Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Z Zuzanną Sapetą poznajemy się na Niech Żyje Rzemiosło. Stoisko jej marki Paititi Holistic Store stoi obok naszego. Wokół Zuzanny cały dzień kręci się tłum, a nad jej głową unoszą się opary – raz palosanto, raz białej szałwii. Dopiero pod wieczór udaje mi się wykorzystać mniejszą frekwencję przy stoliku. Od słowa do słowa umawiamy się na dłuższą rozmowę w jej pracowni, która mieści się w industrialnym budynku w podwórzu kamienicy przy warszawskiej ulicy Długiej 

Zuzanna Sapeta: Gdy się tu wprowadzaliśmy nie było ani jednego z naszych sąsiadów. Chwilę potem do lokalu obok wprowadził się stolarz, a po nim z drugiej strony otwarto studio fotograficzne. Potem naprzeciwko wprowadzili się scenografowie i tak zrobiło się świetne sąsiedztwo. Teraz tworzymy coś na zasadzie wspólnoty, która pomaga sobie nawzajem. Dobrze nam tutaj. Napijesz się guayusy? 

Jasne, chętnie, choć przyznam, że nie wiem, na co się piszę. Nigdy wcześniej jej nie piłam. 

Rzeczywiście, wciąż nie jest popularna, chociaż wybitnie ciekawa i zdrowa. To susz ostrokrzewu gujańskiego rosnącego w dżungli amazońskiej na terenach Ekwadoru. Kuzynka yerby mate, ale zawiera więcej kofeiny, jednocześnie, jak czujesz, ma delikatniejszy smak. Wyróżnia się wśród napojów kofeinowych tym, że nie powoduje rozdrażnienia. Dodaje energii, ale nie działa agresywnie na ośrodek nerwowy. Czyli paradoksalnie pobudza i uspokaja jednocześnie. Wielu znajomych wymienia kawę na guayusę. Przez rdzennych mieszkańców Amazonii była pita podczas rytuałów i w celu wywołania świadomych snów.

Jak to się stało, że zaczęłaś sprowadzać do Polski roślinne specyfiki z Ekwadoru? 

Początek Paititi to wcale nie te ekwadorskie produkty. Zaczęło się od ceramiki. Gdy moja córka miała niecały rok, postanowiłam zrobić coś „dla siebie”, a że o lepieniu kubków i toczeniu garów na kole snułam fantazję od dawna, zapisałam się na zajęcia. Chodziłam do pracowni otwartej i uczyłam się od innych osób, które tam pracowały. Złapałam bakcyla. Dzień to był czas dla mnie i mojej córki, nocą poświęcałam się ceramice. Nie raz pracowałam do trzeciej, czwartej nad ranem. Przez długi czas nie myślałam nawet o ceramice w kategoriach zarobkowych, więc dawałam sobie czas na przyswajanie wiedzy i popełnianie błędów i nie przejmowałam się tym, że coś mi nie wychodzi. W końcu poczułam, że to może być pomysł na pracę. I to się zbiegło zupełnie przypadkowo z tym, że mój chłopak Piotrek odnowił po kilkunastu latach kontakt z kuzynem Romanem, który mieszkał w Ekwadorze ze społecznościami, które wytwarzają nasze produkty. Postanowiłam połączyć te ekwadorskie dobra z ceramiką, która służy ich używaniu. Tak powstała miseczka pod palosanto czy czarki do picia kakao. W tej historii jest jeszcze jeden wątek, który się łączy. Nasza rodzina od strony ojca ma dalekie korzenie inkaskie. Kultura inkaska jest więc ze mną od dziecka. Wychowywałam się wśród sztuki i muzyki cywilizacji prekolumbijskich. Ojciec zwiedził Amerykę Południową wzdłuż i wszerz, a ja i mój brat tymi jego podróżami żyliśmy. Już dawno poczułam w sobie pierwiastek dzikości tego kontynentu. A dzięki Paititi na co dzień mam z nią kontakt. Nazwa oznacza w języku keczua Ojczyznę Ojca Jaguara – legendarne miasto złota skarbów, często mylone Eldorado. 

Odwiedź Paititi na "Niech żyją dziewczyny! Zdrowie, seks, edukacja"

Opowiedz więcej o waszych produktach z Ekwadoru. 

Przede wszystkim są to produkty fair trade. Rolnicy, od których je kupujemy bardzo dbają o bioróżnorodność. Nie sadzą i nie wycinają całych obszarów na raz. Żyją blisko i w zgodzie z rytmem natury. To, że Roman osobiście zna tych ludzi i żył wśród nich daje mi pewność, że nie sprzedaję ludziom kota worku. Że ten fair trade, który oferujemy, jest naprawdę fair, sprawdzony i potwierdzony przez bliską nam osobę. Mogę zaufać jego doświadczeniom, a jednocześnie skorzystać z zaufania, na które on zapracował sobie wśród lokalnych społeczności. Mam pewność, że rzeczy, które mamy w ofercie są najwyżej jakości, jak choćby nasze kakao.

To, które zagotowałaś w drugim garnuszku? 

Zaraz dam ci spróbować. To jest kakao wytwarzane z odmiany Arriba Nacional przez ludność amazońskiej prowincji Napo. Roślina jest uprawiana w sposób tradycyjny metodą Kichwa „Chakra”. Polega ona na zachowaniu różnorodności biologicznej i zasobów naturalnych. Arriba Nacional charakteryzuje się niską goryczką. Ważny jest też proces fermentacji i metoda opiekania tego kakao. To sposoby wypracowane przez setki lat przez ludzi z Napo, które maksymalnie aktywują naturalnie występujące w tej odmianie substancje biologiczne: antyoksydanty, witaminy i minerały. W Ekwadorze ten rodzaj kakao pije się podczas ceremonii, stąd jego nazwa – kakao ceremonialne. Działa jak naturalny antydepresant, uwalniając endorfiny i znacząco obniżając stres. Nie wiem, czy słyszałaś, ale kakao jest jedynym pożywieniem na świecie oprócz mleka matki, które zawiera tak zwaną cząsteczkę szczęścia – anandamid. W Europie ten rodzaj kakao przyjął się jako napój, który dobrze stymuluje ludzi podczas procesów twórczych. 

Jest jeszcze jedna rzecz, z którą nigdy się nie zetknęłam, a o której krótko rozmawiałyśmy na targach – smocza krew. 

A tak. Mam ją w formie olejku. To żywica z kory amazońskiego drzewa Croton Lechleri, czyli krocienia. Po nacięciu kory wypływa żywica o ciemnoczerwonym zabarwieniu i kwaśnym, cierpkim i ściągającym smaku. Jest bardzo silnym antyoksydantem. Wspomaga regenerację skóry, stymuluje ją do produkcji kolagenu i elastyny, znacząco zwiększając liczbę fibroblastów. Przyspiesza gojenie się ran, nadżerek i ukąszeń. Smaruję olejkiem prawie każdą ranę. Działa bardzo szybko. Latem używam go też do smarowania ukąszeń komarów. Również u mojej czteroletniej córki.

Ma specyficzny zapach. Podoba mi się. 

Ja też go lubię. Choć jeszcze bardziej podoba mi się zapach olejku palosanto. Smaruję go na skroniach i za uszami i już nie używam tego dnia perfum. 

Jakie wspólne cechy widzisz wśród swoich klientów? 

Są to bardzo różni ludzie, ale jedno ich łączy – są to ludzie świadomi swoich wyborów. Decydują się na moje produkty głównie dlatego, że są produkowane w sposób etyczny, z poszanowaniem natury, lokalnych społeczności. Moi klienci na pewno interesują się produktami, które kupują. Chcą wiedzieć, skąd pochodzą, jak powstają. To bardzo piękny trend. Do pozyskiwania tej wiedzy potrzeba na pewno determinacji i czasu, ale też potrzeba konsumentów sprawiła, że sprzedawcy i producenci coraz bardziej szczegółowo opisują swoje produkty.   

O, biała szałwia – kojarzy mi się ze sklepem ezoterycznym. 

To dlatego, że ma w ezoteryce szerokie zastosowanie. Zdaję sobie sprawę, że sklep Paititi może być kojarzony z ezoteryką, chociaż ja robię wszystko, żeby tak nie było. Bardziej skupiam się na ziołolecznictwie niż na właściwościach duchowych roślin. Co nie znaczy, że w te duchowe właściwości nie wierzę. Jednak w komunikacji Paititi Holistic Store stawiam na to, co udowodnione. Ziołolecznictwo to wspaniała nauka, która została zmarginalizowana w naszej kulturze. 

Nasze babcie i mamy miały sporą wiedzę o ziołach. A to czosnek na przeziębienie, a to nasiadówka na pęcherz, a to amol na wszystko. Myśmy to traktowali jako coś staroświeckiego, a teraz wracamy z pokorą do wiedzy o dobroczynnych właściwościach roślin. 

Mnie to bardzo cieszy i staram się tę wiedzę w ramach Paititi propagować. Jeśli zaś chodzi o kadzenie palosanto czy białą szałwią, to można ich oczywiście używać do rytuałów, medytacji czy jogi, ale można też zapalić je tylko dlatego, że ich zapach jest przyjemny i kojący. Te produkty są dla każdego. Nie tylko dla osób, które pragną rozwijać się duchowo, ale również dla tych, którzy chcą zrelaksować się po ciężkim dniu. Moim zdaniem więcej duchowości możemy odnaleźć w kopaniu rowów i zbieraniu plonów niż w praktykowaniu jogi. I mówię to jako osoba praktykująca jogę. 

Jakie masz plany na rozwój marki? 

Na pewno będę tworzyć więcej ceramiki. Skupiam się na ceramice użytkowej. Ta, którą mam w ofercie, powiązana jest ściśle z używaniem naszych produktów. Założyłam, że forma i kolorystyka mają być dość ascetyczne, nieodwracające uwagi od funkcji. Chciałabym powoli zacząć robić elementy zastawy stołowej: talerze, miski w charakterystycznym dla nas stylu. Testuję świece aromaterapeutyczne. Mam nadzieję, że jeszcze przed świętami wprowadzę je do oferty. Chcę poszerzyć nasz sklep również o nowe, ciekawe pozycje bazujące na roślinach, ale na razie niech pozostanie to tajemnicą. Czuję, że moja przygoda z Paititi dopiero się zaczyna. 

Paititi w sieci jest tutaj