Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Z Emilią Obrzut, graficzką i założycielką platformy Patyna.pl oraz współautorką książki „Zacznij kochać design” o sprzątaniu i jej nowym pomyśle na rodzinny biznes – ekologiczne detergenty, rozmawia Agata Napiórska.

Agata Napiórska: Emilio Obrzut, jesteś człowiekiem-maszyną! Tu Patyna, tam książka o dizajnie, tu identyfikacja wizualna dla TVP Kultura… w międzyczasie zaprojektowałaś kilkanaście stron internetowych  i kto wie co tam jeszcze… A teraz wymyśliłaś coś z zupełnie innej beczki: detergenty naturalne. Co to za pomysł?

Emilia Obrzut: No wiem, znowu przesadziłam. Wiele projektów, które wymieniłaś łączy wymiar społecznościowy – chyba mam po prostu taki zwyczaj, że jeśli wpadnę na pomysł, który może przydać się innym, dzielę się nim. Tym razem nie jest inaczej – produkty, które robiłam dla siebie są na tyle skuteczne, że być może uda mi się namówić więcej osób, żeby przestawili się na naturalne detergenty.

AN: Lubisz sprzątać, a może wręcz przeciwnie i dlatego chciałaś umilić sobie życie?

EO: Lubię mieć w domu czysto. Na pewno wynika to z faktu, że w nim pracuję, a bałagan zwyczajnie mnie dekoncentruje. Nigdy jednak nie byłam pedantką, a moje eksperymenty z detergentami wzięły się z troski o zdrowie moje i moich bliskich. Dużo mówi się ostatnio o zanieszczyszczeniach powietrza, dbaniu o to, co się je i czym smaruje, ale dbanie o dom póki co nie wpasowało się w ten dyskurs, choć produkty do sprzątania to praktycznie sama chemia, nierzadko szkodliwa. Sama wcześniej nie zwracałam szczególnej uwagi na to, czym szoruję dom. Zmieniło się to w momencie, gdy pani pomagająca nam w sprzątaniu mieszkania po przeprowadzce wymyła wszystko na błysk… wodą z octem. Potem pod wpływem Elementu Żeńskiego zmajstrowałam sobie naturalny dezodorant z sody oczyszczonej, później samą sodą wywabiliśmy niespieralną plamę na kanapie, aż pewnego dnia pomyślałam, że sprawdzę, ile domowych czynności jestem w stanie wykonać przy pomocy własnoręcznie zrobionych detergentów. Zaczęłam szukać przepisów, eksperymentować i modyfikować je według własnego uznania (zależało mi na tym, żeby nie były pochodzenia zwierzęcego), aż okazało się, że wszystko, co zaczęłam sama przygotowywać, jest prostsze, tańsze, zdrowsze i porównywalnie lub bardziej skuteczne. A skutkiem ubocznym tej rewolucji jest bardzo przyjemne poczucie, że nie szkodzi się ani sobie, ani środowisku i że taka postawa nie musi się wiązać ani z wyrzeczeniami, ani ze zwiększonymi kosztami.

No i jak się takim odkryciem nie podzielić?

AN: Na pewno jest jakaś domowa czynność, której nie znosisz wykonywać – ja na przykład nienawidzę rozwieszać prania. Masz coś takiego?

EO: Rozwieszanie prania, fuj! Przyznaję bez bicia – zimą rzucam wszystkie skarpety jak leci na grzejnik, też tak robicie? Nie przepadam też za zmywaniem, o co ledwie wczoraj była w domu gigantyczna awantura.

AN: A w druga stronę – jakieś takie sprzątaniowe guilty pleasure, coś co robisz najchętniej zaspokajając prokrastynację?

EO: Uwielbiam ręczne roboty – to dla mnie bardziej niezbędne odprężenie niż prokrastynacja. Przy pracy kreatywnej, która wymaga ciągłego kreatywnego pobudzenia, dobrze mieć możliwość wyłączenia głowy. Zdarzyło mi się pracować w fantastycznej drukarni Kolory, w której oprócz studia graficznego była również introligatornia z parkiem maszynowym – nic mnie tak nie odprężało, jak naciskanie 200 razy tego samego przycisku.

Bardzo lubię też porządkować stare zbiory – nie dość, że zawsze znajdzie się coś zaskakującego, to jeszcze całe to przestawianie, grupowanie, dzielenie ma w sobie mały element kreacji. Przy takim sprzątaniu jestem dośc radykalna i wyrzucam lub rozdaję całe mnóstwo przedmiotów. Wiem, że brzmi to zaskakująco w ustach piewczyni mody na vintage, która przekonuje, że w rodzinnych archiwach kryją się skarby dizajnu, ale sama nauczyłam się otaczać małym zbiorem ulubionych rzeczy, które w dodatku traktuję przechodnio i chętnie dzielę się nimi, gdy już mi się opatrzą.

Simple As That. Naturalnie proste detergenty!

AN: Jakie środki czystości znajdziemy w linii Simple as That? 

EO: Przy tworzeniu produktów dla siebie chciałam przede wszystkim zastąpić te najbardziej upowszechnione i te, z którymi stykamy się najbardziej bezpośrednio, jak płyn do naczyń czy proszek do prania. Przyznaję też, że zależało mi na produktach prostych, których przygotowanie nie zajmie za dużo czasu. Stąd superskuteczne mleczko do czyszczenia czy uniwersalny płyn do płukania. Ponieważ sama nie chciałam czuć dyskomfortu przy ich używaniu, eksperymentowałam też z zapachami: olejki, z których korzystam, oprócz zapewnienia przyjemnego zapachu mają działanie odkażające czy uspokajające, więc zamiast szkodzić, pomagają.

Gdy zdecydowałam, że chcę przedstawić swoje produkty innym, zależało mi na tym, żeby przejście z powszechnie dostępnej chemii na naturalne detergenty nie wiązało się ze zbyt dużym wysiłkiem, także finansowym. Linie ekologiczne uchodzą za drogie i wiele osób zniechęca cena, nie chciałam zatem, żeby u mnie była przeszkodą. Produkty Simple As That są niezwykle wydajne (jak np. proszek do prania), kilka jest sprzedawanych w formie koncentratu, więc przekładając ich dozowanie na dozowanie dotychczas używanych produktów, wychodzimy na zero lub na lekki plus. Wpływ na to mają także opakowania – postanowiłam nie inwestować w drogie, efektowne pojemniki, które podniosą cenę produktów, tylko zdać się na poczciwe słoiki wielorazowego użytku, które służą bardziej jako pojemniki do transportu i które można wykorzystać ponownie lub zwrócić, za co nagradzam zniżką. Produkty można kupić w pudełku lub w samym słoiku w opcji zero waste, do czego zachęcam. Linia będzie się rozwijać, chętni juz podrzucają mi pomysły na kolejne produkty, a ja z przyjemnością przyjmuję wszelkie sugestie.

AN: Wszystkie mleczka, płyny itd. sama przygotowujesz, mieszasz, rozlewasz?

EO: Na razie wszystko robiłam sama, ale jeśli pomysł się przyjmie, podzielę obowiązki między mamę i siostrę, bo Patyna nauczyła mnie, że najlepszy biznes to biznes rodzinny.