Kobiety zaufania
Wiadomość z wczoraj jest taka, że opozycji brakuje jeszcze 4,5 tysiąca tzw. mężów zaufania. Mają pilnować, by przy liczeniu głosów nie dochodziło do fałszerstw i pomyłek. Rozmawiamy z trzema kobietami trzech różnych pokoleń, które zgłosiły się do tej ważnej roli.
Paulinka Puchalska, redaktorka, feministka, aktywistka
1. Dlaczego zgłosiłaś się, by „przypilnować” wybory?
Obawiam się, że przez wzgląd na wciąż rosnące poparcie kandydata opozycji PiS może gmerać w porządku wyborczym, a nawet i na ostatnią chwilę w ordynacji. Już nie raz pokazali, że są zdolni do skrajnie haniebnych posunięć – lekką ręką. Dlatego chucham na zimne i tam, gdzie jako obywatelka mogę, działam.
2. Na zaświadczeniu jest napisane, że jesteś „mężem” zaufania. Jak widać, jest to kolejne z wielu miejsc, gdzie język nie nadąża za rzeczywistością. Jakie słowo powinno Twoim zdaniem zastąpić słowo „mąż”?
Wobec siebie używam sformułowania „Żona Zaufania”, ale teraz myślę, że „Osoba Zaufania” byłaby najrozsądniejszym rozwiązaniem. Neutralna płciowo, realna do wdrożenia.
3. Jest takie powiedzenie, że nie powinno się rozmawiać o pieniądzach, religii i polityce. Co o nim sądzisz?
Że jest błędne i krzywdzące. Nie rozmawiając o polityce, tracimy na świadomości obywatelskiej, a ta jest niezwykle istotna. W końcu polityczne jest wszystko – zdrowie, miłość, edukacja, reprodukcja… Można by wymieniać bez końca. Tak samo jest zresztą z religią i pieniędzmi (zaniechanie dysput o pieniądzach przekłada się choćby na brak umiejętności negocjowania pensji). Unikanie tych tematów ogranicza rozwój i wiedzę o naszych prawach.
Nie bójcie się i nie wstydźcie rozmawiać o polityce. Nikt nie wymaga od Was wiedzy na poziomie akademickim. Zacznijcie od podstaw i od tego, co jest dla Was istotne.
Bożena Rybicka-Grzywaczewska, działaczka opozycji w okresie PRL, członkini zarządu Gdańskiej Fundacji Dobroczynności
1. Dlaczego zgłosiła się pani, by „przypilnować” wybory?
Nigdy nie włączałam się w jakąkolwiek pracę w Komisji Wyborczej. Tym razem mam potrzebę zrobienia czegoś więcej oprócz samego aktu głosowania. Powodów jest kilka. Zawsze z wielkim uznaniem patrzyłam na osoby, które poświęcają swój czas na taką pracę. Szczerze mówiąc uważam, że nie jest to zajęcie pasjonujące, ale jednak ktoś musi się tego podjąć – w całej Polsce jest to kilkaset tysięcy osób. Dlaczego nie ja, orędowniczka społeczeństwa obywatelskiego? Czy będę „pilnować”? Raczej z uwagą obserwować.
2. Na zaświadczeniu jest napisane, że jest pani „mężem” zaufania. Jak widać, jest to kolejne miejsce, gdzie język nie nadąża za rzeczywistością. Jakie słowo powinno pani zdaniem zastąpić słowo „mąż”?
Nie mam pomysłu jak zastąpić „męża zaufania”, żona zaufania, matka zaufania, obywatel / obywatelka… Ale jeśli sięgać do genezy czy etymologii słowa „mąż” – „mężny”, to OK. Mogę być mężną kobietą jako ten mąż zaufania.
3. Jest takie powiedzenie, że nie powinno się rozmawiać o pieniądzach, religii i polityce. Co o nim pani sądzi?
Uważam, że o wszystkim można, a czasami trzeba rozmawiać. To zależy od kontekstu, formy w jakiej się komunikujemy. Pieniądze, religia to tematy delikatne, ale wystarczy takt, empatia, dyskrecja … O polityce nie da się nie rozmawiać, dotyczy ona przecież wszystkich sfer naszego życia społecznego, kulturalnego, rodzinnego, edukacji i zdrowia. Trzeba rozmawiać, słuchać i wyciągać wioski.
Marta Majchrzak, badaczka, założycielka butikowej firmy badawczej Herstories
1. Dlaczego zgłosiłaś się, by „przypilnować” wybory?
To najważniejsze wybory, od kiedy mam prawo głosu, czyli od ponad 20 lat. Toczy się walka o przyszłość mojej rodziny, moich przyjaciół, całego kraju. Jeśli wygra obecny prezydent, Polska będzie coraz szybciej staczać się w stronę dyktatury, w której wszystkie mniejszości są nękane i zwalczane. Po pierwszej turze było dla mnie jasne, że muszę działać. Bezsilność jest dla mnie trudna do zniesienia, szukałam dla siebie aktywności, która sprawiłaby, że poczuję, że zrobiłam absolutnie wszystko, co było w mojej mocy. Uznałam, że warto poświęcić jeden dzień i kawałek nocy, żeby w komisji wyborczej, do której zostałam przydzielona wybory odbyły się w uczciwy sposób. Cieszę się, że się zgłosiłam, bo kiedy toczę wewnętrzny dialog, podenerwowana zbliżającą się wyborczą niedzielą, uspokajam się myśląc, że już naprawdę nic więcej nie mogę zrobić, wykorzystuję wszystkie środki, które posiadam.
2. Na zaświadczeniu jest napisane, że jesteś „mężem” zaufania. Jak widać, jest to kolejne z wielu miejsc, gdzie język nie nadąża za rzeczywistością. Jakie słowo powinno twoim zdaniem zastąpić słowo „mąż”?
Jestem psycholożką społeczną, lubię obserwować jak feminatywy coraz szerszym strumieniem wpływają do głównego nurtu debaty społecznej, ku rozpaczy konserwatystów. Pamiętam czasy, kiedy używając ich, sama czułam estetyczny zgrzyt, ale było dla mnie ważne, żeby wspierać zmianę niesprawiedliwych norm społecznych. „Mąż zaufania Marta Majchrzak” brzmi idiotycznie, niczym relikt czasów słusznie minionych. Z drugiej strony myślę, że istnieje poważne zagrożenie dla pozycji kobiet w Polsce i wcale nie jest powiedziane, że przy obecnej władzy ot tak, będziemy mogły obserwować wybory w tej roli za kolejne 5 lat. To jest jeden z powodów, dla których zagłosowanie 12 lipca jest takie ważne. Wierzę, że będzie dobrze i w kolejnych wyborach będziemy „damami zaufania”. „Żona zaufania” brzmi po prostu źle.
3. Jest takie powiedzenie, że nie powinno się rozmawiać o pieniądzach, religii i polityce. Co o nim sądzisz?
Ze zdziwieniem obserwuję, że nawet w mojej niewielkiej bańce wielu ludzi nadal sądzi, że rozmowa o polityce jest niekulturalna. Zgadzam się natomiast, że nikt nas nie uczy jak kulturalnie rozmawiać z tymi, z którymi się nie zgadzamy. W kraju tak głęboko podzielonym jak Polska, potrzebujemy wszyscy korepetycji z umiejętności nie tylko toczenia dialogu, ale też z radzenia sobie z emocjami, jakie wywołuje kontakt z osobami o innym światopoglądzie. Dobrze, że w wielu domach i szkołach pojawia się NVC czyli Porozumienie bez Przemocy i Rodzicielstwo Bliskości. Mam nadzieję, że nasze dzieci będą umiały się lepiej komunikować niż my i dzięki temu i polityka, i religia, i pieniądze, i seks przestaną być tematami tabu.
—
Na męża / żonę /damę /osobę / obywatela zaufania można zgłaszać się do 12 lipca, czyli do dnia głosowania w II turze wyborów. Zgodnie z kodeksem wyborczym mężów zaufania wysyłają do komisji wyborczych pełnomocnicy wyborczy poszczególnych kandydatów. Każdy pełnomocnik może wysłać do jednej komisji jednego męża zaufania. Może nim zostać osoba mająca czynne prawo wyborcze do Sejmu, która nie kandyduje w wyborach ani nie jest komisarzem wyborczym, pełnomocnikiem wyborczym, pełnomocnikiem finansowym, urzędnikiem wyborczym lub członkiem komisji wyborczej.
tutaj znajdziecie mapę braków osób zaufania w komisjach w podziale na gminy
Na osoby zaufania można się też zgłaszać do regionalnych sztabów Rafała Trzaskowskiego:
Dolnośląskie – tel. 793 187 509
Kujawsko-Pomorskie – 782 543 833
Lubelskie – 507 380 864
Lubuskie – 794 532 130
Łódzkie – 515 343 719
Małopolskie – 601 707 306
Mazowieckie – 663 053 887
Opolskie – 536 974 022
Podkarpackie – 665 075 852
Podlaskie – 690 841 292
Pomorskie – 660 214 248
Śląskie – 732 947 532
Świętokrzyskie – 533 662 991
Warmińsko-Mazurskie 796 654 418
Wielkopolskie – 500 629 287
Zachodniopomorskie – 795 161 827
Za granicą brakuje osób zaufania w następujących krajach. Osoby, które chcą zostać mężami zaufania w krajach gdzie ich jeszcze nie ma mogą skontaktować się z Krzysztofem Liskiem tel. 32 478 92 69 72, mail: lisekk@yahoo.com
(Wszystkie informacje za OKO.press)