Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Z całego wachlarza okołoniedzielnych przyjemności najbardziej kocham  popołudniowe drzemki. Te szybkie i te dłuższe, na kocu nad jeziorem i na hamaku w domu rodziców na wsi. Macie swój sposób na spędzenie niedzieli? Co dwa tygodnie pytam o to ludzi związanych, mniej lub bardziej, z kulturą. Dzisiaj Mirella von Chrupek – fotografka i kolekcjonerka małego piękna. Wychowana w Łodzi. Mieszka w Warszawie. Potrafi tchnąć życie w małe przedmioty oraz tworzy dla nich zaczarowane miniświaty. Ostatnio zaprojektowała swoją lalkę Bulinkę. Prowadzi w centrum Warszawy małą galerię Gablotka przy Marszałkowskiej 41, gdzie średnio raz na półtora miesiąca prezentuje kolejne odsłony swojej twórczości.

fot_MaurycyGomulicki2

fot. Maurycy Gomulicki

Jak wygląda zwykła niedziela Mirelli von Chrupek?

Jak zdążyłeś się już zorientować próbując umówić się ze mną na rozmowę, albo jestem poza miastem, albo z dala od kompa. Staram się nie pracować w niedziele. Prawie przez cały czas siedzę przy biurku, więc chociaż weekendy niech będą inne. Jak najwięcej czasu stara się spędzać z moimi przyjaciółmi i chłopakiem. Moja przykładowa niedziela to Olimpia z rana, obiad na Sadach Żoliborskich, partyjka Osadników wieczorem, a przed snem spotkanie z Jean-Luc Picardem na USS Enterprise. Czyli jak widać – pełen relaks!

Bajkowe krainy, wróżkowe światy, laleczki, broszki, cudeńka i wszelkie precjoza, Bulinka, Sabinka i Gablotka. Skąd czerpiesz inspiracje dla swojej działalności?

Zarówno w ludziach, jak i w sztuce, nie lubię zadęcia i braku autentyczności. Tworzę to, co mi w duszy gra. Kreuję mini światy, w których sama chciałabym się znaleźć i bohaterów, z którymi sama chciałabym się kumplować. Mam niesamowitą frajdę z budowania alternatywnej rzeczywistości. Chciałabym by widz patrząc na moje prace miał wrażenie, że podgląda równoległy świat, tyle że w mniejszej skali.

MiniSwiatki2

Wydaje mi się, że musisz być ostoją cierpliwości! Twoje prace pomimo niewielkich rozmiarów, wykonywane są z tak niezwykłą dbałością i starannością – a przecież malujesz je ręcznie! Od zawsze podziwiam taką świadomość ręki i rzemieślnicze podejście w wykonywaniu przedmiotów.  

Ostoja cierpliwości – a to ci dopiero! Staram się być cierpliwa, choć wiele rzeczy chciałabym mieć tu i teraz, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki. Wciąż uczę się, że warto czasem poczekać. Bywają takie dni kiedy nic ci nie wychodzi, wszystko się rozłazi, pędzelek jest nieposłuszny i nic z tym nie zrobisz. Nie warto się wtedy gorączkować i starać na siłę. Lepiej wziąć głęboki oddech, pójść na spacer, spotkać się z przyjaciółmi, a dobra energia sama wróci. Lubię pracować w ciszy i przy biurku. Przy nim czuję pełną mobilizację. Nigdzie indziej nie potrafię się skupić. Lubię przebywać sama ze sobą. W ciszy. Nie jestem typem osoby, która musi słuchać muzyki, by się zrelaksować przy pracy.

Biurko

Twój projekt Gablotka cieszy się sporą popularnością. Zawsze jak jestem w okolicy placu Zbawiciela sprawdzam czy może pojawiło się w niej coś nowego. Co tam słychać w Gablotce?

Projekt Gablotka sprawia mi wiele radości. To mój mały, zaczarowany kącik w centrum miasta. Na Marszałkowskiej 41 w Warszawie cyklicznie prezentuję swoje miniświatki. Chciałam stworzyć w tym miejscu coś na kształt teatrzyku z miniscenkami, akwarium, czy też znanych nam z dzieciństwa sekretów, które zakopywało się pod ziemią i pokazywało po jakimś czasie przyjaciółkom. Cieszę się, że ludzie odwiedzają kolejne odsłony i Gablotka jest miejscem miniwycieczek. Bohaterką IV odsłony jest rozkoszna, różowa Dino Bambino. Obecnie jestem w trakcie przygotowań do kolejnej ekspozycji, które aktualizuję średnio raz na półtora miesiąca. Była już odsłona zimowa, wiosenna z Bulinką (lalką mojej produkcji) no i letnia ze wspomnianą Dino Bambino. Teraz czas na coś jesiennego. By być na bieżąco z kolejnymi odsłonami zapraszam na facebookową stronę Gablotki.

Gaablotka

Jesteś absolutną surrealistyczno-magiczną alternatywą! Pozostajesz na obrzeżach głównego nurtu sztuki, pasuje Ci ta sytuacja?  

Nigdy nie przynależałam do świata sztuki. Jestem gdzieś na uboczu i raczej mi to nie przeszkadza. Trudno mnie wpasować w konkretny nurt. Myślę, że w Polsce wciąż istnieje nisza jeśli chodzi o tematykę, którą się zajmuję. Wpasowuję się w popkulturę, środowisko designer toys. Moja twórczość jest kolorowa, radosna i niezobowiązująca. Nie czuję presji, jestem niezależna. Często jestem jednocześnie sterem, żeglarzem i okrętem. Jestem Panienką z Pikselka, Internetową Księżniczką.

Ptaszki na mieście ćwierkają, że jesteś kompulsywną zbieraczką kuriozów! To prawda?

Jestem fotografem-kolekcjonerem. Pewnie nie zbierałabym tyle rzeczy, gdyby nie fakt, że wykorzystuję je później do sesji. Przedmiot jest dla mnie początkiem historii, którą później przedstawiam. Często zdarza się tak, że zainteresuje mnie dana rzecz np. plastikowe drzewko, które nagle staje się inspiracją do całej sesji zdjęciowej.

Kolekcjonerstwo dzielę na świadome i kompulsywne. Kiedyś zbierałam zdecydowanie łapczywiej, bez zastanowienia. Teraz jestem bardziej selektywna w swoich wyborach. Lubię gdy kolekcja się rozwija, dojrzewa. Ostatnio zbieram tylko te rzeczy, które naprawdę mi się podobają lub chwyciły mnie za serce. Przykładowo, nie zbieram już tak dużo lalek jak kiedyś. Opatrzyła mi się forma. W pewnym momencie poczułam ochotę zaprojektowania czegoś zupełnie swojego. Z tej tęsknoty za czymś nowym zrodziła się moja własna lalka – Bulinka. Bardziej niż kolekcjonowanie zajmuje mnie teraz tworzenie obiektów i nowych bohaterów. Mam cały notes wypełniony szkicami i pomysłami.

Bulinka

Ale na pewno masz jakieś swoje ulubione znalezisko. Masz takie, z którego jesteś najbardziej dumna?

Lubię znaleziska jako takie, ale także historie, które się za nimi kryją. Dziś jestem w dość peynetowsko- melancholijnym nastroju, więc opowiem Ci o dwóch przedmiotach, które akurat mam w polu widzenia. Pierwszym z nich jest upolowany na pchlim targu za grosze talerzyk Rosenthala ze świąteczną scenką z bohaterami Peyneta. Zapewne wielu czytelników ZŻ zna Zakochanych z jego ilustracjami. Pamiętam jak wypatrzyłam go na kocyku, wśród innych talerzyków i serce zabiło mi szybciej! Jest na nim urocza, świąteczna scenka: Ona jako Pani Choinka, przy niej drepcze słodka Wiewiórka, no i On – wręczający Dziewczynie gwiazdkę. Scenka wręcz wyjęta z mojego życia. Drugi skarb to mydelniczka, także Rosenthala. I scenka równie rozkoszna. On zagląda przez szybkę, a kiedy podniesiemy wieczko ukazuje się nam niespodzianka: wanienka, a w niej Panienka. Mydelniczkę wyczaiłam kiedyś na eBay’u i zakochałam się w niej od pierwszego wrażenia. Chciałam ją kupić, ale sprzedawca nie wysyłał do Polski. Innym razem znów ją znalazłam, ale była nadtłuczona, więc odpuściłam. Po jakimś czasie znalazłam pod choinką mały prezent, który okazał się niczym innym jak tym cudeńkiem. Chłopak wiedział jak mi sprawić przyjemność <3

Zrzut ekranu 2015-10-25 o 16.17.44

Zrzut ekranu 2015-10-25 o 16.18.02

Tworzysz i kolekcjonujesz, ale prowadzisz też sklep internetowy, gdzie sprzedajesz swoje wyroby – AmoMirella! Opowiesz o nim coś więcej?

Na AmoMirella.com sprzedaję wisiorki i broszki z wizerunkami lalek. Wszystkie moje produkty robię w małej ilości egzemplarzy lub na specjalne zamówienie. Na stronie można też kupić odbitki moich prac.

Pierwsze śniegi w tym sezonie mamy już za sobą, w Warszawie pogoda nie rozpieszcza. Gdy przychodzi słota i plucha chętnie wracam myślami do tych ostatnich, piekielnie gorących wakacji. Jak spędziłaś swoje? Zaliczyłaś jakieś magiczne przygody i podróże w bajkowe krainy?

Pierwsza połowa roku była dla mnie trudna. Dużo wskazywało na to, że nie będę mieć wakacji. Los jednak okazał się łaskawy. Miałam przecudowne wakacje o jakich nawet nie marzyłam. Byłam nad morzem, kąpałam się w przecudnym jeziorze, taplałam w rzeczce. Każdą wolną chwilę spędzałam ze swoim chłopakiem na dworze, na spacerach, na kocyku, na rowerze. Słońce prażyło i choć nie mam w zwyczaju się opalać, w tym roku byłam, jak na moje standardy, baaardzo opalona.

Pytanie jak co tydzień: Jak u Ciebie z drzemkami? Wierzysz w nie i praktykujesz w wolnym czasie?

W tygodniu wstaję przeważnie około 7 rano czyli dość wcześnie. Spać idę około północy czyli dość późno. Czasem w ciągu dnia bywa tak, że jestem znużona i z chęcią bym się zdrzemnęła. Przeważnie tego nie robię, chociaż nie powiem – opcja zawinięcia się w kocyk i schowania do norki jest zawsze bardzo kusząca. Drzemka jest najefektywniejsza jeżeli trwa ok. 10-20 minut. Po dłuższej stajemy się rozmemłani, a ja nie lubię tego stanu, więc nie ryzykuję, bo nie umiem zmobilizować się na tyle by rzeczywiście kimnąć się na tak krótko.

Mini_Swiatki

Jest niedziela wieczór, kładziesz się do łóżka i myślisz…

Bardzo lubię moment tuż przed zaśnięciem, moszczenie się, poprawianie poduszki, układanie kołdry. Staram się wtedy przypomnieć sobie same dobre rzeczy, które mi się przydarzyły w ciągu dnia. Zasypiam błyskawicznie. Lubię świat po drugiej stronie rzęs.

Warszawa, 22.10.2015

//

Strony, o których mowa w wywiadzie:

vonchrupek.com

bulinkadoll.wordpress.com/bulinka

amomirella.com