Do posłuchania i przeczytania: Miła robótka
Okres transformacji w Polsce kryje w sobie wiele opowieści, których nie dałoby się wymyślić, są tak dobre i taki to materiał na reportaż. Ewa Stusińska zabrała się za działkę erotyki, a właściwie pornografii na tym polskim poletku. Pamiętacie zakątki za kurtyną w wypożyczalniach kaset wideo, gdzie wstęp mieli tylko dorośli? Albo świerszczyki, które rodzice czy ciocia albo wujek trzymali gdzieś na szafie, ale zawsze i tak z kuzynem udało się wam je znaleźć? Albo kalendarze z gołymi babami, które wisiały na stacjach benzynowych czy u mechanika? Pamelę Anderson, która gdzieś zagrała, ale nie chodziło o „Słoneczny patrol”? Po północy na RTL czy Pro7 zawsze to samo: 0700… ruf mich an! Ten świat polskich sex shopów, sekstelefonów, magazynów i filmów „erotycznych” przybliża nam audioserial reporterski emitowany w Audiotece, który powstał na podstawie książki Ewy Stusińskiej o tym samym tytule„Miła robótka. Świerszczyki, harlekiny i porno z satelity.”
Agata Napiórska: Urodziłam się rok przed tobą, czyli wychowałyśmy się w latach 90. Pamiętam dobrze wypożyczalnie kaset video i te kąciki za zasłoną. A ty? Kiedy i w jakim miejscu pierwszy raz trafiłaś do takiej wypożyczalni?
Ewa Stusińska: Ja taką wypożyczalnię miałam w domu! Na przełomie lat 80. i 90. mój ojciec prowadził krótko nielegalną wypożyczalnię kaset wideo. To były czasy, gdy magnetowidy miał zaledwie milion Polaków, a w moim domu były cztery i do tego setki kaset. Niestety z tego okresu pamiętam przede wszystkim bajki Hanna-Barbera i jakieś Terminatory…
Podczas prac nad książką trafiłam jednak do Narodowego Centrum Kultury Filmowej w Łodzi, które wykupiło asortyment dwóch małych podupadających wypożyczalni w Jaśle i Opolu. Przeglądając tamte kasety, mogłam odtworzyć, jakie filmy mogły być też w moim domu, te wszystkie „Sperminatory” czy „Edwarda Penisorękiego”. „Erotyka” – jak się wtedy mówiło, choć dziś powiedzielibyśmy bardziej „pornografia” – stanowiła dużą część tych zbiorów.
Jak długo pracowałaś nad książką? Z iloma rozmówcami się spotkałaś?
Nad książką pracowałam prawie dwa lata i choć temat brzmi intrygująco, w rzeczywistości głównie siedziałam w bibliotekach i archiwach. Sporym wyzwaniem było dotarcie do materiałów sprzed zaledwie trzydziestu lat – wydawcy świerszczyków czy dystrybutorzy erotyków na wideo nie wysyłali obowiązkowych egzemplarzy do bibliotek. Większość materiałów poginęła, trzeba było szperać po aukcjach, szukać u prywatnych kolekcjonerów.
Podobnie było z ludźmi – większość nie przyznaje się dziś do działalności w polskiej branży porno. Naczelny jednego ze świerszczyków projektuje ogrody, dawna gwiazdka porno jest instruktorką fitness, a najbardziej znany operator z tamtych czasów – pracuje w prywatnej telewizji. Udało mi się jednak przeprowadzić wywiady z ponad 20 osobami z branży, nie licząc oczywiście konsumentów z którymi rozmawiałam na różnych portalach internetowych typu Zbiornik.
A jak wyglądała praca nad podcastem, przerobienie własnego tekstu na scenariusz? Bo w kredytach podcastu widniejesz jako autorka scenariusza.
Kluczowe były dla mnie głosy z epoki – wypowiedzi ekspedientek sex-shopów, wydawców świerszczyków, producentów filmów, ale także zwykłego Kowalskiego, który publikował anonse erotyczne. To przez ich pryzmat myślałam o scenariuszu.
W serialu – bardziej niż książce – liczył się też wymiar sentymentalny. Zamiast długich opowieści o bataliach sądowych, jakie przeszło polskie porno w latach 90., skupiłam się na fenomenach tamtych czasów jak np. pierwszym kontakcie z pornografią w internecie, gdy jeden obrazek rozebranej Pameli Anderson ładował się w oknie wyszukiwarki kilkanaście minut!
Która z przytoczonych przez ciebie historii była najciekawsza i dlaczego?
To była historia, która otwiera serial audio i przyznam,że do dziś nie mieści mi się w głowie. W latach 90. w jednym z małych miasteczek nauczyciele szkolni umówili się na wspólny seans w weekend. Zarezerwowali świetlicę szkolną, bo była największą salą, mogącą pomieścić całe towarzystwo. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie fakt, że chodziło o porno. I to nie jakąś lekką erotykę w rodzaju „Emmanuelle”, tylko film z Teresą Orlowski, która bez oporów pokazywała penetrację waginalną, oralną i analną oraz różne inne możliwe konfiguracje.
Dziś o wspólne oglądanie pornografii możemy podejrzewać co najwyżej kolegów w akademiku, ale nie szanowanych członków społeczności. Krótko po transformacji modele konsumpcji były jednak zupełnie inne. Oglądanie pornografii nie wiązało się poczuciem obciachu czy stygmatyzacji. Prof. Filiciak, któremu zawdzięczam tę historię, tłumaczy to tak: skoro na Zachodzie wypadało oglądać pornografię, to i u nas wypadało.
Pamiętam moje pierwsze zetknięcie z pornografią: pośród makulatury, którą zbierałam po sąsiadach (u nas w podstawówce był punkt zbioru makulatury i każdy uczeń musiał ileś tam kilogramów pozbierać) znalazłam magazyny„Twój weekend”. Oglądałam je w czwartej klasie podstawówki w tajemnicy przed rodzicami. Jak to było u ciebie?
Powiem ci szczerze, że moja historia pierwszego kontaktu pojawia się zamaskowana w książce. To był sylwester 1998 roku. Rodzice pozwolili mi go spędzić u przyjaciółki. Jej rodzice poszli na bal, więc zostałyśmy same. Kupiłyśmy jakieś jedzenie i oglądałyśmy telewizję. Zrobiłyśmy też domowe confetti, żeby się nim o północy obrzucić. Wybiła 12., a kilka sekund później cały pokój był w kolorowych kropkach. A my niestety zorientowałyśmy się, że nie działa odkurzacz. Zaczęłyśmy zbierać to kropka po kropce i nawet nie zauważyłyśmy jak program sylwestrowy na Polsacie niepostrzeżenie zmienił się na film z cyklu „Różowa landrynka.” Była to Fanny Hill. Pamiętnik kurtyzany. Miałam wtedy jakieś 14 lat, nie znałam jeszcze książki Johna Clelanda, ale nie konsultując się z koleżanką, zaczęłyśmy razem oglądać film. Na pewno byłyśmy skonfundowane, aczkolwiek nie przełączyłyśmy programu.
Prowadzisz stronę porno-grafia.pl, pracę doktorską pisałaś na temat: „Dzieje grzechu. Dyskurs pornograficzny w polskiej prozie XX wieku.”, teraz książka i podcast „Miła robótka”. No przyznaj, skąd te zainteresowania?
Myślę, że to pytanie do mojego psychoanalityka… A tak poważnie, choć pornografia kojarzy się z męską rozrywką, kobiety również bardzo często z niej korzystają, i to właśnie kobiety najwięcej nowego wnoszą do tego gatunku – czy jako reżyserki czy krytyczki. Od Lindy Williams, która jako pierwsza zajęła się profesjonalnie teorią kina pornograficznego przez feministki II i III fali, które rozebrały ten gatunek na części pierwsze, po Sashę Grey, która połączyła bycie gwiazdą porno z grą w wysokoartystycznym kinie.
Ja z kolei zawsze interesowałam się literaturą, która przekracza kulturowe tabu. Napisałam o niej doktorat, prowadzę stronę poświęconą książkom o seksie, a temat polskiej branży pornograficznej pojawił się sam, gdy coraz częściej zastanawiałam się, dlaczego polska literatura porno jest taka zła…
Jakie masz dalsze plany? Już nad czymś pracujesz?
Naoglądałam się filmów i świerszczyków, i teraz chciałabym wrócić do literatury. Myślę o projekcie, w którym poprzez różne literackie przykłady pokazałabym, że język polski świetnie nadaje się do rozmowy o seksie. Bo tak właśnie jest! Może poszerzę ten projekt o inne teksty kultury – seriale, stand-upy czy rozmówki na tinderze. Jestem przekonana, że polski „dirty talk” to coś więcej niż „mów do mnie brzydko”.
Ewa Stusińska (ur. 1984) – doktor nauk humanistycznych. Studiowała filologię polską i psychologię. Publikowała m.in. w „Dwutygodniku”, „Twórczości”, „Kulturze Liberalnej”, „Res Publice Nowej”. W 2018 roku ukazał się jej doktorat Dzieje grzechu. Dyskurs pornograficzny w polskiej prozie XX wieku. Jest współzałożycielką magazynu „Nowa Orgia Myśli”. Prowadzi stronę i fanpage porno-grafia.pl. Interesuje się zjawiskami wykluczonymi przez dyskurs publiczny i przyznaje do zainteresowania pornografią wedle zasady: „W sercu mieć dobro, a w głowie – trochę dzikiego porno”.