Rozmowa: IPN polskiego rave’u
Z Krzyśkiem Powierżą, młodym, zdolnym portrecistą, rozmawialiśmy blisko rok temu przygotowując materiał do drukowanego numeru „Tradycja”. Kończył wtedy trzyletnią pracę nad typologią bywalców Wixapolu – projekt zatytułowany „Early/Late Hours” i roczny Program Mentorski Sputnik Photos. Rozmowa o tworzeniu archiwów, pracy, pasji i imprezowaniu jest znowu aktualna. W najbliższą sobotę finisaż ma wystawa „No.8”, prezentująca zdjęcia absolwentów Programu, a kilka dni później prace Krzyśka będzie można obejrzeć an wystawie FWD w poznańskiej CENTRALI.
Marta Mach: Co to jest Wixapol?
Krzysiek Powierża: Wixapol to jedna z kilku rave’owych warszawskich imprez. Na scenie klubowej to fenomen ostatnich kilku lat. Można powiedzieć, że Wixapol jest karykaturą wczesnokapitalistycznej polskiej popkultury. DJ-e grają muzykę hardcore oraz wszelkie inne gatunki mające około 150-220 uderzeń na minutę. Społeczność Wixapolu banalizuje polskość, tworząc swój własny wixowy model patriotyzmu. To taki IPN polskiej muzyki klubowej kultywujący zapomnianą tradycję Klubu Ekwador w Manieczkach, która na przełomie wieków przeżywała swój rozkwit.
Jak to się stało, że zacząłeś pracować nad projektem fotograficznym o Wixapolu?
W zasadzie nie jest to projekt stricte o Wixapolu, a raczej o współczesnej kulturze rave w Polsce. Przy czym zainteresowaniem obdarzam nie tyle DJ-ów i twórców muzyki, ale ludzi którzy są jej odbiorcami, bawią się na imprezach. O Wixapolu dowiedziałem wiosną 2016 na domówce znajomych. Z głośników leciał jakiś hardbass z rosyjskim wokalem, remix „Barki” czyli „ulubionej pieśni Ojca Świętego”. Rozbawiła mnie ta muzyka. Nigdy wcześniej nie słyszałem takiej profanacji dźwięku, ale podobało mi się to. Uznałem, że muszę koniecznie wybrać się na imprezę, żeby zobaczyć, co się tam dzieje. Rozpierdol jaki zastałem, był dla mnie o tyle atrakcyjny, co przerażający. Zacząłem badać temat. Nie zajmowałem się wtedy jeszcze fotografią. Natrafiłem na archiwalne materiały video z festiwali Thunderdome oraz filmy dokumentalne o początkach kultury Gabber w Holandii. Pomyślałem, że fajnie byłoby wziąć samemu kamerę VHS i nakręcić podobny film, żeby był w klimacie lat 90-tych, bez technologicznego kontekstu współczesności. Starej kamery nie udało się naprawić, więc wziąłem z domu analogowy aparat, którym nigdy wcześniej nie robiłem zdjęć. Początki były trudne, nie wiedziałem jak ustawić światło, żeby film się naświetlił i wyszło dobre zdjęcie. Praca podczas pierwszych kilku imprez polegała na tym, że robiłem chaotyczne próby i cudem udawało mi się uratować kilka klatek z całej rolki. Ogarnianie analogowego aparatu w kompletnej ciemności i w tłumie skaczących ludzi, bez możliwości sprawdzenia zdjęcia na podglądzie wydawało mi się szaleństwem z prawie zerową szansą na powodzenie. Z czasem, gdy uczyłem się techniki, zdjęcia zaczęły wychodzić i robić się ciekawe. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że dokumentowanie popkulturowego zjawiska wokół Wixapolu jest ciekawym pomysłem na projekt. W między czasie poznałem organizatorów imprez i zacząłem robić zdjęcia na ich zlecenie. To był doskonały punkt zwrotny, żeby zacząć myśleć o fotografowaniu na poważnie. Przez dwa lata nie opuściłem ani jednej warszawskiej imprezy. Między imprezami większość czasu zastanawiałem się, co i jak fotografować, żeby powstał wartościowy materiał. Wkręciłem się.
Jesteś fanem techno? Bawisz się na Wixapolu czy przychodzisz tam jako osoba z zewnątrz, cichy obserwator?
Bardzo lubię techno. Jest mocne, głośne i pozwala człowiekowi się wyżyć. Słuchanie hardcoru nauczyło mnie też doceniać o wiele lżejszą i spokojniejszą muzykę. Bywały okresy, że muzyka na imprezach zaczęła mnie nudzić i przytłaczać. Przychodziłem jednak robić zdjęcia i zostawałam zawsze do końca. Na imprezy ubieram się na czarno, nie przyciągam uwagi ludzi. Na początku miałem zajawkę na rejwowy ubiór, ale mi przeszło. Raz ogoliłem się na łyso, ale uznałem że nie jest mi z tym do twarzy. Uważam za to, że ludzie przebierający się, stylizujący, malujący na imprezę są piękni, ponieważ wyrażają się przez to siebie. Takie osoby przyciągają moją uwagę.
Wykonałeś już niezliczoną ilość portretów. Czemu ma służyć ta typologia?
Typologia jest częścią mojej pracy. W portretach jest największa moc. Kiedy widzę dobry portret, jestem w stanie osadzić się w rzeczywistości zdjęcia. Chciałbym sam móc to pokazać ludziom. Za kilkadziesiąt lat może to być bardzo egzotyczne.
Dla wielu ludzi już dziś jest to, w pewnym sensie, egzotyczne.
Chodzi mi o to, że na podstawie moich zdjęć, będzie można odtworzyć rzeczywistość środkowoeuropejskich imprez rave.
Taka praca antropologiczna.
Dokładnie. Jestem zafascynowany spojrzeniami ludzi. Mają w sobie tyle przeróżnych emocji. Niektórzy moi bohaterowie mogą się tylko na pozór dobrze bawić. W ich portrecie zatrzymane są emocje, których nie chcą pokazywać. A ja chcę uchwycić takie momenty, ponieważ są autentyczne. Nie ma pozy. Z drugiej strony moda na rejwie mnie pociąga. Pokazuje ducha naszych czasów.
Rozmawiasz ze swoimi bohaterami? Znasz ich historie?
Rozmawiam albo przynajmniej próbuję. Nie zawsze jest to proste. Czasem jest to kwestia kilku sekund: podchodzę, robię zdjęcie, odchodzę. Mówię osobie, którą portretuję, że jest piękna albo, że ma w sobie coś ciekawego. Nie, żeby zagadać, ale dlatego, że naprawdę tak czuję. To działa, ludzie się otwierają. Proszę moich bohaterów, żeby nie pozowali. Jak zaczynają się wygłupiać, robić dziwne miny, to odrazu każę przestać. Proszę o neutralne spojrzenie. Najlepiej jest, gdy wywiązuje się rozmowa. Czasem siedzę z kimś godzinę i rozmawiam, słucham, co ktoś ma mi do powiedzenia, jeśli mnie to ciekawi. Raczej nie pociągają mnie historie oświecenia po MDMA. Zdarza mi się uciekać przed tymi, którzy sami proszą o zdjęcie.
Fotografujesz bywalców Wixapolu już prawie trzy lata. Czy są bohaterowie, którzy zmieniają się na twoich oczach?
Wielu bohaterów tego projektu to moi przyjaciele, których znam nie tylko z imprez. Dzięki temu, że jestem z nimi blisko, mam możliwość opowiedzenia intymnej historii o dorastaniu. Imprezy i zabawa są tłem dla naszego dojrzewania, mierzenia się z nowymi życiowymi wyzwaniami. To takie „teenage wasteland”. Patrząc na niektóre pojedyncze historie, zapala mi się czerwona lampka, żeby zbyt mocno nie wkręcić się w imprezowanie.
Pewien rozdział twojej pracy wiąże się z zakończeniem Programu Mentorskiego w Sputnik Photos. Opowiedz o tym więcej.
Na program mentorski do Sputnik Photos poszedłem bo, nie przyjęto mnie na UAP. Wpadłem na egzaminy totalnie nieprzygotowany z garścią odbitek z Wixapolu i aktami, które potem wygrały konkurs SEXED.PL. Nic ciekawego nie powiedziałem egzaminatorom i ku mojemu rozczarowaniu nie dostałem się na studia. Niedługo później w dość przypadkowy sposób dowiedziałem się o Sputniku od znajomego doświadczonego fotografa, Bartka Pogody. Jestem mu bardzo wdzięczny za tego motywacyjnego kopniaka. Program mentorski Sputnika jest kursem, który nie uczy cię warsztatu, ale sposobu sposobów tworzenia wszelkich komunikatów wizualnych oraz budowania narracji w projekcie fotograficznym. Moim mentorem był Rafał Milach. Właśnie nakładem wydawnictwa Sputnik Photos została wydana książka, która jest przeglądem projektów absolwentów programu, wraz z moim projektem zatytułowanym „Early/Late Hours”.
Kiedy uznasz, że wyczerpałeś temat?
Nie wiem, czy kiedykolwiek temat zostanie wyczerpany. Pracuję nad autorską książką. Publikacja „No.8” została wydana i poszła w obieg. W galerii Sputnika na Chłodnej 20 można zobaczyć moją pracę. Już za moment w Poznaniu w Galerii CENTRALA będziemy mieli zbiorową wystawę jako program mentorski, na którą zapraszam.