Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Nie zrywają się o świcie na dźwięk budzika, nie przygotowują sobie drugiego śniadania do pudełka, a za ubranie do pracy często służy im piżama. Chodzi o freelancerów i ludzi pracujących w domu, których ciągle przybywa. Według badań Eurostatu w 2014 roku (nie ma nowszych badań) w Polsce 13,1% pracowników korzystało z możliwości pracy w domu. I chociaż daleko nam do Duńczyków (29,2%) i Szwedów (28,7%), to wynik jest niewiele niższy od średniej obywateli całej Unii Europejskiej (13,5%). Praca zdalna stanowi rozwijający się trend, popularny i szczególnie doceniany wśród młodych ludzi, wchodzących dopiero na rynek pracy. Z badań przeprowadzonych w 2015 roku przez firmę analityczną IDC wynika, że w 2018 roku nawet trzy czwarte Europejczyków może wykonywać swoją pracę poza biurem! Patrząc na nasz rodzimy rynek pracy, gdzie jedynie niespełna 5% osób zatrudnionych na etacie może się pochwalić możliwością pracy z domu, przewidywania IDC wydają się raczej wróżeniem z fusów niż wiarygodnymi prognozami. Jednak nie da się zaprzeczyć, że coraz więcej, szczególnie młodych, osób szuka nowych rozwiązań i zamiast pracy w biurze, chętniej wybiera pracę w domu.

Katarzyna Wasilewicz, założycielka marki Nayt, przyznaje, że nie śledzi blogów modowych i na pewno nie wymieni jednym tchem najnowszych jesiennych trendów z paryskich wybiegów, ale trzeba przyznać, że jako projektantka doskonale wyczuła potrzebę tworzenia ubrań tak uniwersalnych, że można w nich spać, pracować, załatwiać sprawy na mieście i nie przejmować się, że ktoś pomyśli, że cały dzień chodzimy w piżamie. Sama większość czasu pracuje w domu, więc spotykamy się w jej mieszkaniu, które pełni jednocześnie funkcję pracowni.

Zajrzyj do Nayt

Kobiety bardzo często mają problem z postrzeganiem swojego ciała i rozmiaru, który przecież nawet w trakcie miesiąca potrafi się zmienić. Projektując, próbuję rozwiązywać różne problemy i kiedy jest to możliwe, staram się odchodzić od standardowych rozmiarów, często łamię rozmiarówki na XS/S, M/L albo po prostu projektuję ubranie w jednym uniwersalnym rozmiarze.

Ewelina Klećkowska: Na początek muszę zapytać, w czym pracuje ci się najwygodniej.

Katarzyna Wasilewicz: Dla mnie najwygodniejsze są welurowe spodenki i zwykły stanik, ale to dlatego, że gdy szyję, dużo przymierzam, więc nie ma sensu się ciągle przebierać. Zdarza się też, że odszywam prototypy w samej bieliźnie, bo każdy szew wpływa na projekt i trzeba co chwilę weryfikować go na ciele. Z kolei jeśli projektuję, to wtedy cały dzień spędzam właśnie w tych moich „piżamach”. Ostatnio upodobałam sobie też zakładanie szlafroka, który służy mi za sukienkę.

EK: Te „piżamy” to tak naprawdę uniwersalne ubrania, w których równie dobrze można spać i wyjść na miasto. Skąd taki pomysł i jak zainteresowałaś się projektowaniem?

Katarzyna Wasilewicz: W zasadzie od zawsze lubiłam szyć i wiedziałam, że chcę projektować. Gdy byłam dzieckiem, podpatrywałam moją mamę, która sama dużo szyła. W czasach, kiedy zdobycie w Polsce dobrych materiałów graniczyło z cudem, pracowała jako stewardesa i to właśnie tkaniny przywoziła z podróży. Szyła sobie sama przepiękne ubrania i wyglądała zjawiskowo. W wieku trzynastu lat kupiłam swoją pierwszą maszynę, a wybór studiów okazał się dosyć oczywisty – zdecydowałam się na projektowanie ubioru. W trakcie studiów znalazłam pracę w branży modowej, gdzie bardzo dużo się nauczyłam i poznałam cudownych ludzi. Sam pomysł założenia własnej marki pojawił się już parę lat temu, natomiast pomysł na Nayt wyklarował się rok temu. Czynników, które na to wpłynęło, było kilka. Pisałam pracę licencjacką o współczesnym nomadzie w kontekście osoby, która może pracować w każdym miejscu na ziemi i nie chodzi do biura, bo biuro ma tam, gdzie pracuje. Podejrzewam, że dla osób pracujących w domu strój nie ma wielkiego znaczenia, ale wiem też, jak bardzo ubiór wpływa na nasze samopoczucie. Tworząc Nayt, chciałam zachować balans między wygodą a estetyką. To, że pracujesz z domu, nie oznacza, że musisz spędzać całe dnie w wyciągniętym dresie. Projektując, próbuję wyobrazić sobie daną rzecz w najróżniejszych sytuacjach. Pytam siebie, czy jest na tyle wygodna, żeby spędzić w niej cały weekend w łóżku z książką, czy jest dość elegancka, by pójść w niej w miasto, na spotkanie czy nawet do biura. Myślę, że ludzie są teraz bardzo dynamiczni. Zdarza się, że wychodząc z domu, nie wiemy jeszcze, o której wrócimy i gdzie trafimy po drodze. Myślę, że ubrania przyszłości to takie, które maksymalnie dostosują się do stylu życia swojego właściciela, będą wielofunkcyjne i praktyczne, a przy tym zapewnią mu wygodę i będą emanacją jego stylu.

EK: Skąd czerpiesz inspiracje dla swoich projektów?

KW: Przede wszystkim z obserwacji. Interesuje mnie to, jak naokoło mnie żyją ludzie i jakich ubrań potrzebują. Mam bardzo pragmatyczne podejście do ciuchów, sama potrzebuję takich, które są przede wszystkim użyteczne. Lubię mieć jedną rzecz, która będzie służyła mi bardzo długo. Nie śledzę blogów modowych. To może źle, bo w końcu jestem projektantką, ale staram się odejść od klasycznego myślenia o modzie. Wcale nie trzeba co sezon zmieniać całej szafy. Uważam, że to bardzo próżne podejście. Stałą inspiracją są dla mnie kobiety. Ciekawi mnie, co robią w życiu, o czym marzą, co chcą osiągnąć i co o sobie myślą. Nayt to nie tylko ubrania, ale także misja poświęcona właśnie kobietom. Uważam, że powinnyśmy się wspierać. Niedługo będę robić ciekawą kampanię z fundacją zajmującą się pomocą dziewczynom z zaburzeniami odżywiania. Nie mogę jeszcze nic więcej o tym powiedzieć, ale cieszę się, że moja marka może w realny sposób dawać komuś wsparcie. Kobiety bardzo często mają problem z postrzeganiem swojego ciała i rozmiaru, który przecież nawet w trakcie miesiąca potrafi się zmienić. Projektując, próbuję rozwiązywać różne problemy i kiedy jest to możliwe, staram się odchodzić od standardowych rozmiarów, często łamię rozmiarówki na XS/S, M/L albo po prostu projektuję ubranie w jednym uniwersalnym rozmiarze.

EK: Ile czasu upłynęło ci od pomysłu na stworzenie marki do jego realizacji?

KW: U mnie najczęściej jest tak, że zanim dobrze wszystko przemyślę, to już pomysł jest zrealizowany. Wydaje mi się, że zastanawianie się nad Nayt i planowanie trwało może z pół roku, a już samo tworzenie marki zajęło trzy miesiące. Nie było tutaj dużej pracy koncepcyjnej i zastanawiania się nad każdym szczegółem, raczej robiłam to, co podpowiadała mi intuicja.

EK: Czyli bez dłuższego zastanawiania się nad pierwszymi projektami i wykrojami?

KW: Nie, zdecydowanie lepiej mi się pracuje i myśli nad projektem, gdy mam przed sobą materiał, upinam go lub sama robię konstrukcję i to, co uszyję, wielokrotnie przymierzam.

EK: Właśnie o materiały chciałabym cię zapytać. Wydaje mi się, że przy ubraniach, które mają być wielofunkcyjne i mogą być równie dobrze sukienką, szlafrokiem, a nawet płaszczem, ważne jest dobranie odpowiednich materiałów. Gdzie ich szukasz?

KW: To zależy od konkretnej rzeczy. Na przykład satyna i szyfon, które plisowałam, musiały być poliestrowe, bo naturalne włókna nie utrzymują efektu plis. Na rynku jest mnóstwo tkanin kiepskiej jakości. Znalezienie dobrej jakości satyny i szyfonu zajęło dość dużo czasu. Samo plisowanie materiału to dwa miesiące prób, bo wiecznie coś nie wychodziło i nie mogłam uzyskać pożądanego efektu. Jeśli chodzi o resztę materiałów, których użyłam przy pierwszej kolekcji, to w zasadzie był to jeden materiał w trzech różnych kolorach ściągnięty z Holandii. To mieszanka wiskozy i innych włókien, które sprawiają, że jest bardzo elegancki i tak trwały, że w uszytych z niego spodniach można robić szpagat. W jesiennej kolekcji skupiłam się na tym, by były to rzeczy ciepłe. Muszę przyznać, że jestem osobą, która zimą bardzo cierpi z powodu pogody i ciągle marznie, więc szukałam wełny, która będzie nie tylko bardzo ciepła, ale też efektowna. Udało mi się taką znaleźć, więc od razu zamówiłam kilka wersji kolorystycznych tego materiału, bo gdy już znajdziesz dobry materiał, to warto się go trzymać.

EK: A naturalne materiały? Ubrania przez ciebie szyte nie muszą być w 100 procentach naturalne?

KW: Jestem bardzo otwarta na każdy rodzaj materiałów. Każdy ma inne cechy i właściwości. Nie mam misji szycia tylko z materiałów naturalnych, bo sam fakt, że coś jest w 100 procentach bawełną, nie oznacza wcale, że jest dobre. Plantacje bawełny pochłaniają olbrzymie ilości wody. Dobór materiałów zależy od specyfiki danej rzeczy. Ubrania, które szyję, muszą być bardzo trwałe, więc jeśli mogę, wybieram mieszanki włókien naturalnych i sztucznych. Ogromnym plusem materiałów syntetycznych jest to, że szybko schną i nie gniotą się. Sportowcy nie noszą strojów z naturalnych materiałów, ale tkaniny, z których szyte są ich ubrania, są najdroższe i do ich produkcji zostały wykorzystane najbardziej zaawansowane technologie. Myślę, że projektując, warto mieć wiedzę na temat właściwości każdego włókna i dobierać je do konkretnego projektu.

Codzienny Nayt na Instagramie

EK: Jesteśmy w twoim mieszkaniu, które, tak się składa, jest również twoją pracownią. Opowiedz, jak wygląda twój dzień pracy? Czy praca w domu ma dla ciebie więcej plusów czy minusów?

KW: Dla mnie praca w domu ma zdecydowanie więcej plusów, ale muszę przyznać, że swojej pracy nie wykonuję jedynie w mieszkaniu, bo na przykład szukanie materiałów oznacza jeżdżenie po całej Polsce. A jak już zadecyduję, że jakiś projekt wchodzi do kolekcji, to muszę regularnie bywać u krawcowej. Praca w domu to jest głównie praca koncepcyjna i projektowanie, a później odszywanie pierwszych wzorów. To, jak wygląda mój dzień, zależy od tego, w którym miejscu pracy nad kolekcją się znajduję. Jeśli to jest właśnie ten pierwszy etap obmyślania projektów, to faktycznie potrafię siedzieć w domu dwadzieścia cztery godziny na dobę i wymyślać konstrukcję, odszywać prototypy i po kilka razy sprawdzać, czy trzeba coś zmienić.

EK: Wiele osób wykonujących pracę w domu ma problemy z prokrastynacją. Mi często zdarza się odwlekać siadanie do komputera. Wymyślam sobie wtedy różne prace, na przykład generalne porządki w szafie. Jak ty sobie radzisz ze skupieniem się wyłącznie na pracy?

KW: U mnie to jest zupełnie w drugą stronę. Kiedy skupiam się na pracy, to nie ma dla mnie nic poza nią. Stanowi to problem dla ludzi, którzy są obok mnie. Ciężko jest utrzymać zdrowe relacje ze znajomymi, pracując tak dużo. Jeśli chodzi o obowiązki domowe, to przed targami i premierą kolekcji, kiedy mam najwięcej pracy, jestem zupełnie wyłączona z życia i potrafię przepracować kilkanaście godzin non stop. Wtedy rzeczy związane z prowadzeniem domu, jak na przykład sprzątanie, dla mnie nie istnieją.

EK: Czyli trzeba cię odciągać od pracy.

KW: Zdecydowanie trzeba. Uważam, że to jest największy problem pracy w domu, bo w pewnym momencie można bardzo łatwo zatrzeć granice między odpoczynkiem a pracą i zatracić zdrowe do niej podejście. Ale chyba ten problem bierze się z tego, że kiedy robisz to, co lubisz, a nawet kochasz, to psychicznie nie czujesz, że jesteś w pracy.

Artykuł opublikowany w numerze 15 ZŻ #przyszłość we wrześniu 2017