Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Dzisiaj tzw. black friday. Jako magazyn od początku silnie wspierający rzemiosło, małych wytwórców, zachęcamy, żebyście przemyśleli swój konsumencki szał. Jeśli już musicie, kupowali bezpośrednio u producentów, w niewielkich manufakturach lub rzeczy, co do których pochodzenia jesteście stuprocentowo pewni i wiecie czyje ręce tę rzecz wykonały i do kogo trafiły Wasze pieniądze. Może więc green friday? A może tego dnia coś naprawić, zeszyć, odpicować, posprzątać na dnie szafy? Zapraszamy do lektury rozmowy z Joanną Kuś – Martinez z Wild’n’Slow.

Czym jest Green Friday? 

Green Friday to jednorazowa inicjatywa, do której zapraszamy polskie marki, by świadomie NIE uczestniczyły w akcji BLACK FRIDAY w piątek 27 listopada. Inicjatywa Green Friday zrzesza marki, które chcą zapewnić stabilne i transparentne ceny przez cały rok. Wartość i jakość naszych produktów nie zmienia się nagle w ten jeden dzień roku, podobnie jak wartość i jakość pracy naszych partnerów i podwykonawców. Wspieramy zrównoważoną produkcję i rozsądną konsumpcję. W ten dzień zamiast kosmicznych promocji będziemy promować zrównoważony i odpowiedzialny sposób kupowania. Zachęcamy do świadomego wyboru produktów wyprodukowanych lokalnie w godnych i etycznych warunkach z jak najmniejszym negatywnym wpływem na środowisko i zdrowie człowieka. W Black Friday jesteśmy pospieszani i ponaglani do kompulsywnego zakupu. Marki graja na wyjątkowości promocji. Pośpiech i kompulsywność powoduje, że tracimy głowę i ulegamy iluzji, szczególnie kiedy cena jest bardzo niska. Nadmierna konsumpcja, często emocjonalna w Black Friday, ma silnie negatywny wpływ na środowisko. Podczas gdy naukowcy ostrzegają przed koniecznością ograniczenia ocieplenia do 1,5 ° C przed 2030 r., priorytetem wydaje się przywrócenie zdrowszych zachowań zakupowych.

Dlaczego to ważne by nie kupować masowo ubrań? 

Kupując duże ilości tanich ubrań, dajemy znak producentom, że mają produkować jeszcze więcej, bo my konsumenci tego sobie życzymy. Masowe zakupy oznaczają masowa produkcje.

Każdego roku przemysł odzieży produkuje 150 miliardów ubrań, z których większość ląduje na dnie w szafy lub jest wyrzucana po kilku miesiącach. W samej Europie wyrzuca się 4 milionów tekstyliów. Tylko około 11% procent jest odsprzedawana jako odzież używana. Ubrania słabej jakości z sieciówek nie są już tak atrakcyjne by na nie polować w second handach i konkurują bezpośrednio z nowymi, tanimi ubraniami ze sklepu.

Planowanie starzenie odzieży brzmi jak teoria spisku. Ale jak wyjaśnić to, że koszulka kupiona za 10 złotych staje się poskręcana po pierwszym praniu, dziurawi po drugim i zaczyna przypominać ścierkę do podłogi po trzecim? Wszystko to zasługa słabej jakości surowca.

Bawełna, o krótkich włóknach i małej gęstości nie przetrwa wirowania 1200 obrotów na minutę ani prania w temperaturze 60°C. Takim ubraniom, trudno jest nadać drugie życie. Są skazane na utonięcie w morzu odpadów.

Masowe stosowanie pestycydów na polach bawełny prowadzi do wzrostu zachorowań na raka. W Indiach, w stanie Pendżab, największym kraju produkującym bawełnę, każdego dnia wykrywa się 20 nowych przypadków raka. Dzieci rodzą się z wadami wrodzonymi spowodowanymi przez wodę, która nie nadaje się do picia. Hodowcy bawełny opryskują pestycydy bez niezbędnego sprzętu ochronnego.

Po zakupie ubranie nadal zanieczyszcza, nawet do ostatniego etapu życia, czy to pochowane, czy spalone w celu wytworzenia energii. Przy każdym praniu z naszych ubrań odczepiają się syntetyczne mikrowłókna, niewidoczne dla oka, tak małe jak plankton. Poprzez system uzdatniania wody, kanalizacje trafiają do rzek, mórz i oceanów, i w końcu do brzuchów ryb. A ryby nie grymaszą i nie oddzielają groszku od marchewki. Połykają wszystko jak leci. Tylko potem trafiają na nasze talerze. I przy takim tempie w 2050 r. znajdziemy w nich więcej plastiku niż ryb. Już teraz mikro-tworzywa sztuczne stanowią 90% odpadów znalezionych w oceanie.

Oprócz ciężkich konsekwencji dla naszej planety, masowa moda ma na celu maksymalizację zysków. Koszulka za 10 zł nie pozwala na sprawiedliwe wynagrodzenie osoby, która ją uszyła. Pracownicy szwalni na drugim końcu świata zmuszeni są do pracy setki dodatkowych godzin miesięcznie, czasem, aż do wyczerpania, aby zarobić tyle, ile wystarczy na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb człowieka. Prawo do godziwej pensji odmawia się setkom tysięcy ludzi, a to oni są u podstaw naszego trendy look’u.

Koszt masowej produkcji tanich ubrań ponosi nasza Planeta, ponosimy je my i poniosą nasze dzieci.

Co robisz w Wild’n’Slow by być green?

Dla Wild’n’Slow być green to produkować mniej. To pozwoli na skuteczne zredukowanie negatywnego wpływu naszej produkcji na środowisko. Być green to produkować lepiej, czyli takie ubrania, których nie trzeba wymieniać po pierwszym sezonie.

Wybierać odpowiednie tkaniny. Len jest green. Jest znany ze swojej wytrzymałości dzięki długim włóknom. Len jest surowcem odnawialnym. Jego uprawy nie wymagają użycia pestycydów ani irygacji. Aktualnie odchodzę od tworzenia całych kolekcji i skupiam się na poznaniu realnych potrzeb #wildnslowgirls. Coraz częściej proponuję przedsprzedaże jednego modelu, w dwóch odsłonach kolorystycznych. Uważam, że rozwiązaniem dla bardziej zrównoważonej mody i bardziej zrównoważonej planety jest zmniejszenie liczb produkowanych ubrań. W moim przekonaniu proponowanie jednego modelu naraz w przedsprzedaży jest najbardziej ekologiczne, dzięki temu szyjemy tyle ile potrzeba. Bez marnotrawstwa surowców, energii, wody. Bez nadmiernej produkcji. Co jest dobre dla Planety, bo nie tworzymy nadmiaru. Przedsprzedaż jest również ekonomiczna. Klientki mogą zakupić swój ulubiony model w niższej cenie. Dzięki temu pracujemy bez pośredników, a co za tym idzie bez konieczności podwyższenia kosztów. Nie płacimy za dodatkowe magazynowanie. Nie mamy dead-stocków. I to tym bardziej, że nie mamy w zwyczaju stosować przecen ani uczestniczyć w akcjach takich jak Czarny Piątek.

 Jak widzisz przyszłość branży ubraniowej? 

Zyski z branży modowej stale rosną, a roczna stopa wzrostu wynosi 8,7%. Według statystyk do 2023 r. rynek ma osiągnąć 598 miliardów dolarów. Duże marki Fast Fashion czerpią zyski z zasobów planety, które są na wyczerpaniu i nie zaprzestaną nadmiernie produkować od zaraz, to nie jest dobre dla biznesu. Ich akcjonariusze domagają się coraz większych wyników finansowych każdego roku. Szacuje się, że produkcja fast fashion zostanie potrojona do roku 2050. To jest czarna wizja przyszłości branży mody.

Nie ma nadziei?

Dobra wiadomość jest taka, że pandemia coronavisrusa pokazała, że duże marki mają trudności, cały świat widział, że przestały płacić swoim podwykonawcom. Konsumenci są coraz bardziej świadomi i żądają transparentności. Myślę, że marki o wartościach ekologicznych i etycznych mają właśnie teraz szanse na zaistnienie. Są one dynamiczne, przedsiębiorcze, często bardzo kreatywne i narzucają sensowne marże. Mogą stać się alternatywą dla fast fashion. Oczywiście nie powalą całkowicie masowej produkcji ubrań, ale sprawią, że ci wielcy będą musieli przedsięwziąć poważne kroki w doskonaleniu swoich procesów na bardziej ekologiczne i etyczne, na zmianę surowców, i zmniejszenie emisji CO2.

A najważniejsi jesteśmy my konsumenci. To co się stanie dalej, zależy od nas i naszego portfela. Wyciągając kartę płatnicza decydujemy o naszej przyszłości.

Tutaj strona Wild'n'Slow