Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

W porównaniu z pracującymi psami wszyscy jesteśmy leniwi – pisze Laura Greaves we wstępie do swojej książki „Pies zawodowiec”. To prawdziwe historie psów, które pomagają ludziom – psów przewodników, psów ultramaratończyków, psów dla diabetyków, psów, które są strażnikami, które asystują, które bronią, które chronią. Są psy pasterze i psy gwiazdy filmowe, psy modele i psy terapeuci a nawet pies dobra wróżka.

Jest parny letni poranek. Stoję na parkingu przy dużym podmiejskim parku w Sydney. Na bucie mam plamkę benzyny wielkości główki od szpilki. Po drugiej stronie parkingu, na pace czerwonej ciężarówki straży pożarnej, czarny labrador o imieniu Wiking siedzi spokojnie w swoim transporterze.

Jego opiekun, komendant Phil Etienne, tłumaczy mi, że pies może potrzebować nieco czasu; po pierwsze to ogromny teren, a po drugie Phil postanowił odejść z Wikingiem jeszcze dalej ode mnie, żeby lepiej zademonstrować mi niezwykłe umiejętności psa. Kiedy tylko Phil wypuszcza Wikinga z transportera, smukły, młody psiak natychmiast ląduje z nosem przy ziemi. Idzie jak taran przez krzaki i zarośla, z każdą sekundą coraz bardziej się do mnie zbliżając. Jest wyraźnie podniecony – cieszy się z kolejnej okazji dowiedzenia swojego niezwykłego intelektu, a zapewne także na myśl o nagrodzie, która czeka go za dobrze wykonaną pracę.

Ja tymczasem stoję nieruchomo pośrodku asfaltowej pustyni, dręczona nieuzasadnionym poczuciem winy w związku z benzyną na moim paluchu, choć przecież nie zrobiłam nic złego – to Phil umieścił tę plamkę na moim bucie tylko po to, żeby mi pokazać, jakim postrachem dla podpalaczy jest Wiking. Skoro ja czuję się nieswojo mimo czystego sumienia, mogę sobie jedynie wyobrazić, jak muszą się czuć osoby, które n a p r a w d ę coś podpaliły, obserwując zdeterminowanego psiaka idącego do nich jak po sznurku. Jak się okazuje, Phil się mylił. Wiking nie potrzebował n i e c o czasu, żeby namierzyć plamkę; w rzeczywistości zadanie okazało się dla niego tak proste, że już po niespełna minucie warował przy mojej nodze, z nosem wciśniętym w but. Phil próbował odciągnąć go ode mnie i zachęcić do dalszych poszukiwań, ale Wiking ani drgnął. On już wiedział. Jego pełne ekspresji oczy zdawały się mówić: „Szefie, daj spokój, zapach benzyny rozpoznam zawsze i wszędzie, mamy to!”.

W nagrodę Wiking otrzymał wylewne pochwały i parę minut zabawy z Philem w przeciąganie ręcznika, a mnie naszła smutna refleksja, że jestem potwornie leniwa. Nie mam żadnych przydatnych umiejętności. Jasne, potrafię łączyć ze sobą słowa w dość interesujący sposób, ale nie umiem nic, co przynosiłoby komukolwiek istotne korzyści w szerszym kontekście. Moje talenty nie rozwiążą żadnych poważnych problemów ani nie ocalą nikomu życia. Poza tym zdecydowanie nie mam w sobie takiej motywacji i determinacji do pracy jak Wiking. Postawiona przed wyborem: „Pracować czy nie pracować?”, jak pewnie większość ludzi wybieram drzemkę i gnicie przed telewizorem. Nie oceniaj mnie – ty pewnie dokonałbyś identycznego wyboru.

Często mawiam, że psy są darem, na który nie zasługujemy. Choć dotyczy to w s z y s t k i c h psów, myślę, że te słowa są jeszcze celniejsze w odniesieniu do psów pracujących. Bo czym niby zasłużyliśmy sobie na stworzenie, którego znakomity węch umożliwia wykrycie spadku glukozy we krwi małej dziewczynki? Co sprawia, że jesteśmy godni przebywania ze zwierzęciem, które jest gotowe rzucić się pod koła, żeby nas uratować? Jaki łut szczęścia sprawił, że żyjemy z czworonożnymi poprawiaczami humoru, którzy potrafią ukoić nasze nerwy w złości i obudzić nas w środku nocy, gdy śni nam się coś strasznego? Co gorsza, zdajemy się zupełnie nie doceniać tego, jakimi jesteśmy szczęściarzami i że ci niezmordowani zawodowcy oczekują za swoje oddanie jedynie pieszczot lub smaczków. Pracowałbyś z pełnym zaangażowaniem w zamian za możliwość złapania w zęby zwiniętego ręcznika? Ja też nie. Gdyby psy mówiły językiem ludzi, wyrażenie: „Mam to w nosie” zapewne nie istniałoby w ich słowniku. Pracujące psy są w gotowości 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Jeśli zajdzie taka potrzeba, przystąpią do pracy choćby w środku nocy. Pracują mimo zmęczenia, głodu, braku humoru, a do tego wykonują swoje obowiązki niesłychanie starannie. Gdyby nagrodę dla pracownika miesiąca rozciągnąć na wszystkie gatunki, psy byłyby bezkonkurencyjne. Każdy wie, że psy pracują w gospodarstwach rolnych, w policji,

jako terapeuci… jednak pełen zakres ich kompetencji jest oszałamiający. Psy mogą zajmować się dosłownie wszystkim, od dbania o to, żeby żadne dzikie zwierzę nie pałętało się przy okręcie wojennym czy lotnisku, po bycie „oczami” nie tylko ludzi, lecz także i n n y c h p s ó w. Ich talenty nie znają ograniczeń. Psy są naprawdę niesamowite.

W porównaniu z pracującymi psami w s z y s c y jesteśmy leniwi. Równie dobrze możesz więc po ludzku się nieco polenić; usiądź wygodnie, wyciągnij nogi i poczytaj o cudach, jakie wyprawiają pracujące czworonogi. Lojalnie uprzedzam, że ogrom ich pracy może nieco cię zawstydzić, ale jednocześnie obiecuję, że ich pracowitość zainspiruje cię i zrobi na tobie ogromne wrażenie.

Kto uważa, że nie ma nic gorszego niż  praca z dziećmi i ze zwierzętami, ten ewidentnie nie miał  przyjemności poznać  psich gwiazd ekranu – Chloe, Jacksona i Swayze’ego – należących do Loretty Rabbitt. Śliczne pudle są  wśród najbardziej rozchwytywanych psich aktorów w Australii.

Brynneth Pawltrow (dla przyjaciół  – Brynn) jest nie tylko burmistrzynią Rabbit Hash w stanie Kentucky, lecz także ambasadorką  swojej rasy (pitbull), która niezasłużenie cieszy się  złą  sławą.

Od zwierzaków domowych do ambasadorów nagradzanego browaru – Mia, Cooper i Hoppy mają  mnóstwo powodów do charakterystycznego dla samojedów uśmiechu od ucha do ucha.

Wiking jest jednym z nielicznych psów pracujących dla australijskiej straży pożarnej. Jego niesamowicie wrażliwy węch jest kluczowy w badaniu podejrzanych pożarów. Wynagrodzenie za znalezienie podpałki? Kilka minut zabawy w przeciąganie ręcznika.

Zanim trafił a do kochającego domu, charcica Holly był a psem wyścigowym i honorową  krwiodawczynią. Jej trzecia kariera – nauczycielki czytania – stanowi dla niej źródło ogromnej radości.

Jen i Ric Dalitz byli na skraju załamania nerwowego, kiedy ich stado owiec został o przetrzebione przez lisy i zdziczał e psy. Wtedy zdecydowali się  na zakup dwóch owczarków maremma. Odkąd Lexie i Fly pojawiły się  na farmie, nie zginęło już  ani jedno zwierzę .

Kiedy River i Daisy odebrano zaniedbującemu je właścicielowi, okazało się , że suczki nie tylko są  PSIapsiółkami – Daisy jest psem przewodnikiem niewidomej River.

Tutaj kupisz książkę