Biblioteka: „Ręcznie robione” Doroty Borodaj
Jeśli czytacie nasz magazyn, wiecie, że od początku rzemiosło jest jego trzonem i głównym tematem. Cieszymy się, że od paru lat pisanie o rzemiośle staje się coraz bardziej popularne i cieszymy się z każdej książki o polskich rzemieślnikach. A kiedy jest tak dobrze napisana i pięknie wydana jak „Ręcznie robione” cieszymy się szczególnie. Z autorką książki, Dorotą Borodaj, rozmawiamy o pracy nad publikacją i o tym, co ludziom daje praca rąk. Książkę serdecznie rekomendujemy wszystkim, którzy chcą sprawdzić na własnej skórze o co chodzi w pracy rzemieślnika.
Kiedy i jak długo pracowałaś nad książką?
To trwało pewnie rok. Materiał był gotowy już pod koniec 2019, ale pandemia przesunęła premierę.
W 2019 roku rzemiosło było już, że tak powiem w mainstreamie. Jak to się stało, że zdecydowałaś zająć się tym tematem właśnie wtedy?
Parę lat wcześniej pomagałam Kasi Sawko przy pracy nad podręcznikiem stolarskim „Wiórylecą”. Byłam odpowiedzialna za krótkie reportaże – historie uczestników wiórowych warsztatów, które poprzedzały część instruktażową. Kasia najpierw wydała tę książkę sama, później zainteresowało się nią wydawnictwo Buchmann. A do mnie odezwała się ich redaktorka. Chcieli wydać książkę, która zaprezentuje współczesnych rzemieślników, ale będzie też zawierała część poradnikową. Pomysł mi się spodobał. Spodobał się też mojemu mężowi, fotografowi Tomkowi Kaczorowi, który wykonał zdjęcia do książki.
Postanowiliśmy połączyć reportaże z częścią poradnikową.
Pokazać jak można zetknąć się z danym rzemiosłem i zobaczyć czy ma się ochotę na więcej.
Wybór rzemieślników też podyktowany był możliwościami pokazania tej części poradnikowej w książce?
Tak. Szukaliśmy długo, bo worek z nazwą rzemiosło jest ogromny. Pytanie: gdzie jest granica między rzemiosłem a rękodzielnictwem. Dlaczego osoba, która plecie makramy ze sznurka i ktoś kto od dwudziestu lat wytwarza coś sprzedawanego na rynku sztuki mają znaleźć się w jednej książce.
Jaki był więc klucz doboru?
Postawiliśmy na rzemieślników, którzy wytwarzają rzeczy do domu. I takich, którzy dochodzili do swoich umiejętności samodzielnie lub poza głównym nurtem edukacji, nie kończyli szkół rzemieślniczych, uczyli się sami albo przyuczali w rodzinnej firmie (Jak Mariusz Tarnawa z manufaktury zabawek Tarnawa Toys). Poza tym zależało nam na tym, żeby pokazać, że moment w zawodowym życiu, do którego doszli nasi bohaterowie wynika z ich wielkiej determinacji i decyzji, którą podjęli. Decyzji, że danemu rzemiosłu chcą poświęcić znaczną lub całą część swojej aktywności zawodowej, że to nie jest coś, czym zajmują się z doskoku.
Książka podzielona jest na działy: papier, drewno, glina, nić, słoma, wiklina. Tak rysuje się struktura książki. Co łączy twoich rozmówców?
Szukałam w ich życiu momentów przełomowych, które sprawiły, że zajęli się danym rzemiosłem. Wszyscy dochodzili do tego momentu w dialogu z surowcem, w którym pracują. Nie podejmowali decyzji nagle. Myślę, że łączy ich też jakiś rodzaj pokory i szacunku do materiału, w którym pracują . To nie jest zajęcie lifestylowe. Wymaga poświęcenia, rytmu i rzetelności.
To cechy rzemieślników starej daty. Porządnego rzemiosła, rzemiosła zawodowego, nie da się nauczyć w miesiąc czy na jednych warsztatach.
Każdy rozdział w książce zawiera podrozdział „Zrób to sam”. To instrukcje, które przekazali nam bohaterowie i bohaterki książki, do samodzielnego wykonania, w większości możliwe do zrobienia warunkach domowych. Ten rozdział ma pozwolić czytelnikom posmakować pracy w danym materiale, zrobić bezpiecznie pierwszy krok. Ale też pokazać, że zrobienie danej rzeczy a potem zajęcie się profesjonalnie daną dziedziną rzemiosła jest możliwe, ale żeby zaczęło nam to dobrze wychodzić, wymaga czasu, ćwiczeń, po prostu rzetelnej nauki. Żeby zacząć się profesjonalizować w danej dziedzinie, potrzebna jest determinacja. Te historie mają pokazać, że nie ma jednego scenariusza, jednej drogi do rzemiosła czy rękodzieła. Najważniejsza jest decyzja, że naprawdę chce się to robić.
W historii Tarnawa Toys ujął mnie szacunek do tradycji i przodków. Moi bohaterowie czasem pracują w zespołach, jak wspomniana rodzina Tarnawów, czy Jadzia Lenart i Wiktoria Podolec z Tartaruga Studio. Ale często robią to w pojedynkę jak na przykład Marcelina Król-Kadłucka, ceramiczka, czy Magda Rukasz, która składa formy z papieru.
Mam wrażenie, że w czasie pandemii rzemiosło dostało dodatkowego kopa. Nie mówię o tych rzemieślnikach starej daty, którym pandemia zamknęła zakłady). Bo raz, że w niektórych bańkach zmienia się podejście do konsumpcji, ludzie chcę mieć mniej rzeczy, a porządniejsze. Dwa, że szukają na siebie pomysłów.
Młodzi twórcy potrafią docierać ze swoimi produktami do odbiorców dzięki mediom społecznościowym. Zastanawiałam się w trakcie pracy, na ile trafiają do specyficznej bańki, w której pewnie sama jestem. O tym, że lepiej inwestować w rzeczy długowieczne mówi się od dawna – weźmy choćby modę na renowację PRL-owskich mebli. Natomiast stare rzemieślnicze zakłady, potrzebowałyby pewnie zastrzyku młodej energii i wsparcia przy promocji. To się zresztą nierzadko już dzieje – bohaterkami jednego z rozdziałów są dziewczyny ze stowarzyszenia Serfenta, które zajmuje się plecionkarstwem: wspierają lokalnych rzemieślników, pomagając w sprzedaży ich wyrobów i prowadzeniu warsztatów, co pozwala poznać to rzemiosło lepiej szerszemu gronu odbiorców. A wracając do pandemii – na pewno zamknięcie w domach lub wysyp mieszczuchów na działki sprawiły, że niektórzy zaczęli szukać nowych wyzwań, czegoś, czym mogliby zająć ręce i odciążyć głowę..
Dlaczego warto sięgnąć po twoją książkę?
Może dlatego, że są tam historie osób szczęśliwych z powodu tego, czym się zajmują i w jakim momencie życia zawodowego są. Mi takie opowieści przynoszą ulgę i poczucie spokoju. Opisane przez mnie historie często są bardzo proste, i pokazują, co dostaniemy, jeśli pójdziemy za intuicją. Jednocześnie to nie są opowieści o nagłych rewolucjach życiowych. Aby to, co nas zapala, stało się naszą codzienną pracą, potrzeba nie lada wysiłku. Jak ci ludzie do tego doszli? Jakie pokonali trudności? Jak radzą sobie z lękiem o przyszłość? Co daje im praca w samotności, a co – prowadzenie warsztatów i dzielenie się wiedza? Takie pytania zadawałam sobie i im w trakcie pracy.
A co tobie dała praca nad książką?
Z podróży do bohaterów i bohaterek przywoziliśmy często nie tylko historie, ale też konkretne przedmioty, które z nami zostały. Dzięki obcowaniu z nimi: z koszykiem na chleb czy kubkiem, z którego piję kawę, poczułam jeszcze większy szacunek dla pracy i osób, które je z taką starannością wykonały. Zobaczyłam moment ogromnej satysfakcji, w którym pakują oni wykonany przez siebie przedmiot i wysyłają go dalej w świat. To coś, czego przez wiele lat nie znałam. Pracowałam w trzecim sektorze, realizowałam projekty związane z kulturą, często kończąc jedną rzecz, nie miałam nawet czasu by to zaświętować, bo w skrzynce miałam dwadzieścia nieodebranych wiadomości z kolejnymi zadaniami. Obserwując moich bohaterów poczułam, że tak chcę myśleć teraz o swojej pracy: kończę coś, wypuszczam do czytelników, otrzepuję ręce. Trochę, jakbym coś ulepiła albo uplotła. Bardzo mi się podoba takie spojrzenie na pisanie.