągły płodozmian. Moje życie zawodowe odkąd sięgam pamięcią nie jest specjalnie nudne.
Na szczęście, a wiem to z doświadczenia, bardzo szybko czytasz.
Fakt, czytanie synchroniczne kilku książek na raz w bardzo krótkim czasie to moja specjalność! Przydaje się od lat, teraz przyda się jeszcze bardziej.
Które książki z dotychczasowego katalogu W.A.B. są dla ciebie kierunkowskazami, że tego typu literaturę chciałabyś wydawać?
W.A.B. wydawało i wydaje wielu znakomitych autorów i autorek, których książki od lat zapełniają moje domowe półki. Chciałabym bardzo, aby kolejne, te wydawane już za rok czy dwa były takimi właśnie rzeczami, które na lata zostaną z czytelnikami. Marzę też o tym, by udało się nam wykreować nową modę na literaturę z rynków innych niż anglojęzyczny, ale to pewnie długa i trudna ścieżka. Niemniej, pomysłów mam sporo.
Czy już w jakiś sposób przygotowujesz się do pracy?
Zaczynam pracę właśnie teraz, na początku 2021 roku, ale mam poczucie, że wszystko co robiłam do tej pory było taką formą treningu. Natomiast oczywiście od chwili, w której zdecydowałam się objąć to stanowisko, robię nieustający przegląd tego, co wydarzy się w świecie literackim w 2021, czytam o trendach światowych, wgłębiam się w książkowe podsumowania roku 2020, których wysyp nastąpił w ostatnich dniach i patrzę na to wszystko z nowej perspektywy.
Planujesz codziennie przychodzić do wydawnictwa?
Nie pracowałam na etacie od 2010 roku, od czasów Radia Zet, więc to dla mnie wielka zmiana. Od dziesięciu lat nie miałam nad sobą szefów, sama prowadziłam swoje biznesy, sama byłam szefową dla siebie i innych. W styczniu 2020 roku poczułam zresztą, że potrzebuję zmiany, o ironio, myślałam nawet o całkowitej zmianie profesji, pójściu na kolejne studia. Tymczasem pandemia pokrzyżowała mi plany, a wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły, że oto w 2021 zaczynam pracę jako wydawczyni. Po roku siedzenia w domu marzę o tym by widywać ludzi, zatem wyjście do redakcji wydaje mi się dziś nagrodą za cały ten czas spędzony w dresie na Zoomie.
Anna Dziewit Meller, ur. 1981 w Chorzowie. Ukończyła Nauki Polityczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Była związana z miesięcznikiem literackim „Lampa”, w którym razem z Agnieszką Drotkiewicz przeprowadzała wywiady z pisarzami i pisarkami. Wspólnie wydały książki z wywiadami pt. Głośniej! Rozmowy z pisarkami (2005) oraz Teoria trutnia i inne. Rozmowy z mężczyznami (2008). Jest współautorką (z Marcinem Mellerem) reportażu Gaumardżos, opowieści z Gruzji, nagrodzonego Nagrodą Magellana 2011 dla najlepszej książki podróżniczej. W 2012 roku wydała swoją pierwszą powieść Disko nominowaną do Nagrody Literackiej Gryfia. W 2016 roku ukazała się kolejna powieść pisarki Góra Tajget.
W 2020 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się jej książka Od jednego Lucypera.
Jest także autorką popularnych książek dla dzieci. W 2017 roku w wydawnictwie Znak ukazała się książka Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy, zaś rok później drugi tom książki Damy, dziewuchy, dziewczyny. Podróże w spódnicy.
W 2016 roku za wywiad „Szydełko”, który ukazał się na łamach „Wysokich Obcasów” była nominowana do Nagrody Grand Press.
Od 2016 roku współprowadzi portal „BukBuk”, na którym recenzuje książki, rozmawia z polskimi i zagranicznymi pisarzami, krytykami literatury, aktorami, dziennikarzami. W styczniu 2017 została felietonistką „Tygodnika Powszechnego.” Ze współpracy z pismem zrezygnowała w październiku 2020. Obecnie jako stała współpracowniczka publikuje swoje teksty w tygodniku „Polityka”.
Była pomysłodawczynią, a następnie jedną z założycielek powstałego we wrześniu 2001 kobiecego zespołu rockowego Andy.