Zachwyty ZŻ: czas na sweter
Jesień w pełni. Idzie zima. Nie powiem, wolałabym żyć w krainie wiecznego lata. A jednak jeden z najprzyjemniejszych momentów szykowania się na kilka ponurych miesięcy, to wyciąganie z dna szafy stosika swetrów. Zobaczcie wełniane hity: nowe odkrycia i stare dobre szlagiery. Na jesień i zimę. Na wtulenie się w wielki sweter albo miłą czapę.
babaà „wyskoczyła” mi na Instagramie przed zeszłą jesienią. Od tamtej pory chodzi za mną ten wielki, gruby sweter w koralowym kolorze, a od niedawna jeszcze uroczy bawełniany dresik.
W babaà wszystko od początku do końca jest w porządku. Zaczynając od ładnej, prostej, klasycznej komunikacji (ich kampanie zawsze w punkt) na zrównoważonej produkcji kończąc. Po nitce do kłębka: wełna babaà pochodzi z północy Hiszpanii, a zdecydowana większość ich bawełny z Andaluzji. Włókna i przędze są tworzone i farbowane przez lokalnych rzemieślników.
Twórczyni marki, Marta Bahillo, stworzyła i utrzymuje niewielką rodzinną firmę i bardzo ceni sobie ścisłą i stałą współpracę i wybraną grupą speców od wełny i bawełny. Jej klasyczny, dobry gust łączy się z prostymi, szczerymi założeniami uczciwego biznesu. To w połączeniu z faktem, że w ubraniach babaà nie ma sztucznych włókien, a sample przekazywane są organizacji charytatywnej opiekującej się uchodźcami przybyłymi do Hiszpanii, sprawia, że każda rzecz jest najzwyczajniej dobrą inwestycją.
__________
Berenika Czarnota pracuje z wełną już ponad 10 lat. Jej swetry i inne wełniane części odzieży to dzieła sztuki, a tegoroczna kolekcja i jej komunikacja sprawia wrażenie szczytowej formy projektantki. Trójwymiarowe formy, soczyste kolory, dobrze dobrane włókna – sweter Bereniki Czarnoty to całe ubranie.
__________
Z Paulą Kozłowską (pozuje w swojej kamizelce na ostanim zdjęciu), która dzierga pod pseudonimem Kai Kotto rozmawialiśmy około rok temu przy okazji drukowanego numeru „Tradycja”. Jak mówi Paula, Kai Kotto to nie marka, tylko jej osobisty projekt. Może dlatego jej strona już od roku wieści „comming soon”. Paula ledwo wyrabia się z zamówieniami, codziennie w zrównoważonym tempie pracując przy maszynie czy z drutami. Czas dzieli pomiędzy szlifowanie umiejętności rzemieślniczych, realizowanie bieżących zleceń i tworzenie nowych projektów. A każda rzecz, która wychodzi spod jej rąk to perfekcyjne rękodzieło. Nic więc dziwnego, że wieść o Kai Kotto roznosi się szybko pocztą pantoflową, a za stronę z powodzeniem wystarcza jej, nie tak znowu aktywny, profil na Instagramie. Zamówiłam sobie na zbliżające się urodziny czapkę, a dla córki na Mikołaja bambosze i mam po co żyć.
__________
Esmes Drawer Too to uroczy amerykański second hand online. Moje kolejne instagramowe znalezisko. Sklep online zwrócił moją uwagę właśnie ze względu na wyjątkową selekcję swetrów vintage. I jeśli wchodziłyście i wchodziliście na strony, o których pisałam wyżej i zdziwiły Was ceny, to zobaczcie, że w Esmes Drawer Too taki z drugiej ręki kosztuje średnio dwieście dolarów. Tak, to sporo. W polskim lumpeksie przy odrobinie szczęścia uda się dorwać fajny sweter za kilkanaście albo kilkadziesiąt złotych. Mam piękny czerwony z peruwiańskiej alpaki, który wygrzebałam w ciucholandzie w Bydgoszczy.
Ale te od małych rodzinnych firm, niezależnych rzemieślniczek i rzemieślników, którzy z uwagą dobierają wełnę wolną od cierpienia zwierząt i własnymi rękami lub z pomocą zaufanych mistrzów tworzą małe serie, po prostu muszą swoje kosztować. Na pewno posłużą na lata.