Eksperci od okresu
Kobiety średnio w ciągu swojego życia zużywają około 10 tysięcy tamponów. To na tyle dużo, że powinniśmy wiedzieć, co dokładnie wkładamy do swojego ciała. Czy każda z was zna skład swoich tamponów, albo kiedykolwiek próbowała to sprawdzić? O tamponach i rozmawianiu bez skrępowania o kobiecej menstruacji rozmawiam z Kają i Markiem założycielami marki Your Kaya.
Ewelina: Your KAYA to wasza marka oferująca produkty higieny intymnej. Opowiedzcie od czego zaczął się pomysł na taką firmę?
Marek: Całkiem przypadkowo. Siedzieliśmy w domu i rozmawialiśmy o One Dollar Shave Club – firmie sprzedającej w USA maszynki do golenia. Zachwycałem się ich świetnym podejściem do komunikacji – zero zbędnego BS, które było diametralnie inne od reszty producentów żyletek. Bardzo podobał nam się też subskrypcyjny model sprzedaży, w szczególności w kontekście takiego produktu. Zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, co jeszcze wygodnie byłoby kupować w ramach subskrypcji i szybko padło na produkty higieny intymnej dla kobiet. Oboje uznaliśmy, że to niezły pomysł po czym włączyliśmy Netflixa i zabraliśmy się za oglądanie The Crown.
E: I co dalej z tym pomysłem? Skończyło się na jednej rozmowie?
M: Następnego dnia rano zapaliła się w mojej głowie lampka. Nasza rozmowa z poprzedniego wieczoru nie dawała mi spokoju, więc musiałem bardziej zgłębić temat. Zacząłem od tamponów, nie wiem czemu, ale wydawał mi się to naturalny wybór. Po pierwszych 15 minutach google’owania byłem lekko przerażony – dioksyny, poliester, chlor, rayon, plastik, pestycydy… Nigdy wcześniej nie przyglądałem się dokładniej pudełku tamponów i szczerze mówiąc nie zastanawiałem się nad ich składem. To normalne, pomyślałem sobie, w końcu jestem facetem, ale przecież kobiety, zgodnie z tym, co przeczytałem zużywają ich w ciągu swojego życia średnio aż 10 tysięcy. Czy nie mają problemu z tym, jaki jest skład produktu, który wkładają bezpośrednio do swojego ciała? Kolejne 15 minut researchu: „Europejska Agencja ds. Leków nie wymaga od producentów tamponów i innych artykułów higieny intymnej podawania składów ich produktów”. Aż ciężko było mi w to uwierzyć. Zadzwoniłem do Kai i zapytałem się jej „Czy wiesz z czego robione są tampony?”, „Z bawełny?” – odpowiedziała pytaniem. Okazuje się, że nie tylko ja nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
Nie mogłem się z tym pogodzić. 10 tysięcy! Do tego te kiczowate pudełka, reklamy, w których roztańczona grupa dziewczyn śpiewa, że teraz już wszystko jest u nich na tip top (tu akurat chodziło o podpaskę), hasła „Żeby tylko nie zobaczył!” i ogólne sprowadzanie okresu do tabu – uznałem, że kobiety zasługują na coś lepszego, a w Polsce niestety nie miały takiej alternatywy.
E: Wasze tampony są produkowane z 100% organicznej bawełny. Wiadomo, że sprawdzane składów, tego, co kupujemy jest ważne, ale co takiego w tamponach może nam zaszkodzić?
Kaja: Coraz więcej osób zwraca uwagę na zdrową dietę i stara się kupować naturalną, nieprzetworzoną żywność. Zapominamy jednak o tym, co każdego miesiąca podczas okresu wkładamy do naszego ciała, a to właśnie pochwa, nie usta jest najbardziej chłonną jego częścią. Tak jak już wyżej wspominaliśmy kobieta zużywa w swoim życiu średnio aż 10 tys. tamponów. Warto zadbać o to, żeby były one bezpieczne dla naszego zdrowia.
Większość tamponów nie dość, że wykonana jest z mieszanki syntetycznych włókien, takich jak rayon i poliester – warto tutaj wspomnieć te cudowne plastikowe otoczki ułatwiające aplikację, to jeszcze jest nafaszerowana substancjami takimi jak powstające w wyniku bielenia chlorem dioksyny, używane do tradycyjnych upraw bawełny pestycydy i herbicydy, sztuczne aromaty i barwniki. Wszystko to sprawia, że u kobiet mogą pojawiać się bardziej bolesne miesiączki, suchość pochwy, problemy hormonalne, a też wzrasta ryzyko wystąpienia TSS.
E: Dlaczego akurat tampony, a nie podpaski, czy coraz popularniejsze kubeczki menstruacyjne?
K: Wydawało nam się, że to właśnie tampony są najczęściej używanym środkiem higieny intymnej wśród kobiet w naszym otoczeniu i grupie wiekowej, na którą się nastawiamy. Chcieliśmy zacząć od rozwiązania problemu, którego skala była według nas największa. Nie oznacza to jednak, że na tamponach poprzestaniemy – pracujemy nad tym, by wprowadzić do oferty również wkładki i podpaski, których skład nie pozostanie tajemnicą i nie będzie budził zastrzeżeń. Kubeczki menstruacyjne również pojawią się na naszej stronie całkiem niedługo.
E: Ruszyliście niedawno z kampanią #mensTRUEacja, w której dotykacie tematów związanych z kobiecością, np. wizerunkiem miesiączkującej kobiety w reklamach, cenzurowaniu śladów krwi menstruacyjnej na zdjęciach. Dlaczego zależy Wam na obalaniu pewnych mitów?
M: Chcemy skończyć z narracją zakładającą, że miesiączka to coś, czego kobiety powinny się wstydzić. No bo czego tu się wstydzić? Przecież to jeden z najbardziej naturalnych procesów zachodzących w kobiecym ciele. O okresie trzeba rozmawiać i nie powinien to być „trudny” temat. Przez to, że nasze społeczeństwo traktuje go właśnie w taki sposób, mamy teraz ogromny problem z diagnozowaniem i leczeniem ciężkich dolegliwości, takich jak endometrioza, która dotyka aż 1 na 10 kobiet na całym świecie. 1 na 10 – to aż 176 milionów osób! Odpowiedzcie sobie na pytanie, czy macie wśród swoich znajomych chociaż jedną koleżankę ze zdiagnozowaną endometriozą? My nie, a biorąc pod uwagę statystyki powinno to być wręcz niemożliwe. Stygmatyzacja menstruujących kobiet i wszechobecne stereotypy dominujące nawet w świecie medycyny, mają więc realny wpływ na zdrowie dziewcząt i kobiet. Po publikacji artykułu o endometriozie – chyba jak do tej pory dla nas najważniejszego z całej serii #mensTRUEacja, odezwało się do nas sporo dziewczyn, które po jego przeczytaniu w końcu zdecydowały się na wizytę u lekarza, aby spróbować znaleźć przyczynę nieznośnych bóli menstruacyjnych.
E: Przez to, że tampony, podpaski, czy inne środki do higieny intymnej możemy kupić prawie na każdym rogu, zapominamy o tym, że w różnych zakątkach świata problem z dostępnością do tych środków jest ogromny i często wyklucza kobiety z normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Na swoim blogu poruszacie również takie tematy.
K: To prawda. To tak już chyba jest, że jak raz zdecydujemy się zainteresować się czymś, co dzieje się poza dobrze nam znanym otoczeniem i trafimy na tak niepokojące informacje, to nie możemy przestać o nich myśleć i przejść obok nich obojętnie. Skala tego problemu jest tak ogromna, że aż ciężko ją pojąć, a co dopiero zacząć działać nad jego rozwiązaniem – lecz mimo wszystko, chcielibyśmy spróbować. Marzymy o tym, by w niedalekiej perspektywie wdrożyć pewne działania, które pozwolą nam choć w małym stopniu pomóc i ułatwić życie kobietom, które nie miały tyle szczęścia co my. Wiemy, że to długi proces, wymagający dopięcia wielu szczegółów, ale mamy nadzieję, że za jakiś czas będziemy mogli przekazać trochę tego „dobra” dalej.
E: Marek muszę zapytać o to, jak odnajdujesz się w firmie, w której na co dzień przewija się temat menstruacji, o której przecież nawet część kobiet wstydzi się rozmawiać.
M: Przyznam, że na początku nie czułem się z tym do końca komfortowo i nie wynikało to z tego, że peszyła mnie tematyka menstruacji, a raczej z tego, że tak mało o niej wiedziałem. Jestem jedynym facetem w zespole, w którym pracuje 5 fantastycznych i wyrozumiałych dziewczyn, które w bardzo krótkim czasie zrobiły ze mnie „eksperta” od okresu. Menstruacja to dla mnie naturalny temat i nie czuję skrępowania rozmawiając o niej ze znajomymi. Nie ukrywam, że w większości są to rozmowy z osobami, które tej menstruacji doświadczają. Nierzadko jednak zdarza się, że poruszę ten temat podczas dyskusji z kolegami. Część z nich faktycznie bywała na początku lekko zakłopotana, ale szybko zrozumieli, że jest to temat jak każdy inny. Rozmowa, która zaczyna się od „Czekaj… Kubeczek? Nie rozumiem.” często kończy się stwierdzeniem „Ej, faktycznie to super rozwiązanie!”.