Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Ziemniak to klasyk w naszej polskiej kuchni, choć traktowany jest zazwyczaj jako dodatek. A gdyby tak zrobić z niego króla na talerzu? Kasia i Zosia Pilitowskie, mama i córka prowadzące krakowski bar śniadaniowy Ranny Ptaszek, stworzyły zachwycającą książkę kulinarną, w której pokazują, że ziemniak zasługuje na królewską oprawę, a w zamian odwdzięczy się nam najpyszniejszymi daniami. O tym, jak wykorzystać jego potencjał, rozmawiamy z autorkami książki „ZIEMNIAK”, a na koniec prezentujemy jeden ich z ulubionych przepisów.

 

Co takiego niezwykłego ma w sobie ziemniak, że zdecydowałyście się poświęcić mu całą książkę?

ZOSIA: Ziemniak jest z nami cały rok, jak dobry i wierny przyjaciel. Młode ziemniaczki z koperkiem zapowiadają letnią obfitość i nieskomplikowane gotowanie, te stare, jesienne, otwierają sezon placków ziemniaczanych, zapiekanek i frytek w chrupiącej smażonej wersji, idealnej na szare zimowe dni.

KASIA: Kochamy go za jego uniwersalność i wszędobylskość! Jest zwyczajnie niedostrzegany, bo jest zawsze i od zawsze. Lubimy fascynować się nowinkami zagranicznymi, a tu pod nosem taki król warzyw! Zawsze pod ręką, zawsze gotowy do współpracy, wszystko jedno na słono, czy słodko. Nawet z poprzedniego dnia, zapomniany w lodówce, może stać się nowym wspaniałym daniem, oczywiście przy odrobinie naszej czułości. Czyż nie czyni go to wyjątkowym?

 

Ziemniak w naszej polskiej kuchni jest lubiany, ale jednak traktowany jako produkt już obeznany, może nawet… zwykły i niedoceniany. Jak myślicie, czym jeszcze ziemniak może zaskoczyć Polaków?

ZOSIA: Podróżując wirtualnie po kulinarnym świecie ze zdumieniem odkrywałam kolejne, odległe i egzotyczne kraje, w których wręcz narodowymi i popisowymi daniami są te z ziemniaka! Turcja, Maroko, Iran, Indonezja, Majorka, Wyspy Kanaryjskie – to kraje, które nie kojarzą się z szarą bulwą. A tu niespodzianka! W rozdziale „Z ziemniakiem dookoła świata” znalazły się przepisy, które zainspirują i zaskoczą, nie tylko Polaków.

Którą z polskich odsłon ziemniaka lubicie najbardziej?

ZOSIA: Knedle. Mama sprzedała mi patent, że robi się je z ciepłych ziemniaków, zawsze wtedy wychodzą i są mięciutkie. A ponieważ można je nadziewać i na słono, i na słodko, to stwarzają niesamowite możliwości popisania się fantazją. Na drugi dzień obtaczam je w bułce tartej i smażę na maśle, nie wiem, czy nie są wtedy jeszcze lepsze!

KASIA: Babka ziemniaczana, zdecydowanie! Nawet poprosiłam Asię Pawluśkiewicz, moją przyjaciółkę mieszkającą w Teremiskach, żeby zapytała panie z koła gospodyń wiejskich o przepis na babkę podlaską. Zrobiłam ją w wersji wegańskiej, bez jajka, i wyszła znakomita! Tak jak w przypadku klusek, można ją pokroić na plastry na następny dzień, zrumienić na chrupko i podać tak po prostu albo z jakąś aromatyczna omastą lub sosem.

A z zagranicznych dań z ziemniakiem? Które podbiło Wasze kulinarne serca?

ZOSIA: Moje serce skradł turecki „burek” z ziemniakami i fetą. Jeśli ma się już gotowe ciasto filo, to robi się go dosłownie w kilka minut, a efekt jest oszałamiający! Kocham też wszystkie placuszki, uwielbiam robić okonomiyaki, bo to łatwe i bardzo efektowane danie, które na fali zachwytu kuchnią Dalekiego Wschodu robi na gościach piorunujące wrażenie.

 

KASIA: Moje serce należy do zapiekanek i wszelkiego rodzaju frittat, które w mojej ukochanej kuchni Bliskiego Wschodu nazywają się wdzięcznie „kuku”. Kroisz, trzesz, mieszasz i wkładasz do piekarnika, nastawiasz na godzinę i masz czas na kieliszek wina albo przygotowanie deseru.

Czy wszystkie dania zawarte w książce znałyście jeszcze przed jej napisaniem, czy niektóre testowałyście specjalnie pod kątem wydania „Ziemniaka”?

 

ZOSIA: Nigdy nie myślałam, żeby oprócz pierogów ruskich ulepić jakieś kluski. Myślałam, że to pracochłonne i przeważnie nie udaje się ich zrobić ludziom beż doświadczenia. Okazało się, że one są proste i nie wymagają miliona godzin w kuchni. Z mamą lepiłam, gotowałam i miałam z tego wielką frajdę, że tak gotujemy „po babciowemu”. Bardzo lubię robić nowe rzeczy w kuchni, szczególnie jeśli są inspirowane kuchnią azjatycką, więc naturalnie szczególną przyjemność sprawił mi rozdział „Z ziemniakiem dookoła świata”. Ale największym zaskoczeniem i radością było pisanie rozdziału o słodkościach ziemniaczanych. Odkryłyśmy niesamowicie pyszne ciasta i faworki z ciasta ziemniaczanego, które, o dziwo, świetnie się piekły!

 

KASIA: Jak zwykle sondowałyśmy przyjaciół i znajomych w różnym wieku, co kochają z ziemniaków, jak robią, podpytywałyśmy o przepisy rodzinne, porównywałyśmy z recepturami ze starych książek. Przeczesywałam Internet w poszukiwaniu przepisów z różnych regionów Polski, porównywałam, tropiłam nazwy i wertowałam słowniki szukając znaczeń. Napisałam też do koleżanki Asi Fabijańczuk, pracującej w Jevish Culture Center o pomoc w rozwiązaniu nazwy „kugel”. Jednym słowem utknęłam w tych ziemniakach na dobre pół roku.

 

W Krakowie prowadzicie bar śniadaniowy Ranny Ptaszek. Czy ziemniak gości także w waszym śniadaniowym menu?

 

ZOSIA: No, ba! Bez ziemniaków nie byłoby naszego wspaniałego śniadaniowego menu: pieczone złociste łódeczki ziemniaczane, czyli patatas bravas z dodatkiem naszej salsy bravy i sosu tahini są od 4 lat w naszej popisowej kanapce „Nich Moc będzie z Tobą” w towarzystwie ogórka kiszonego i wegańskiej kiełbaski. Sezonowo podajemy ciambottę, włoskie danie z ziemniakami, pomidorami i bakłażanami. Wszystkie przepisy znalazły się w naszej książce „Ziemniak”.

 

Książkę „Ziemniak” zdobią wyjątkowe zdjęcia – mocne kolory, dużo dodatków i ozdób. Skąd pomysł na właśnie takie prezentowanie dań z ziemniakiem w roli głównej?

 

ZOSIA: Przez rok gdziekolwiek nie poszłyśmy razem, zawsze myślałyśmy o oprawie do „Ziemniaka”, a to wazonik, a to talerzyk, a to piękny materiał. Nawet jak patrzyłam na ubrania moich przyjaciół to czasem bardziej jak na książkowe dekoracje. Szaleństwo!

KASIA: Jestem niepoprawną zbieraczką przedmiotów, uwielbiam buszować na pchlich targach, buszuje w Internecie i śledzę kilka instagramowych sklepów. Na książkowych fotografiach wiele bibelotów jest z naszej wspólnej kolekcji, ale zawsze szukamy ich wśród zbiorów naszych przyjaciół i w sklepikach w naszej dzielnicy. Nasz ulubiony jest tuż koło Rannego Ptaszka, na ul. św. Agnieszki. Już podczas pracy nad wizualną stroną naszej pierwszej książki, „Jajko”, wiedziałam doskonale, jak ona ma wyglądać. Właśnie inaczej niż przysłowiowa szmatka i talerz z makro zdjęciem potrawy. Chciałam, żeby przedmioty na zdjęciu prowadziły dialog z czytelnikiem i z jedzeniem. Może to brzmi dziwnie, ale dzięki temu moje stylizacje są inne. „Ziemniak” był prawdziwym wyzwaniem, chcieliśmy mu nadać – my, fotograf Mateusz Torbus i Tomek Jurecki, grafik – oprawę iście królewską, żeby błyszczał jak prawdziwy król warzyw otoczony porcelaną, złotem i drogimi kamieniami. Udało się!

 

 

 

Tu zamówisz książkę

Knedle ze śliwkami

ciasto:

750 g ziemniaków

250 g mąki pszennej

1 łyżka mąki pszennej

do podsypania ciasta

1 jajko

1 łyżeczka soli do gotowania

ziemniaków

1 łyżeczka soli do gotowania

knedli

nadzienie:

300 g śliwek węgierek

dodatkowo:

cynamon i cukier puder

na wierzch:

śmietana

cukier puder

 

Śliwki umyj i wydryluj tak, aby pozostały całe. Jeśli wybierasz bogatszą wersję, obtocz je w cukrze ze szczyptą cynamonu i odstaw.

 

Ziemniaki umyj i obierz. Ugotuj w posolonej wodzie do miękkości. Jeszcze gorące przepuść przez praskę lub utłucz. Dodaj mąkę. Zagnieć szybko elastyczne ciasto. Dodaj jajko. Nie wyrabiaj ciasta długo, bo zrobi się luźne i kluski się rozpadną. Musi być zwarte i jędrne. Na posypanym mąką blacie uformuj z ciasta wałek o średnicy 3 cm. Pokrój go na plastry o grubości 3 cm. Plaster ciasta połóż na dłoni i lekko rozpłaszcz. Na środku umieść śliwkę. Zlep ze sobą brzegi i utocz w dłoniach kulkę. Lep knedle, a w międzyczasie nastaw garnek z lekko posoloną wodą. Wrzucaj partiami knedle do gotującej się wody. Delikatnie zamieszaj, żeby nie przywarły do dna. Kiedy wypłyną, gotuj je jeszcze minutę. Gotowe wyciągnij łyżką cedzakową lub sitkiem, dobrze odsącz z wody.

 

Idealne połączenie to knedle polane śmietaną i posypane cukrem pudrem. Kochamy ten moment, kiedy z przekrojonego knedla wypływa fioletowy śliwkowy sok i fantazyjnie miesza się ze śmietaną. Bart woli je polać maślaną bułeczką i posypać zwykłym cukrem. Znakomite są też następnego dnia, odsmażone na maśle i posypane cukrem pudrem.

 

Jeżeli robisz knedle po raz pierwszy i chcesz mieć pewność, że ciasto jest świetne, to zrób próbę gotowania jednego knedla. Jeśli się rozpadnie, do ciasta dodaj trochę mąki. Zamiast śliwek możesz dać do środka truskawki. O mamusiu, jakie to dobre!