Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Z Aurelia & Zwei Frauen to był zachwyt od pierwszego wejrzenia. Kolorowe kimona, jedyne w swoim rodzaju, bo uszyte z tkanin z odzysku wpadły mi w oko już prawie rok temu. Od tamtej pory uważnie śledzę, co u dziewczyn, a dzieje się sporo. Z Aurelią Buczek i Izą Meronk rozmawiamy przy okazji ich nowej i a jakże!… kolorowej kolekcji „Paradiso” inspirowanej wizją „raju” z lat dziewięćdziesiątych. Pytam Aurelię i Izę o to, co je inspiruje, jak pracują i dlaczego warto szyć z recyklingowanych tkanin.

Zacznijmy od samego początku. Jak powstała Aurelia & Zwei Frauen? 

Aurelia: Energia wspólnego tworzenia właściwie towarzyszyła nam od zawsze. W dzieciństwie to właśnie wspólna kreatywność ponosiła nas w inne światy. Generowałyśmy zabawne sytuacje,  jak ta, kiedy regularnie podkradałyśmy babci plastikowe bukiety i otwierałyśmy kwiaciarnie w dużym pokoju. Wojna była straszna, bo każda chciała być kwiaciarką. Dużo, dużo później zupełnie nie koniunkturalnie powstały Dwie Kobiety czyli Zwei Frauen, które opuściłam, bo rozpoczęłam wieloletni romans z kulturą.

Iza: I ja po kilku latach dołączyłam do „kulturalnych” szeregów. Zawsze jednak, poza pracą etatową, dużo robiłyśmy społecznie i artystycznie. Myślę, że to była kwestia czasu, aby nasze drogi się zawodowo skrzyżowały. Nie mogło być lepszego momentu niż ten, który zdarzył się rok temu. Była gotowość, potrzeba kreacji i dużo dobrej woli.

 

Czy fakt, że jesteście siostrami i w dodatku bliźniaczkami ułatwia pracę i pomaga w prowadzeniu marki?

A: Miałyśmy już jakieś wyobrażenie, jak ta wspólna praca nie powinna wyglądać przy Zwei Frauen, haha. Teraz mogło być tylko lepiej. Obie mamy włoskie temperamenty, więc resztę sobie dopowiedzcie. Na szczęście ciśnienie z nas schodzi bardzo szybko, prawie tak szybko, jak wzrasta. Wiadomo, że w siostrzanym duecie przekraczasz granice dużo łatwiej niż z obcą ci osobą.

I: Ale rzecz jasna są plusy. Mamy podobne poczucie estetyki, co bardzo ułatwia etap projektowania ubrań, wyboru i selekcji tkanin. Wspólna praca rzeczywiście wymaga dużej dojrzałości. Jesteśmy siostrami, siostrami bliźniaczkami, które od kiedy pamiętam musiały zawalczyć o swoją tożsamość. Ale to jest temat na inną dyskusję.

 

Projektujecie ubrania, czy również same je szyjecie? Od pomysłu do realizacji wszystko robicie same?

I: Pomysłów mamy niezliczoną ilość i nie mija to niestety z wiekiem. A tak na poważnie z naszej ręki wychodzi rysunek techniczny, żurnalowy, następnie kroimy i szyjemy prototyp. Ten proces trwa dość długo, jest zawsze kilka poprawek, bo przecież „zawsze może być lepiej”. Później jest etap przymiarek. Wspieramy myśl, że trzeba „przećwiczyć projekt na sobie, aby mieć pewność, jak układa się na sylwetce. Następnie w odszyciach większej partii wspiera nas Pani Natalia. Musiałybyśmy „położyć cały biznes” jeśli chciałybyśmy szyć same.

A: Wszystkie te powyższe czynności od rysunku żurnalowego, aż po konstrukcję odzieży „ćwiczyłam” w MSKPU (Międzynarodowa Szkoła Kostiumografii i Projektowania Ubioru). To był bardzo intensywny czas, gdyż równolegle miałam bardzo angażująca pracę etatową. Mogę powiedzieć, że to w MSKPU zdobyłam podstawową wiedzę o etyce w modzie.  Świetna kadra (pozdrawiam Panią Płonkę i Pana Michała Szulca), dobry program i…zapracowana ja. Z różnych względów nie udało mi się jej skończyć w tamtym czasie, ale „dla siebie” skończyłam ją dziś, kiedy wypuściłyśmy tych kilka ostatnich kolekcji.

Zajrzyj do Aurelia & Zwei Frauen

Główną częścią waszej działalności i tą od której ja was poznałam jest projektowanie i szycie kimon z tkanin z recyklingu. Dlaczego zdecydowałyście się na tkaniny z odzysku i skąd je pozyskujecie? Wydaje mi się, że tylko pozornie szycie ubrań z recyklingowanych tkanin jest łatwiejsze.

I: Szycie kolekcji z tkanin z z recyklingu to jedna z najbardziej angażujących aktywności, jakie znam. To piękna, acz ulotna twórczość. Każda tkanina, której dajesz drugie życie, wychodzi do świata zazwyczaj w max 2 sztukach. Idzie w ręce szczęśliwego posiadacza, poprzedzona rzecz jasna sesją fotograficzną na social media i nasz sklep. I znika. Nie ma wielkich powrotów, jak to bywa w przypadku szycia kolekcji z beli materiału. Oczywiście najpierw jeszcze musisz taką tkaninę pozyskać, co jest równie angażujące, szczególnie jeśli twoje kryteria wyboru są zaostrzone: tkaniny tylko naturalne, o wyjątkowym patternie, w bardzo dobrej kondycji. Wielu zapyta, czy warto. Warto.

A: Naprawdę nie ma sensu dokładać tej planecie. Przemysł odzieżowy, jak wiadomo jest jej głównym  trucicielem, a to, co jest, jest naprawdę dobrej jakości. Wystarczy się nad tym pochylić. Jeśli nie bardzo ci się chce, albo nie jesteś zmotywowany, bo nie wiesz, o co w tym chodzi, to z pomocą powinna przyjść na przykład czwarta władza czyli media. Po latach promocji jednorazowej i wyrzucalnej mody (ang. disposable fashion) w ramach zadośćuczynienia powinna zacząć promować nowe rozwiązania: choćby sharing czy wypożyczalnie ubrań. Z pomocą mogłaby przyjść również edukacja. Mogłaby, ale jakoś jej chyba nie po drodze do kształcenia krytycznie myślącego społeczeństwa.

W jednym z  podcastów Harel na Spotify, zaproszony gość Monika Surowiec opowiadając o modzie cyrkularnej, użyła terminu „garbage designers” (dosłownie tłumaczenie: śmieciowi designerzy). Dziękujemy dziewczynom za tę podpowiedź, gdyż ona sumuje pięknie to, co robimy.

Myślę, że "garbage designers" to pionierzy, którzy po części wykonują prace antropologa. Jeśli chcesz się tym zajmować musisz mieć naturę odkrywcy. Jeśli dodatkowo to jest twoje "know how" biznesowe w kraju na dorobku jakim jest Polska, w którym wyobrażenie o dobrobycie nadal często dryfuje w kierunki czekolady owiniętej w pozłotko, musisz robić to naprawdę dobrze.

Ci „odważni” klienci, którzy spośród tysiąca możliwości, jakie oferuje im na przykład Zalando postawią na Ciebie i dostaną słabej jakości produkty nie tyle do Ciebie nie wrócą, ale już staną w opozycji do całego zjawiska”upcykled fashion”. Myślę, że jest to ważny moment dla wszystkich „garbage designers”, aby wzięli na siebie odpowiedzialność za jakość produktu, a ci, którzy nie czują misji niech się zajmą czymś innym.

Ale oprócz tkanin z odzysku, korzystacie z tkanin i wzorów zaprojektowanych dla Was przez artystów. Jak wygląda taka współpraca?

A, I: Na koncie mamy jedną współpracę z ilustratorką Anią Rudak. Pierwsze dwa patterny jej autorstwa czyli „Horses” i „Kosmos” dedykowane były naszej kolekcji zimowej.  Spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem, nieprawdopodobnie wręcz dobrym, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że ta współpraca wynikła z tak zwanego przypadku. Ania wysłała do nas tkaninę z wzorem „koni”, abyśmy odszyły jej kimono. Kiedy odszyłyśmy ten model dla niej, miałyśmy pewność, że to jest naprawdę dobre i że bardzo chcemy tej współpracy. Po drugiej stronie też była otwartość. Na wiosnę i lato spod ręki Ani wyszedł pattern z wężem, który trafił  do nas i został wykorzystany w naszej najnowszej kolekcji „Paradiso”.

A: Ja jeszcze wcześniej miałam przyjemność stworzyć krótką serię t-shirtów z Anią Lubińską, czyli Lubek. Uwielbiam jej estetykę i być może nasze drogi się jeszcze artystycznie skrzyżują, kto wie.

Czy macie ilustratorkę, lub ilustratora z którym bardzo byście chciały współpracować? Taka tkanina marzenie.

A: To skomplikowane. Moje poczucie estetyki ukształtowała de facto sztuka współczesna. Zgłębiałam różne kierunki od polskiej sztuki krytycznej po Young British Artist z Damianem Hirstem na czele. Ciągnęło mnie do sztuki, która wchodzi w dyskurs społeczny, a artystę widziałam i widzę jako komentatora rzeczywistości. Dlatego zawsze będzie mi bliżej do „artfashion” i mody autorskiej. Więc z tego miejsca, jeśli pomyślę o takiej wymarzonej współpracy, byłaby to współpraca z artystą wizualnym, na przykład Wilhelmem Sasnalem. Bardzo lubię jego twórczość, począwszy od tej w Grupie „Ładnie”, która osobiście była dla mnie dużym zjawiskiem, aż po jego ostatnie prace.

I: Tutaj jeszcze warto wspomnieć Marcina Maciejowskiego, którego ja z kolei bardzo cenię za wiele kwestii, ale głownie za bystre, pełne ironii oko artysty. Myślę, że to wszystko by tak awangardowo i … ładnie zagrało na tkaninie.

Oprócz kimon wprowadzacie nowe projekty ubrań między innymi koszule z ogromnymi kołnierzami i sukienki. Skąd czerpiecie inspiracje? Co i kto Was inspiruje?

A: Ktoś nam ostatnio powiedział, że jesteśmy w trendach. Nigdy się o to zanadto nie starałyśmy. Nie ma w tym żadnych koniunkturalnych ruchów, projektujemy tak, jak czujemy. Na pewno jest nam dużo bliżej do skandynawskiej ulicy a to dlatego, że hołubimy prawdopodobnie tym samy  wartościom, czyli eklektyzmowi w modzie i wolności w wyrazie własnym. Traktujmy też modę z przymrużeniem oka, o czym świadczą nasze patterny nawiązujące do bajek (Pszczółka Maja). Ta ludyczna retoryka też bliska jest Skandynawom. Ich tkaniny, które trafiają w nasze ręce opowiadają niesamowite historie. Mówiąc to, uświadamiam sobie znowu, jak bardzo jesteśmy przywiązane do narracji, którą niesie tkanina.

Skoro mowa o narracji opowiedzcie o nowej kolekcji „Paradiso” i kwiatowo-geometrycznej tkaninie, z której zostały wykonane ubrania.

I: Paradiso to swoisty pastisz tak zresztą, jak kilka letnich modeli, które spięłyśmy w poprzedniej kolekcji „Ciao Ciao.” Pattern który zaprojektowała dla nas Ania Rudak to rajski wzór, w którym dominującym elementem jest wijący się wąż. Jest to bardzo archetypiczne prawda? Chciałyśmy trochę zabawić się tą edenowską estetyką. Nazwa „Paradiso” kojarzyła nam się z wczesnoustrojowymi biznesami lat 90.: pizzeriami albo klubami, których nazwy opierały się na włoskich zapożyczeniach i była idealną manifestacją tego, jak chciałyśmy pokazać ją światu czyli kampowo i z przymrużeniem oka.

A: Od początku wiedziałyśmy, że ten pattern będzie idealnym debiutem dla naszych męskich projektów, o które upominali się od nas panowie już od jakiegoś czasu. Kiedy Khali nasz model na sesji zdjęciowej, założył koszulę „Paradiso” zmaterializowały się nasze wyobrażenia. Przed oczyma stanęły mi filmy Almodovara i Xaviera Dolana. Zależało nam, aby emanacja męskości czy też kobiecości, którą promujemy była daleka od stereotypowego podziału sił: męskie – silne, kobiece – słabe. Prawdopodobnie to Klaudia, partnerka Khaliego na sesji rozdaje kwiaty, ale i karty. Zresztą to już nie ma znaczenia, kto tasuje karty, bo „Raj jeśli istnieje to tylko utracony”. Jesteśmy u progu końca świata jakiego znamy, w którym promocja siły, władzy i pieniądza zaprowadziła nas donikąd, pozostawiając ogłupiałych, cholernie samotnych i na pół żywych – jak kwiaty które są w naszej scenografii.

 

Jak macie plany na przyszłość i marzenia związane z Aurelia & Zwei Frauen?

I: Ja z wielką ciekawością wypatruje tego, co przyniesie przypadek, bo to on jest właśnie u nas zawsze kluczowy. Generuje ciąg niesamowitych zdarzeń, których nigdy byśmy sobie same „niewyplanowały”. Ale jeśli się tych planów trzymać to z pewnością większe studio: do pracy, przymiarek, sesji photo.  Blog, o którym już myślimy w kontekście naszych działań z upcyklingiem także w obszarze textileArt.

A: Z marzeń to praca nad własną biodegradowalną tkaniną i spotykanie na swojej drodze wielkich umysłów pokroju Stacy Flinn, która z odpadów tekstylnych w 100% pokonsumenckich stworzyła nowe materiały oparte na technologi NuCycl. I może jeszcze jakaś wystawa w MoMie. Na dobry początek wystarczy. 

 

Aurelia & Zwei Frauen na Instagramme