Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

W tych trudnych czasach część z nas znalazła się w zupełnie nowym punkcie: oto trzeba pracować z domu. W dodatku póki co nie wiemy jak długo ten stan potrwa. Czyli nagle doba pracownicza ma 24 godziny i bierzcie z tego czasu dowolny jego fragment, ile chcecie, i pracujcie w trybie sobie dotychczas nieznanym: liczy się efekt a nie godziny wysiedziane przy biurku. Można nagle przesiedzieć cały dzień w piżamie, odbyć konferencję na skajpie z łazienki, można pracować z łóżka, z kanapy, w szlafroku, dziurawym dresie, można jednocześnie w międzyczasie jedną ręką wstawiać pranie, a drugą mieszać zupę. A jak ma się dzieci, to nagle wszyscy widzą na czym polegają te dodatkowe etaty. ORAZ może okazać się, że jak w memie, ten męczący typ przy biurku obok jest twoim mężem.

Drodzy Czytelnicy, żeby nieco ulżyć Wam w kwarantannie i trochę podpowiedzieć, jak radzić sobie z nową strukturą pracy, zebrałam kilka porad od osób, które z pracą w domu zmagają się od wielu lat, same organizują swój czas pracy i odnoszą na tym polu niewątpliwe sukcesy. Cytaty pochodzą z moich książek „Jak oni pracują. Rozmowy o pasji i pracy.”, tomu pierwszego z 2017 roku i drugiego z 2019. Obydwa ukazały się nakładem wydawnictwa WAB.

Marcin Wicha, pisarz, eseista:

„Boisz się, czasem, że nie będziesz miał pracy? Tak, bezustannie. Działamy przecież od zlecenia do zlecenia – to życie w stanie niepewności. Z czasem człowiek się przystosowuje, ale lęk nie mija. (…)Przede wszystkim mam swój dołek w kanapie. Kanapa sąsiaduje z terrarium żółwicy. Ona ma lepiej, bo ma specjalną lampę i jest jej ciepło.”

Katarzyna Kozyra, autorka performansów, rzeźbiarka, fotografka: 

„Dużo myślę o śmierci. Ja kiedyś myślałam dużo więcej niż teraz. Czułam, że mogę zejść w każdej chwili i mając tę świadomość, byłam szczęśliwa. Nie musiałabym różnych spraw układać. Teraz chciałabym trochę jeszcze pożyć. Muszę dbać o ogród. Od pięciu czy sześciu lat mam ten cholerny ogród i muszę robić wszystko, żeby to nie zdechło. Bez ogrodu nie miałabym żadnej struktury. Struktura pojawia się, kiedy ktoś do mnie przyjeżdża na parę dni – patrzę, co ten ktoś robi, i wpadam w pewien rytm.

A jak jesteś sama?

Zaniedbuję się. Jem byle co, aby się zapchać. Siedzę w ogrodzie tak długo, aż zacznie mnie boleć kręgosłup. Jak muszę gdzieś wyjechać, staram się uporządkować wszystkie sprawy: rachunki, śmieci, lodówkę, podłogę, kota.”

Mirella von Chrupek, fotografka, projektantka:

„Myślisz o przyszłości? Nie wiem, co będę robiła za pięć lat. Po co wyobrażać sobie rzeczy, które mogą się nie wydarzyć? Staram się żyć dniem dzisiejszym i czerpać z niego jak najwięcej. Wyznaczam sobie osiągalne, krótkoterminowe cele, do których dążę, zapisuję je na kartce i skreślam po wykonaniu. Po czasie mam namacalny dowód, ile udało mi się zrealizować. (…)

Ostatnio byłam na Sardynii, a wyjeżdżając tam, cieszyłam się, że zabiorę ze sobą całą ferajnę: liska, Dino Bambino – i porobię im zdjęcia. I leżę na plaży, jest woda, jest morze, no fajnie. Ale czasem myślę sobie, że fajnie mogłabym się również czuć, siedząc w swoim mieszkaniu. Oczywiście to stwierdzenie trochę na wyrost i z przymrużeniem oka, ale wydaje mi się, że dzięki wyobraźni umiem wykreować alternatywne światy. Może dlatego nie ma we mnie tęsknoty i potrzeby ciągłych wyjazdów w dalekie zakątki Ziemi. Mam swój świat. Jak mi się znudzi, stworzę sobie inny. Może to recepta na mrzonki, na szarugę za oknem i smog na ulicach. Wydaje mi się, że czasami więcej możemy przeżyć w drodze z pokoju do łazienki niż podczas podróży na safari.”

Olga Drenda, eseistka, pisarka, tłumaczka:

„Wiem, że ludzie korzystają z różnych aplikacji, z oprogramowania, z przypominajek. Ja jestem takim dziadem, używam notesów papierowych i własnej pamięci. Próbowałam wdrażać się do korzystania z aplikacji i zapominałam o tym, że je mam. Staram się odpisywać na bieżąco na maile. Mam nawyk nerwowego reagowania na telefon, jak strażak, który jest ciągle w pogotowiu. Oduczam się tego, na maile odpisuję co dwie– trzy godziny, zamiast zerkać co chwilę. Postanawiam sobie, że najpierw skończę jakiś blok pracy, i dopiero wtedy odpowiadam – to dlatego, że kiedy coś mnie rozproszy, trudno mi się z powrotem skoncentrować.”

Jan Hartman, filozof:

„Uważam pracę za rzecz straszną i przerażającą, choć wiem, że to ona uczyniła małpę człowiekiem. Stworzenie systemu organizacji pracy, jej podział, zarządzanie, korzystanie z narzędzi na równi z opracowaniem języka uczłowieczyło człowieka. Każda prawdziwa praca jest prawdziwym znojem. Każdy, kto pracuje, czeka na fajrant i odpoczynek. Efektywna praca okropnie męczy.”

Sylwia Chutnik, pisarka:

„Rytm mnie uspokaja. (…) Kiedy mam dzień wypełniony zajęciami po brzegi, biorę małe kartki, na których na bieżąco piszę, co mam do zrobienia w ciągu tygodnia. Niektóre rzeczy robię tylko po to, by je wykreślić z listy. Największą satysfakcję odczuwam, kiedy wieczorem weryfikuję kartkę z kalendarzem i okazuje się, że wszystko zrobiłam.”

Marek Bińczyk, pisarz:

„No mam takie poczucie, taki wewnętrzny przymus, żeby nikogo nie zawieźć. (…) Denerwuje mnie, że jestem taki porządny. A pani by chciała, żeby pani mówili, że jest pani poczciwą kobietą? Co zrobić, tak jestem wychowany – trzeba to trzeba.”

Jacek Dehnel, pisarz:

„Piję dużo herbaty. Słodzonej, bo mózg musi mieć pożywkę. Właściwie przez cały dzień na moim biurku stoją imbryk, filiżanka i cukierniczka. (…) Nie da się być skupionym na pisaniu przez osiem godzin ciurkiem.”

Jakub Żulczyk, pisarz:

„Biurko to biurko, jak jakiś pisarz zaczyna mówić jakich on nie ma na biurku gadżetów i jakie feng shui z kubeczków, mazaczków i pamiąteczek mu na tym biurku działa, to ja zaczynam myśleć, że on się przy tym biurku przede wszystkim onanizuje.”

Mariusz Szczygieł, reportażysta, pisarz:

„Kiedy mam już takie zdanie czuję suspens i zaczynam chodzić. Spaceruję po mieszkaniu, kładę się na kanapie, wstaję, siadam przy biurku, znowu się kładę. (…) Musiałem położyć dywanik, bo sąsiadka się skarżyła, że słychać jak chodzę i jeżdżę fotelem. Mam wokół same parki, ale spaceruję głównie po domu. Kiedy urządzałem to mieszkanie, myślałem o tym, że jak będę miesiąc pisał, nie wychodząc z mieszkania, to mam się nie nudzić. Ja to wszystko robię dla radości – muszę mieć z tego radość i czytelnik musi mieć radość.”

Tomek Samojlik, rysownik, autor komiksów:

Dla rodziny staram się mieć czas zawsze. Po pracy odrabiamy lekcje, pędzimy na zajęcia pozalekcyjne, oglądamy odcinek Wodogrzmotów albo Serii niefortunnych zdarzeń, gramy w planszówkę. Ale wieczorem znów biorę się do pracy. W zależności od tego, na jakim jestem etapie, siedzę do północy lub do pierwszej, a potem, jeśli muszę, wstaję o czwartej rano i dalej rysuję. Rekord pobiłem ostatnio przy Zgubie zębiełków – kładłem się o północy, a wstawałem o trzeciej czterdzieści pięć. Chciałem wyrobić się w terminie i udało się. Jestem z tego bardzo zadowolony. W luźniejszym okresie śpię po pięć, sześć godzin.”

Malwina Konopacka, ilustratorka, projektantka:

„Czas na pracę w skupieniu masz przez te trzy godziny, kiedy śpi Tereska. Tak, od dwunastej do piętnastej. Ale potem znowu pracuję w nocy, jak dzieci zasną. Mam taki tryb: wieczorem usypiam dzieci i do dwudziestej trzeciej śpię z nimi, potem wstaję i siadam do pracy, pracuję do drugiej czy trzeciej w nocy i znowu idę spać. Z jednego dnia robią mi się więc dwa dni. Udało mi się jednak zapanować nad chaosem: nie dopuszczam go do siebie, wielu zleceń nie przyjmuję.”

Angelika Kuźniak, pisarka, reportażystka:

Masz dwa komputery: stacjonarny i laptop. I czasami pracuję na obu jednocześnie. Na jednym oglądam na przykład archiwalne zdjęcie, a na drugim je opisuję. Ale zdarza się, że na jednym mam tekst, a na drugim mecz tenisowy. Albo biathlon. Łatwiej mi się skupić, kiedy pracuję na mniejszym ekranie. Swoje książki przed odesłaniem do wydawnictwa często czytam na ekranie telefonu, w tramwaju.

Ależ jesteś poukładana. W mieszkaniu zresztą też masz porządek.

Pokażę ci moją szafę.

Posegregowałaś ubrania kolorami?

Siłą rzeczy, większość jest czarna. Dostałam kiedyś w prezencie coś, co można kupić pod nazwą „składaczka do ubrań”. Japończycy radzą sobie bez tego, ja nie. Lubię harmonię i symetrię. Jestem z natury bałaganiarą, wypracowałam nawyk porządkowania. Ale, niestety, ciągle pod koniec pracy pojawia się u mnie (to określenie Agnieszki Drotkiewicz) „mieszkanie typu deadline”. Słowem: chaos. Lubię chyba porozwalać, żeby potem móc złożyć.”

Natalia Fiedorczuk-Cieślak, pisarka, wokalistka, instrumentalistka: 

„posiadanie dzieci i wykonywanie wolnych zawodów związanych z kulturą to jest trudna sprawa. Kiedy wyszła moja pierwsza książka i odniosła jakiś tam sukces, okazało się, że możemy pierwszy raz od wielu lat zacząć myśleć o tym, żeby gdzieś osiąść. Maciej, odkąd się poznaliśmy, nalegał, żeby się tu przenieść, bo wychował się w Trójmieście i ukształtował go tutejszy krajobraz. Remont natychmiast pochłonął wszystkie pieniądze – a potem kolejne. (…) Dwójka artystów z małymi dziećmi zabiera się za prace remontowe w ogromnym domu z lat osiemdziesiątych – to się nie może udać, grozi zawaleniem, rozwodem, bankructwem i bezdomnością. Jednak to w podwarszawskim korku, gdy wiozłam dzieci do przedszkola, częściej zalewała mnie panika na myśl o tym, że za integracyjne przedszkole syna nie mam specjalnie jak zapłacić. Tutaj takie troski nie zabierają przestrzeni w głowie. Oczywiście problemy też są, ale inne – przynajmniej wiem, w imię czego zarabiam pieniądze. Nie po to, żeby parę godzin dziennie stać w korkach i smogu, tylko żeby ten dom –nasza miłość i udręka – pozostał domem.”

Janusz Kapusta, ilustrator, odkrywca k-dronu, architekt:

Nie wstaję, jeśli nie jestem wyspany. Nie lubię umawiać się z ludźmi rano, jestem nocnym człowiekiem. Odczuwam szczęście, kiedy nikt do mnie nie dzwoni i niczego ode mnie nie chce. W zeszłym roku przez trzy miesiące w Ameryce byłem sam i w ogóle nie wychodziłem z domu.

W ogóle?

Sześć razy wyszedłem – po zakupy i do zaprzyjaźnionego lekarza.”

Dawid Ryski, rysownik:

Wielu znajomych dziwi fakt, że potrafię skupić się na pracy, kiedy tuż obok hałasują dzieciaki i dzieje się milion innych wybijających z rytmu rzeczy. Na pewno czasami nie jest łatwo. Zdarza mi się czytać brief od klienta dziesięć razy i nadal go nie rozumieć – ale bycie z domownikami na co dzień jest tego warte. Nie wyobrażam sobie, że miałbym pracować w jakimś innym miejscu i dzielić biurko z obcymi osobami. Do domowego ferworu w pracy idzie się przyzwyczaić. Chociaż praca w domu pewnie byłaby niemożliwa, gdyby nie Anula. To ona w ciągu dnia zajmuje się chłopakami i znajduje im co chwilę nowe zajęcia, żeby mi nie przeszkadzali. Jeśli chodzi o czas pracy, to dom niestety daje możliwość pracowania na okrągło. Co nie należy do plusów. Na etacie wyglądało to zupełnie inaczej. Zamykałem drzwi o i w zasadzie nic mnie nie interesowało. W domu w każdej chwili mogę podejść do komputera i na prośbę klienta coś zmienić, poprawić. Pamiętam, że na samym początku freelansu nie odmawiałem nikomu i pracowałem bez przerwy. Cały czas żyłem w przeświadczeniu, że klient już do mnie nie wróci albo nie będzie nowych zleceń. Teraz, po siedmiu latach jednoosobowej działalności, wydaje mi się, że wreszcie nauczyłem się trochę luźniej do tego podchodzić. Nadal zdarza mi się mylić środę z sobotą, ale potrafię odejść od biurka w środku dnia – chociażby na chwilę.”

 

Tutaj kupisz książki i ebooki "Jak oni pracują"

Zdjęcia do materiału to zdjęcia domowych miejsc pracy naszej redakcji: Marty Mach, Eweliny Klećkowskiej, Agaty Napiórskiej i Mateusza Bzówki.