Jeśli Góry Izerskie, to w Kwieci
Jeśli szukacie miejsca, w którym odpoczniecie, pooddychacie świeżym powietrzem, dobrze i zdrowo zjecie, wybierzcie się do Domu Gościnnego Kwieci w Górach Izerskich. Pięknie położony i zaprojektowany oraz wygodny dom (w budynku dawnej szkoły) z obszernym ogrodem, w miejscowości, która słynie z krystalicznie czystego powietrza, gdzie w pobliżu są trasy spacerowe, narciarskie, rowerowe oraz infrastruktura uzdrowiskowo restauracyjna. Byliśmy i polecamy ze szczerego serca
Łukasz, prowadzicie z Piotrkiem wspaniały dom gościnny w Kwieciszowicach. Z czego jesteście najbardziej zadowoleni w tej pracy? Wiele osób wyobraża sobie, że to taka praca niepraca, jak jest naprawdę?
Myślę, że jesteśmy wielkimi szczęściarzami. Trzy lata temu udało nam się zrealizować marzenie o wyprowadzce z Warszawy w Góry Izerskie. Daleko od miasta kupiliśmy budynek dawnej szkoły ewangelickiej z 1913 roku i zaadaptowaliśmy go na kameralny dom gościnny – z dobrym designem, wielkim ogrodem z widokiem na Krainę Wygasłych Wulkanów i z posiłkami bazującymi na lokalnych składnikach, które zaskakują nieoczywistymi połączeniami smaków.
Ogromnie cieszy nas to, że stworzyliśmy sobie pracę, która ma sens, daje radość innym – naszym gościom i jednocześnie przynosi satysfakcję nam, bo jest zbieżna z tym, co nam w duszy gra – lubimy spokój i naturę, inspirujące kontakty z ludźmi, ładne wnętrza i dobre jedzenie. Bardzo to doceniamy, bo wiemy, jak w dzisiejszych czasach wykańczająca może być praca w szybkim tempie, polegająca na spełnianiu niespełnialnych oczekiwań, goniąca za nieosiągalnymi wynikami i wskaźnikami, a w swojej treści często po prostu pusta i do niczego nieprowadząca.
Zdarzają się osoby, które uważają, że prowadzenie domu gościnnego to nieustanny urlop. Rzeczywistość jest taka, że slow life jest dla gości, a dla nas jest to codzienna odpowiedzialna praca z jej zaletami, ale też z wyzwaniami. Zatrudniamy trzy osoby, w sezonie gościmy codziennie średnio piętnaście osób. Można więc powiedzieć, że jesteśmy mikrofirmą, ale odwrotnie niż w korporacji – nie mamy sztabu specjalistów, to my jesteśmy specjalistami od wszystkiego. Troszczymy się o gości, gotujemy, dbamy o marketing, księgowość, ale też… naprawiamy cieknącą kabinę prysznicową, odśnieżamy, jak nas zasypie, radzimy sobie z pszczołami, które pewnego upalnego lata postanowiły odpocząć, zakładając na kilka dni gniazdo akurat na rogu naszego domu… Jeśli ktoś myśli o otwarciu pensjonatu, to powinien pamiętać, że jest to praca siedem dni w tygodniu, często non stop. Ot, zwykłe życie. Ale bardzo satysfakcjonujące i co najważniejsze – na naszych warunkach.
Góry Izerskie są piękne wiosną, latem, jesienią i zimą. Skupmy się na tych nadchodzących miesiącach. Powiedz, proszę, jakie atrakcje polecasz w waszej okolicy do marca.
Dla naszych gości często atrakcją jest brak atrakcji. Są tak zmęczeni codziennym życiem w biegu, wielkim miastem, milionem decyzji do podjęcia, że spędzają u nas dni, nie ruszając się z miejsca. Celebrują długie śniadania, bujają się w hamaku w ogrodzie, podjadają winogrona prosto z krzaka, spędzają czas z sobą i z dziećmi, śpią, a popołudniami i wieczorami przesiadują we Wspólnej Sali, która jest sercem domu – czytają przy kominku, grają w planszówki, kosztują dobrego wina.
W ogóle myślę, że Góry Izerskie są dla koneserów. Dla osób, które stronią od jarmarcznych miejsc w stylu popularnych góralskich czy nadmorskich deptaków, gofrów, bubble tea i podróbek oscypków czy stania w kolejkach do szlaku. Izery są jednym z najmniej zaludnionych miejsc w Europie, zachwycają spokojem, przestrzenią porównywalną do pól Toskanii i dziewiczą naturą. Gdy po raz pierwszy przyjechaliśmy tu pięć lat temu, nie mogliśmy uwierzyć, że takie miejsca jeszcze istnieją.
Jesienią można zbierać grzyby, chodzić na długie spacery do lasów, które są oddalone o 100 metrów od naszego domu, jeździć dziesiątkami kilometrów tras rowerowych łącznie ze słynnymi ścieżkami typu single track, wytyczonymi po stronie polskiej i czeskiej w naturalnych warunkach, odwiedzać pałace i zamki, które skupione są wokół Doliny Pałaców i Ogrodów (ponad 30 obiektów, drugie takie miejsce w Europie jest tylko wokół Loary) – fantastyczne są nocne zwiedzania zamku Czocha czy zamku Książ, można wędrować łagodnymi szlakami górskimi, na przykład do schroniska Chatka Górzystów (obłędne naleśniki z jagodami) albo do nieczynnej kopalni kwarcu Stanisław (księżycowy krajobraz, niesamowite doświadczenie). Zima to raj dla narciarzy biegowych (ponad 100 kilometrów tras wokół słynnych Jakuszyc), a także dla fanów nart zjazdowych, które stronią od tłumów (w Świeradowie-Zdroju jest kameralny stok z trzykilometrową nartostradą, gdzie odbywają się także jazdy nocne). Gdy spadnie dużo śniegu, tuż za naszym domem tworzymy górkę do zjeżdżania na sankach. Miłośników rękodzieła z pewnością ucieszy wizyta w Hucie Szkła Kryształowego „Julia” albo w nieodległej Ceramice Bolesławiec. Warto zobaczyć rozsławioną w ostatnich latach przez Filipa Springera Miedziankę, a na dłuższą wycieczkę można wybrać się do czeskiej Pragi (1,5 godziny jazdy) czy do Drezna (2,5 godziny jazdy).
Wymieniłem naprawdę niewielki procent atrakcji, z których można skorzystać w Górach Izerskich i w okolicach. Mamy gości, którzy wracają do nas już piąty raz i zapowiadają się na kolejne wizyty, mając świadomość, że i tak nie zobaczą wszystkiego. To niesamowita kraina.
W Izery przenieśliście się ze stolicy. Czy jest coś, za czym tęsknicie?
W Warszawie ja zajmowałem się PR-em dla dużych projektów nieruchomościowych i miejskich, a Piotrek był menedżerem projektów IT. Wciąż uwielbiamy stolicę, wiele jej zawdzięczamy, ale podejmując decyzję o przeprowadzce w Góry Izerskie, poczuliśmy, że nas za bardzo przytłacza i że dała nam już chyba wszystko, czego w tamtym momencie życia od niej potrzebowaliśmy.
Czy za czymś tęsknimy? Chyba niespecjalnie… Raz na kilka miesięcy jedziemy na parę dni do Warszawy – spotykamy się ze znajomymi, obserwujemy zmiany i nowości, inspirujemy się, a potem z ogromną radością wracamy do naszych Kwieciszowic, w których żyje 100 osób i czas płynie inaczej. Ten balans bardzo nam odpowiada.
Kwieci słynie z doskonałego jedzenia, jakie serwujecie gościom. Opowiedz, proszę, co planujecie na jesień i zimę.
Można u nas spróbować dań, do których przygotowania używamy głównie lokalnych składników – będących bogactwem tej ziemi – często od naszych sąsiadów. Specjalnie dla nas menu przygotowuje zaprzyjaźniony z nami szef kuchni Wit Szychowski (Pan Tasak), który słynie z zamiłowania do wysokiej jakości produktów i do nieoczywistych połączeń smaków. Gotujemy sezonowo, a więc dania zmieniamy według cyklu pór roku: wiosna–lato, jesień–zima. Od października będziemy częstować gości między innymi kultowym już omletem z kiszoną kapustą, oliwą szczypiorkową i z miodem ze spadzi iglastej, stekiem z białej kapusty na ekologicznej białej kaszy gryczanej od naszych sąsiadów, drożdżowymi pampuchami z gotowanymi na wolnym ogniu polikami wołowymi, a na deser – winogrona z musem z pieczonej czerwonej papryki z prażonymi płatkami migdałów lub domowy kisiel ze słodkim pyłem z prażonego siemienia lnianego.