Rozmowa: Zioła dla mas
Kozłek lekarski i rumianek to zioła na tyle popularne, że zaczęto je uprawiać na dużą skalę. Jednak w Polsce wciąż popularne jest zbieranie ziół dziko rosnących. Na tyle, że niektóre z nich musiały zostać objęte ochroną. O ich przetrwaniu opowiada dr Ewelina Pióro-Jabrucka z SGGW w Warszawie.
Klaudia Kryńska: Czym zajmuje się Katedra Roślin Warzywnych i Leczniczych?
Ewelina Pióro-Jabrucka: Zajmujemy się zarówno roślinami warzywnymi, jak zielarskimi, w tym leczniczymi, aromatycznymi i przyprawowymi. Prace z zakresu roślin zielarskich dotyczą m.in. ochrony zasobów genowych i bioróżnorodności roślin leczniczych.
KK: Skąd potrzeba podjęcia takich działań?
EPJ: Erozja genetyczna dotyczy właściwie wszystkich miejsc na świecie, w tym również Polski. Przez ostatnich dwieście lat z powierzchni naszego kraju wyginęło lub ustąpiło ponad 120 gatunków roślin. W naszej Katedrze, jeśli chodzi o rośliny lecznicze, zajmujemy się gatunkami, które są wykorzystywane przez człowieka od wieków i przede wszystkim są to rośliny pozyskiwane ze stanu naturalnego. W Polsce wciąż bardzo popularne jest zbieractwo – uprawianych jest około 60 gatunków roślin zielarskich, natomiast ze stanu naturalnego potencjalne znaczenie użytkowe ma około 400, w tym około 80 gatunków pozyskuje się na skalę komercyjną. Stąd konieczność ochrony tych zasobów genowych, ponieważ im intensywniejszy zbiór ze stanu naturalnego, w dodatku często prowadzony w sposób nieprawidłowy, tym bardziej zagrożone są rośliny w ich naturalnym środowisku.
KK: Na czym polega nieprawidłowy zbiór?
EPJ: Przyjmuje się, że aby dany gatunek przetrwał na konkretnym stanowisku, np. łące, zbierając go należy pozostawić co najmniej 30% roślin na danym stanowisku. Zbieracze często ścinają lub wyrywają z korzeniami wszystkie rośliny z danej populacji, co sprawia, że w kolejnych latach populacja ta się nie odnawia bądź odnawia się słabiej, aż do zupełnego zaniku. W ten sposób zmniejszyła się populacja macierzanki piaskowej – bardzo popularnej kiedyś w naszym kraju rośliny, wpisanej w polski krajobraz. Obecnie macierzanka występuje coraz rzadziej, dlatego musimy dbać o jej ochronę. Mimo że wśród krajów europejskich jesteśmy na dobrej pozycji, to i tak problem wymierania gatunków dotyczy nas w coraz większym stopniu.
KK: Z czego wynika zanikanie gatunków?
EPJ: Nadmierne wykorzystywanie przyrody to tylko jeden z powodów. Jedną z głównych przyczyn stanowi rolnictwo, a w szczególności zamian tradycyjnych upraw na rzecz tych wielkoobszarowych, jednego gatunku i jednej odmiany. Wypieranie gatunków tradycyjnych. Ponadto wypalanie łąk i nieużytków, wycinanie krzewów i drzew rosnących między polami, likwidacja miedz, a wreszcie – zanieczyszczenie środowiska. Oczywiście rolnictwo jest niezbędne i nie chcę go negować, ale ważne jest podejście holistyczne i traktowanie gospodarstw rolnych jako części ekosystemu, a nie jego wroga. Uprawy nie mogą niszczyć środowiska.
KK: A jak przekonać rolników żeby odchodzili od monoupraw na rzecz bioróżnorodności?
EPJ: Oczywiście nie możemy wymagać od rolników, żeby zrezygnowali z opłacalnych upraw na dużą skalę, ale możemy proponować im drobne rozwiązania, które w dłuższej perspektywie przyniosą korzystne zmiany. Do tego potrzebne są odpowiednie działania – niewyłączanie z uprawy obszarów gleb lekkich, właściwe zmianowanie, czyli następstwa roślin po sobie na danym polu. Uprawa roślin strączkowych, które wzbogacają glebę w azot. Powrót do miedz, kiedyś uznawanych za siedlisko chwastów i szkodników, dziś uważanych środowisko życia korzystnych owadów. A także promowanie sadzenia drzew na polach. Ważnym elementem jest też promowanie polskich starych odmian i miejscowych roślin – jabłoni, śliw. W szczególności należy wspierać uprawy roślin dwuletnich.
KK: A jakie rośliny dwuletnie mamy w Polsce?
EPJ: Na terenie Polski można spotkać przodków np. marchwi. Jest to roślina dwuletnia. W pierwszym roku uzyskujemy plon, czyli korzeń, ale dopiero w drugim możemy zebrać nasiona. W przypadku tego typu roślin rzadko uzyskuje się nasiona we własnym gospodarstwie. Obecnie rzadkością jest już uprawa roślin warzywnych czy zielarskich z nasion z własnej produkcji. Wykorzystywane są głównie nasiona nowoczesnych odmian – w dobie nasion F1 samodzielne pozyskiwanie nasion nie ma dla rolników sensu.
KK: Co oznacza ten symbol?
EPJ: Odmiany oznaczone symbolem F1 dotyczą głównie roślin warzywnych ale też coraz częściej ozdobnych, to odmiany heterozyjne, czyli mieszańcowe. Rośliny uzyskane z takich nasion mają większy wigor, czyli np. są odporniejsze na choroby i szkodniki, bujniej kwitną, lepiej plonują. Jednak nasiona zebrane z takich roślin i wysiane w roku następnym nie dadzą oczekiwanych rezultatów w efekcie czego każdorazowo należy zakupić nowe nasiona. Te nowe, wysokowydajne odmiany zastępują stare tradycyjne. Nadzieja w uprawach amatorskich i w małych gospodarstwach, zwłaszcza w Polsce wschodniej i południowej, gdzie rolnicy jeszcze uprawiają rośliny na małą skalę w przydomowych ogródkach, często z własnych nasion, zebranych samodzielnie lub przekazywanych przez sąsiadów. Często są to miejscowe populacje i stare odmiany. Zresztą wschód Polski to teren także bardzo bogaty pod względem zielarskim. To tam odbywa się wiele naszych ekspedycji.
KK: Jak wygląda taka ekspedycja?
EPJ: Od wiosny, kiedy zaczyna się sezon, rozpoczynamy pracę. Często dostajemy informację od zbieraczy, że dany gatunek występuje w konkretnym miejscu. Wtedy wyruszamy w teren i zwyczajnie szukamy roślin, potem oznaczamy stanowisko i opisujemy rośliny w populacji. Jedne z moich badań dotyczyły pierwiosnki lekarskiej z terenu wschodniej Polski. Gatunek ten występuje rzadko na terenie naszego kraju, głównie na niżu. Niestety, w przypadku tej rośliny surowcem zielarskim jest jej podziemna część, czyli kłącze z korzeniami, a także kwiaty. Wykopując z ziemi całą roślinę, i nie pozostawiając ustalonych 30%, które stanowią minimum dla przetrwania gatunku w danym miejscu naraża się populację na wyginięcie. Na szczęście taka sytuacja zmienia się ostatnio dzięki szkoleniom, które firmy zielarskie przeprowadzają dla swoich pracowników.
KK: A jaką ma pani radę dla fanów ziół? Powinni zbierać je sami, czy też kupować? A jeśli kupować, to od jakich producentów?
EPJ: Warto zbierać zioła, jeśli ktoś dobrze zna rośliny – w Polsce wciąż jest wiele miejsc ekologicznie czystych, z których możemy pozyskiwać zioła samodzielnie. Należy jednak pamiętać, żeby pozostawić około 30% liści lub w przypadku np. rumianku – koszyczków, na jednej roślinie oraz 30% roślin w danym miejscu. A jeśli kupujemy gotowe produkty zrezygnujmy z fixów, które są gorszej jakości na rzecz w pełni wartościowego surowca. Z producentami jest niestety bardzo różnie, nigdy nie będziemy mieć stuprocentowej pewności, że nie wspieramy skupu, do którego dostarczają surowca zbieracze ziół, którzy ogałacają całe stanowiska, ale firmą, z którą sami współpracujemy i którą mogę polecić są Dary Natury.