Smutki uboczne masowej produkcji
Tekst o kupowaniu mniej, który promuje kupowanie? Tak naprawdę od razu powinnam dostać burę za tę próbę. Ale prawda jest taka, że pożądamy rzeczy. Lubimy kupować i otaczać się tym, co piękne, pachnące i miękkie. Skoro znamy już prawdę o sobie, zacznijmy chociaż myśleć o tym, czego potrzebujemy, a naszym kupowaniem wyrządzajmy jak najmniej krzywdy. A jeśli mamy ochotę na kaprysy, wybierajmy te eko.
Jeden słoik śmieci rocznie – tyle odpadów produkuje rodzina Bei Johnson z Kalifornii. W 2008 roku Bea zaczęła eliminować odpady ze swojego domu, a swoje doświadczenia opisywać na blogu. Dziś z jej porad korzysta m.in. Ikea i General Electrics. Motto Bei „Buy what you need, want what you have” szybko stało się jednocześnie najważniejszym postulatem zwolenników ruchu zero waste.
Dzięki jej działalności trzyczęściowy manifest R powiększył się o dwie kolejne zasady. Teraz do Recycle, Reuse i Reduce dodajemy jeszcze Rot i Refuse. Refuse to zwyczajnie odmawianie rzeczy, których nie potrzebujemy, np. plastikowych torebek. Z kolei Rot to dosłownie pozwalanie na gnicie. Złoto ogrodników, jak nazywa kompost Paulina Jeziorek ze Wspólnego Ogrodu przy Służewskim Domu Kultury, to nic innego jak mieszanka rozkładających się resztek bio, które zasilają naszą glebę i tworzą dobre podłoże dla roślin. Co jednak zrobić z rzeczami, których nie możemy zakopać?
Jan Barba, serum anty UVA/UVB; Torebelka, ECOSPA, masło shea; Hagi, puder do kąpieli z nagietkiem
Po pierwsze: wykorzystaj ponownie
Reklamy wodzą nas na pokuszenie. Zachęcają do kupowania tych słodkich buteleczek, którym przecież nie możecie się oprzeć. Mówią: chcij to i miej to teraz. W opozycji do większości marek staje Jan Barba. W tej firmie nie ma dróg na skróty: żadnych substancji syntetycznych i plastikowych opakowań. Za skuteczność kosmetyków ręczy założyciel marki. Swój pierwszy krem Bartek stworzył w kuchni, z trzech prostych składników: wody, pszczelego wosku i oliwy. Potem zaczęły się eksperymenty.
Najnowszy dotyczy samych opakowań. Jan Barba to pionier ruchu zero waste w polskiej branży kosmetycznej. Kremy i eliksiry nalewa do szklanych opakowań przysyłanych przez klientów, zachęca także do ponownego używania tych stworzonych przez siebie. Więc kiedy skończy ci się krem, którego używasz teraz, pomyśl ciepło o Janie Barbie. Jesienią warto zaopatrzyć się w dobre serum, np. to przeciw fotostarzeniu – zawiera składniki blokujące penetrację skóry poprzez promieniowanie UVA i UVB. Ponadto uelastycznia skórę i jest witaminową bombą.
so linen!, komplet lnianej pościeli; Lucky Shirt, koszula vintage
Po drugie: szanuj pracę
Chińskie sweat shopy i niewolnictwo 2.0 – tak w skrócie wygląda współczesny przemysł tekstylny. Oczywiście możemy uwierzyć na słowo wielkim markom odzieżowym, które przysięgają na zdrowie mamy, że w ich fabrykach nikomu nie dzieje się krzywda, a praca dzieci to echo przeszłości. Ale możemy też sięgnąć do felietonu Tomasza Piątka Policz swoich niewolników, w którym autor przywołuje ponure statystyki:
Witajcie w domu niewoli. Organizacja Walk Free podała właśnie, że na świecie jest 36 milionów niewolników. Według organizacji Free the Slaves jest ich 27 mln. Według Międzynarodowej Organizacji Pracy: 21 mln, z czego 18 mln 700 tys. należy do osób i firm prywatnych.
Za namową Piątka warto wejść na stronę slaveryfootprint.org i policzyć swoich niewolników. Ankieta jest krótka, ale bardzo szczegółowa – aby dowiedzieć się, kto stoi za naszymi dobrami, musimy podać m.in. liczbę gadżetów elektronicznych, z których korzystamy, określić swój apetyt i oszacować ilość zjadanego przez nas mięsa, a nawet przyznać się, ile par jeansów mamy w szafie. Wynik testu to zimny prysznic: z jednej strony szok dla organizmu, z drugiej poprawa krążenia i motywacja, by zmienić swoje nawyki.
Dlatego jeśli od jakiegoś czasu chcecie kupować mniej nowych ubrań, które przypłynęły prosto z Azji, na pierwszy ogień wybierzcie koszulę od Lucky Shirt. Zasada dziewczyn tworzących Lucky jest prosta – kupują używane białe koszule i T-shirty, a potem własnoręcznie ozdabiają je filuternymi haftami. Biała koszula to evergreen – nigdy nie wychodzi z mody i jest dobra na każdą okazję. Koszule od Lucky to takie 2 w 1: ponadczasowe i eko, a dodatkowo zadziorne. Jesteście ich warci!
Kupując, możemy nie tylko nie krzywdzić, ale także naprawdę komuś pomóc. Tym kimś może być Ela Bartnicka, która kilkanaście lat temu straciła wzrok. Mimo tego postanowiła dalej robić to, co umie najlepiej. Jej torebelki możecie znaleźć nawet na Instagramie. Ta beżowa zmieści aż pięć kilo ziemniaków!
Szacunek dla pracy to idea bliska także właścicielom ECOSPA – sklepu, w którym zaopatrzycie się w naturalne surowce i półprodukty do tworzenia własnych kosmetyków, sprzedawane zgodnie z zasadami sprawiedliwego handlu. Jeśli więc szukacie czegoś na spierzchnięte wargi lub chropowate łokcie, sprawdźcie masło shea pozyskiwane z owoców drzewa shea z ekologicznych plantacji. Dlatego kupując masło z ECOSPA, możecie mieć pewność, że wspieracie nie tylko ludzi, którzy za swoją pracę zostali uczciwie wynagrodzeni, ale także przyrodę sawanny.
Ewa Kozioł, Eko w wielkim mieście, czyli kilka kroków do szczęśliwego życia, wyd. Burda Media Polska
Po trzecie: szanuj Polskę
O ile bez niektórych zagranicznych surowców trudno się obyć, niektóre możemy zastąpić polskimi. W idei zrównoważonego rozwoju bardzo ważne jest, by kupować lokalnie. Ta myśl przyświeca Kooperatywie Dobrze, która zaopatruje się tylko u pobliskich rolników, taką filozofię wyznają miłośnicy rodzimego designu i ubrań. Dobrym przykładem takiego myślenia jest marka so linen!. Ta niewielka polska firma to gwarancja uczciwego rzemiosła i najwyższej jakości surowców. Lniane kołdry, obrusy i zasłony ich autorstwa są naprawdę trwałe – będą cieszyć was, wasze dzieci i ich dzieci.
Po czwarte i ostatnie: bądź zdrów
Od dawna wiemy, że chemiczne substancje przedostają się do wód gruntowych i zatruwają naszą glebę, a tym samym całą planetę. Jednak chemia i spaliny niszczą nas nie tylko globalnie. Jak udowadnia Ewa Kozioł w swojej książce Eko w wielkim mieście, czyli kilka kroków do szczęśliwego życia, substancje zawarte m.in. w kosmetykach mogą mieć szkodliwy wpływ na nasze zdrowie, nie tylko po jakimś czasie, ale bezpośrednio, w momencie ich używania. Na poparcie tej tezy autorka przytacza badania norweskich naukowców, którzy porównali płuca kobiet regularnie sprzątających w domu z płucami nałogowych palaczy. Okazało się, że ich kondycja niewiele się różni. Dodatkowo wiele sklepowych kosmetyków zawiera substancje zaburzające układ hormonalny.
Jeśli chcecie tego uniknąć, postawcie na kosmetyki z naturalnych składników. Puder do kąpieli z olejkiem pomarańczowym, goździkowym, waniliowym i z dodatkiem płatków kwiatu nagietka od Hagi pomoże wam zregenerować skórę zmęczoną wielkim miastem – toksynami, smogiem i staniem w korkach.
Ekożycie wymaga pewnego treningu i dyscypliny. Jeśli jednak zdarzą wam się potknięcia i chwile słabości (litr lodów z marketu), przypomnijcie sobie regułę stosowaną przez Ewę Kozioł. 80/20, zaczerpnięte z zasady Pareta, to prosty podział: 80% naszych wyborów powinny stanowić te zdrowe i ekologiczne, a w pozostałych 20% możemy sobie pozwolić na cheat days. Autorka Ekożycia przywołuje przykład obiadu u babci: kiedy ją odwiedza, nie ucieka przed schabowym ani nie przynosi własnego posiłku. Namawia do tego, by czasem odpuścić, bo wie, że wir życia nas pochłania i nie zawsze pamiętamy, by do sklepu wziąć torbę zrobioną na szydełku.
***
Artykuł opublikowany w 19. numerze ZŻ „Ambicja”