Zwykłe rzeczy, cuda wianki Barrakuz
„Porozmawiajmy o wnętrzu” – długofalowa akcja marki VOX mówi o tym, że we wnętrzach, znacznie bardziej niż dekoracyjne style, takie jak boho czy scandi, liczy się to, jak żyjemy i jak chcemy żyć. My pod tą ideą podpisujemy się obiema rękami, a dzięki wsparciu VOX, wznawiamy nasz lubiany i długo nie publikowany cykl „Zwykłe rzeczy, cuda, wianki”. Trzy bohaterki, które na codzień w różny sposób organizują sobie czas pracy i odpoczynku, a przez to i przestrzeni życiowej, opowiadają nam o swoich wnętrzach i ważnych dla nich przedmiotach, które tworzą ich klimat. Dziś z wizytą u Barrakuz.
Beaty Śliwińskiej projektantki, graficzki i autorki kolaży, znanej pod pseudonimem „Barrakuz” w zasadzie nie musimy Wam przedstawiać. Jej mokotowskie mieszkanie podzielone jest równiutko na pracownię i część do odpoczynku. Obie wypełnione są kolekcjami: prac, kolaży, płyt winylowych, figurek.
Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, jak dużą kolekcję okularów przeciwsłonecznych uzbierałam. Są tu naprawdę przeróżne pary: jedne z bazarku, inne z sieciówek, te są po mamie, mają ponad dwadzieścia pięć lat.
Lubię moją kolekcję dinozaurów, bo jest niepoważna. Dwie, trzy pierwsze sztuki pojawiły się znikąd. A kiedy przyjaciele zaczęli kojarzyć, że je lubię, zaczęłam dostawać kolejne figurki w prezencie. Tego największego dostałam na urodziny. Trzymam je gablocie, zapalam ledową lampkę i robi się z tego całkiem ładna ekspozycja. A temu szczęściarzowi zrobiłam własnoręcznie mini-dżunglę pod kloszem.
A tu dla przeciwwagi moje dwie ważne prace z ostatnich miesięcy. Z Krzyśkiem Rzymanem, właścicielem kawiarni Stor i wydawcą Coffee Spots Polska znam się już jakiś czas. Pracowaliśmy razem przy wydaniu warszawskim i pewnie dlatego, że współpraca się udała, Krzysiek z marszu zaproponował mi zaprojektowanie okładki do kontynuacji wydawnictwa. Miałam pełną wolność twórczą. Wyszło super. Przy współpracy z KOMONO było podobnie. Jedyną wytyczną przy rozpoczęciu pracy było to, że gdzieś w kolażu powinien pojawić się zegarek. Po przesłaniu wstępnej wersji, otrzymałam odpowiedź z prośbą high ressów do druku. Byłam w pozytywnym szoku.
Bardzo lubię design i designerskie gadżety. Mam dwa zegary VOX, po jednym do każdego pomieszczenia. Są dobrze zaprojektowane, dobrze wyglądają i mają funkcję. Przydaje mi się zwłaszcza ten w pracowni.
Kolekcja Maryjek nie wynika u mnie z kultu religijnego, ale z zamiłowania do folkloru, formy, tradycji. Dość długo szukałam dużej Maryjki, bo wymyśliłam sobie, że będzie ładnym elementem wystroju wnętrza. Wtedy mama powiedziała, że rzeźba, jakiej szukam leży na strychu w naszym rodzinnym domu. Tak trafiła w moje ręce to cudo. Należało do mojej prababki.
Płyta winylowa to, w moim mniemaniu, fantastyczny obiekt, który łączy moje dwie pasje: muzykę i projektowanie graficzne. Kolekcjonowanie płyt zaczęło się od zafascynowania ich wizualną częścią. Zdarzało mi się kupować płyty tylko ze względu na okładkę. Lubię chodzić do sklepów z winylami i niespiesznie je oglądać i odsłuchiwać. Winyle przywożę sobie też z podróży jako pocztówkę czy pamiątkę. Zawsze zmieści się do bagażu podręcznego. Tę płytę Jacquesa Brela przywiozłam z Paryża, tę Ninę Simone – z Wilna. Słuchanie winyli to mój ulubiony codzienny rytuał.