Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

„Podobno na świecie codziennie powstaje około 1,3 tryliona zdjęć (trylion ma 18 zer). Zalew obrazów, brak skupienia. Wszyscy to znamy aż za dobrze. I zawodowcy i amatorzy. I dorośli i dzieci. Cieżko jest być w tej sytuacji fotografem, ciężko definiować się w ten sposób.” – mówi Kuba Dąbrowski. W piątek 23 XI w Galerii Ego w Poznaniu w ramach festiwalu książek fotograficznych X PRINT rusza jego wystawa zatytułowana „NIE LIL, NIE YOUNG

Kuba Dąbrowski z racji swoich regularnych zleceń i projektów, bardzo dużo podróżuje.

– W samolocie musisz być offline, nie ma wyboru. Czytam książki i magazyny, słucham muzyki, ale po jakimś czasie zaczynam odczuwać narkomański głód nowych rzeczy do oglądania. Na jedną z dłuższych tras zaopatrzyłem się w sporo papierowych gazet. To był dzień po tym ja zmarł Muhammad Ali. Wszędzie było mnóstwo wspomnieniowych materiałów o nim i archiwalnych zdjęć. Bardzo dobrych zdjęć (Thomas Hoepker!). Na pewno zasejwowałbym je na pintereście. Póki co zacząłem je sobie wyrywać i układać w notatniku. Zmuszenie do skupienia. Czas na docenienie. Wciągnęło mnie to. Muhammad Ali ruszył lawinę. Po wylądowaniu kupiłem więcej notatników, nożyczki i dwustronną taśmę klejącą. W drodze powrotnej miałem ze sobą już cały warsztat. Nastolatek z sąsiedniego siedzenia zapytał mnie: – Przepraszam, czy jest pan artystą?

Tak powstał pierwszy scrap book. Na wystawie w Poznaniu zobaczymy reprodukcje wybranych stron.

– Prawdziwe scrap booki pewnie by się rozpadły przy intensywnym oglądaniu. Poza tym nie robiłem ich z myślą o pokazywaniu
publiczności. Robiłem je dla przyjemności, zabicia czasu w podróży, dla zapamiętania inspiracji, kompozycyjnych ćwiczeń itp… Część stron jest zbyt prywatna, żeby je pokazywać, inne w otwarty sposób łamią prawa autorskie. To będzie wystawa dwuwymiarowych obiektów.

Praca nad scrap bookiem polega w dużej mierze na przypadku. Trudno jest zatem z góry zakładać konkretny temat czy przesłanie dla pracy.

– W scrap booku wszystko się miesza, nie ma planu. Wycinki i wyrywanki z gazet zależą od tego, o czym gazety akurat piszą. Do tego dochodzą drukowane raz na jakiś czas prywatne zdjęcia. Myślę pojedynczą rozkładówką, a nie całą książką. To taki trochę analogowy Pinterest. Podoba mi się to, że automatycznie łączy się w nich światowe życie „społeczno-polityczne” z prywatną narracją. W stosunku do zdjęć, które zwykle pokazuję w książkach, na wystawach i na Instagramie te w Ego będą dużo mniej osobiste. To raczej obserwacja świata na zewnątrz, niż bliskiego rodzinno-towarzyskiego kręgu.

 

Program festiwalu X PRINT znajdziecie tutaj

Paradoksalnie, cyfryzacja i zalew obrazków, wywołała falę powrotu do korzeni, miłości do papieru i ponownego docenienia jego walorów.

– Wychowałem się w dużej mierze przed internetem, ślęcząc w bibliotekach lub w księgarniach, oglądając książki i magazyny, odkładając na nie pieniądze i przywożąc z zagranicznych wycieczek. Nie fetyszyzuję jednak papieru, faktury, zapachu farby itp. Najważniejszy dla mnie jest stan skupienia, którego nie jestem w stanie osiągnąć przeglądając
rzeczy online. Będąc podłączonym do sieci ciągle chcę więcej i więcej, oglądając książki siłą rzeczy zatrzymuję się na tym, co jest w danym wydawnictwie, bo dopóki nie wstanę od biurka i nie wezmę z półki innej książki, po prostu nie ma nic więcej. Podobnie jest przy słuchaniu muzyki z winyli. Nie chodzi mi o mityczną „niepodrabialną jakość” i analogowe trzaski spod igły, tylko o mechanizm samoograniczania się. Nie poznam i nie ogarnę wszystkiego, może lepiej żebym te kilka rzeczy poznał lepiej i przeżył dogłębniej. No i o to uczucie, kiedy w końcu znajdujesz książkę/płytę, której długo szukałeś. O w pewnym sensie sztuczne wywoływanie w sobie głodu w epoce przejedzenia. Z drugiej strony scrap booki wyglądają dobrze. Jest w nich przyjemność analogowych błędów. Coś jest krzywo wycięte, gdzieś się zagiął róg, gdzieś widać
plaster… Pojawiają się nieoczekiwane zderzenia form i treści.

Na wystawie Kuba będzie opowiadał o swoich ulubionych photobookach. Sam jest posiadaczem sporej kolekcji.

– Kiedyś kupowałem bardzo kompulsywnie. Prowadząc „Stopklatkę” (rubrykę o historii fotografii w „Przekroju”) potrzebowałem książek do pracy i to była dobra wymówka dla większości zakupów. Teraz, po kilku przeprowadzkach i pakowaniu wszystkiego w kartony jestem bardziej wybredny. Kupuję raptem po kilka książek rocznie. Staram się ocenić, do których książek faktycznie będę wracał, które „dobrze jest mieć na półce”, a które rozejdą się w kilka dni i nie ma co się zastanawiać, tylko trzeba brać. Piszę bardzo konkretne listy do Mikołaja (Mikołaju, jeżeli to czytasz, to poproszę o „The Map and the Territory” Luigiego Ghirri). W Poznaniu będę opowiadał o książkach, które faktycznie stworzyły mnie
jako fotografa. W większości nie będą to, stosując muzyczną metaforę, strony B singli nieznanych zespołów z Montrealu, tylko ogólnie znane pozycje. Daido Moriyama, Chris Killip, Wolfgang Tillmans… No i chyba najważniejsza dla mnie, pierwsza fotograficzna książka, z którą miałem do czynienia – pomarańczowa przeglądówka Magnum z Phaidona, „Magnum Degrees”. Książka, która pokazała mi, jak pojemnym pojęciem jest fotografia dokumentalna, z której wynotowywałem nazwiska i ruszałem w dalsze poszukiwania.

***

KUBA DĄBROWSKI

„ NIE LIL, NIE YOUNG”

GALERIA EGO; ul. Wyspiańskiego 41/3, Poznań

Wystawa w ramach Festiwalu Książek Fotograficznych XPRINT „ Historie prywatne” potrwa do 29 grudnia