Sklepy warszawskie: Purite
Lubimy wracać do bohaterów naszych poprzednich numerów. Sprawdzać, jak się mają i jak mają się ich biznesy, którymi zachwyciliśmy się przy pierwszym spotkaniu. Marka naturalnych kosmetyków Purite kończy w tym roku pięć lat. Na piąte urodziny rodzinnej manufaktury jej założyciele Szymon Kaźmierczak i Sebastian Kubiak sprawili sobie stacjonarny sklep w Warszawie. Długo szukali lokalu. W końcu, jak to w zwykłym życiu bywa, zupełnie przez przypadek znaleźli miejsce w ciągu sklepików przy placu Grzybowskim. Chłopaki wciąż mieszkają i pracują we Wrocławiu w pracowni Purite. W warszawskim sklepie pomaga im Bogusia.
Marta Mach: Tematem aktualnego numeru są rytuały. Opowiedzcie, proszę, o waszym nowym miejscu w kontekście rytuałów, które można tutaj odbyć.
Sebastian: Myśląc o sklepie stacjonarnym, o miejscu, gdzie fizycznie możemy spotkać się z odbiorcami naszych kosmetyków, myśleliśmy o pięciu żywiołach, a w szczególności o wodzie i ogniu. Ogień jest w kolorze ścian, a woda fizycznie płynie z kranu zamontowanego przed ladą. Woda nieodzownie towarzyszy codziennej pielęgnacji. Poza tym naszym pierwszym i głównym kosmetykiem jest mydło, a mydła nie ma bez wody. Co ważne, wszystkie elementy wystroju sklepu zostały wykonane przez polskich rzemieślników. Kafle pod Warszawą, zlew w Toruniu. My, rzemieślnicy, wspieramy innych rzemieślników.
Bogusia: Chcemy z ludźmi, którzy tu przychodzą, rozmawiać, żeby mu jak najbardziej przybliżyć nasze kosmetyki i sprzedawać je z konkretną wiedzą. A tę rozmowę traktować jako pewnego rodzaju rytuał. To jest moja definicja dbania o klienta.
Szymon: Przez internet kontakt z człowiekiem jest ograniczony. Oczywiście mamy zapytania od klientów, ale odpowiedzi w mailu nie można porównać do pogawędki z ekspertem, podczas której dotykasz kosmetyku, próbujesz, wąchasz go. Prosta rzecz – nie każdy wie, że nakładanie kremu na wilgotną skórę całkowicie zmienia jego wchłanianie i działanie. U nas może takie proste rady wypróbować na własnej skórze.
W poniedziałki sklep jest nieczynny…
Szymon: Tak, w poniedziałki na okna zaciągamy kotary, a sklep zamieni się w gabinet. Jakiś czas temu, kończąc studia kosmetologiczne, uczyłem się o różnych formach masażu: relaksujących, poprawiających ukrwienie. Wtedy pierwszy raz usłyszałem o masażu kobido. Jest to stary masaż wywodzący się z Chin, obecnie przejęty przez Japończyków. Przez wiele, wiele lat był wykonywany tylko i wyłącznie na dworze cesarskim. Kobido polega na poluźnieniu, rozmasowaniu mięśni, które pod wpływem codziennych nawyków czy stresu spinają się i zbijają. Zaczynamy od masażu pleców, później przechodzimy do czerpca ciemnistego, największego mięśnia głowy, który jest mocno niedoceniany. Rozluźnienie go daje spektakularne efekty. Rozmasowujemy i rozpychamy chłonkę, by przejść do młotkowania twarzy. Brzmi przerażająco i rzeczywiście jest na granicy bólu. Warto jednak spróbować, bo młotkowanie działa jak żelazko. Twarz staje się promienna i mocno dotleniona. Rozmasowanie mięśni twarzy sprawia, że skóra jest uniesiona, zmienia się kształt ust. Taki lifting bez medycyny estetycznej. Ten masaż nazywa się masażem bankietowym, to znaczy poddajesz się mu rano, by na wieczór wyglądać jak milion dolców.
A na dłuższy czas też ma te zbawienne skutki?
Szymon: Jasne. O ile wykonuje się go w seriach. Mięśnie mają swoją pamięć, wracają do nawyków, kurczą się. Jak każdy masaż, trzeba go wykonywać regularnie, by dobrze się czuć i jeszcze lepiej wyglądać.
Kto będzie u was wykonywał kobido?
Szymon: Ja jestem już po szkoleniu. Bogusia zaraz kończy intensywny kurs, a ponieważ też jest po studiach kosmetologicznych, o masażu wie już bardzo dużo i ma wieloletnie doświadczenie.
Ile trwa taki masaż?
Bogusia: Do półtorej godziny. Dla masującego jest to ciężka fizyczna praca, więc na początek będziemy zapisywać klientów i klientki na maksymalnie trzy masaże w ciągu.
Szymon: Chcemy też edukować nasze klientki, jeśli chodzi o automasaż, przygotowujemy właśnie całą serię warsztatów. Chcemy pokazać naszym klientkom, jakie proste rytuały piękna można wykonać na naszych kosmetykach. Wiadomo, tonikiem możesz spryskać rano twarz, wszyscy to wiedzą. A my pokażemy, że na toniku możesz wykonać poranny trzyminutowy masaż oka, który usunie podkówki, poprawi przepływ chłonki i krążenie.
Sebastian: Chcielibyśmy wyprodukować też instruktażowe filmiki i umieścić je w sieci. Rytuały na cały tydzień: poniedziałek – czoło, wtorek – oczy, środa – okolice ust, czwartek – dekolt, piątek – żuchwa, a w sobotę wszystko połączone w dłuższy rytuał, bo masz trochę więcej czasu. W niedzielę odpoczynek.
Sklep jest otwarty od kilku miesięcy. Kto dotychczas was odwiedza?
Bogusia: Na początku przychodzili znajomi, zaprzyjaźnieni klienci. Ci, którzy dowiedzieli się o otwarciu sklepu z social mediów.
A goście z ulicy?
Szymon: Jak najbardziej. Każdy nowy klient nas cieszy. Mamy też nadzieję, że ze względu na lokalizację będą odwiedzać nas turyści. Rzemieślniczy polski kosmetyk to idealna pamiątka z podróży.