Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Fazę na len zapoczątkowała w Zwykłym Życiu Agata. Już w zeszłe lato – wystrojona weń od stóp do głów. Jeśli jako ZŻ mieliśmy wkład w promowanie mody na len, to bardzo się cieszymy. Ale, jak wiecie, nie wszystko lniane, co ma splot i metkę. Zobaczcie marki, które przetestowałam na własnej skórze i nie żałuję. Ba! Polecam.

Najpierw były pościele. Piękna, bezpretensjonalna komunikacja, dzięki której nabyłam różowy komplet do spania. Jeju, ale się w tym dobrze śpi! Główną zaletą lnu jest to, że latem chłodzi, a zimą grzeje. No i to, że nie trzeba go prasować. I to się sprawdza nie tylko w przypadku pościeli, ale również ciuchów. Łyko w nowej kolekcji ma śliczne kapelusze – mój naczelny zachwyt, jeśli chodzi o tę markę. Oprócz tego zachwycają kimona i sukieneczki-haleczki. Kocham taką odzież, która może być pidżamą i odwrotnie. No i mam to.

Nie liczy się ilość, tylko jakość. Moles & freckles wypuściło w tym sezonie dwie sukienki. Obie ładne. Sielsko-anielskie – to jest klimat, z jakim do niedawna kojarzył mi się len.

A co powiecie na lniany active wear? Właśnie staruje marka RAWza którą stoją Zuzia i Sasha, znani może niektórym z was z Thisispaper. Lniana odzież sportowa, którą z radością nosić będę również do pracy i do cioci na imieniny, ma tę zaletę co lniana pościel – naturalną termoregulację. Minimalistyczne wzory, monochromatyczne trzy kolory – prostota i funkcjonalność, czyli dwa razy tak! RAW będzie dostępne wkrótce, ale już wam robię smaka.

Seaside tones polubiłam za one size. Jakże to upraszcza zakupy przez internet! Jestem szczęśliwą posiadaczką sukienki w głębokim zielonym kolorze, którą mogłabym nosić bez przerwy dzień i noc.