Z miłości do drewna
Rarskim zaczął być, gdy próbował dogonić piłkę toczącą się ze zbocza. Potem, gdy szukał studiów, które go pochłoną i gdy włóczył się po Skandynawii, by zarobić na życie. Rarskim był też wtedy, gdy odkrył, że w miejscu, z którego zawsze uciekał, może połączyć jedno z drugim. I zaczął żyć z pasji. Na wirtualnych regałach Artvesta.pl można znaleźć meble, które tworzy. Wystarczy kilka kliknięć myszki, żeby te cuda przywędrowały do nas prosto z warsztatu, znajdującego się u podnóża polskich Gór Sowich.
Agata: Jak narodziła się twoja pasja?
Rarski: Tu gdzie mieszkam drewno jest wszędzie. Wielu ludzi w moich rejonach pracuje z wykorzystaniem tego surowca. Tartaki, stolarnie, przedsiębiorstwa leśne. Przyzwyczaiłem się do drewna. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Gdzieś w głębi serca wierzyłem, że ta robota przyniesie mi szczęście. Trochę jednak musiałem się naczekać na ten jedyny kawałek drewna, który uświadomił mi, że to będzie mój sposób na życie.
A: Za co kochasz pracę z drewnem?
R: Za to, że jest nieprzewidywalne. Z pozornie nic nie wartej deski można wydobyć piękno. Kocham tę przemianę. Nigdy nie wiem, co mnie czeka podczas obrabiania materiału. Trochę przypomina to szlifowanie diamentu.
A: Jednoosobowe manufaktury, niewielkie firmy rodzinne, biznesy stworzone z pasji przyjaciół – to z nich składa się Artvesta. Za każdą z tych osób stoi wyjątkowa historia. Każda z nich doskonale pamięta nie zawsze łatwe początki. A jak to było u ciebie? Czy pamiętasz swój pierwszy samodzielnie wykonany mebel?
R: Pamiętam dobrze. Kilka stołków ze świerkowego drewna i starych desek wykorzystywanych na budowach do wylewania betonu. Materiał z odzysku. Tak to się dzisiaj nazywa. Wtedy nie myślałem o tym w ten sposób. Sprzedałem te stołki, a za zarobione pieniądze kupiłem wymarzone buty, więc było sporo radości.
A: Twój warsztat znajduje się u podnóża Gór Sowich. Tutaj mieszkasz i tworzysz. Czy klimat tego miejsca pomaga ci w pracy, inspiruje?
R: Cisza, spokój, slow life pełną gębą. To idealne warunki. Do tego pomocni ludzie wokół. To pomaga w pracy. Inspiracje czerpię głównie z ukończonych projektów. Napędzają mnie do działania. Dużo obserwuję i staram się włożyć w projekty coś od siebie. Na razie eksperymentuję w poszukiwaniu własnego, niepowtarzalnego stylu.
A: Jak wygląda twój dzień pracy?
R: Nie mam stałych godzin pracy. Staram się bilansować to w ten sposób, by zawsze być w pełni wypoczętym, gdy tworzę kolejny mebel. Chyba, że sytuacja wymaga ciężkiej pracy. Wtedy się nie oszczędzam.
A: Meble tworzysz wyłącznie ręcznie, za pomocą narzędzi znanych stolarzom od wieków. Czy nigdy nie kusiło cię, aby ułatwić sobie pracę i sięgnąć po wynalazki naszych czasów?
R: Dłuta i reszta tradycyjnych narzędzi to codzienny element pracy. Używam tylko prostych narzędzi elektrycznych, takich jak szlifierki i piły. Nie ma mowy o cyfryzacji obróbki drewna, jak w przypadku frezarek CM. Każda sesja jest u mnie niepowtarzalna, każdy mebel jest inny.
A: Czy tworzysz meble na indywidualne zamówienie klienta?
R: Tak, chociaż staram się unikać super spersonalizowanych zamówień. Zawsze daję dużo od siebie i często robię rzeczy, które odpowiadają przede wszystkim mi. Później nie zawsze znajdują nabywców, ale to już inna sprawa.
Agata: Tutaj nie ma mowy o taśmowej produkcji. Wykonanie jednego mebla zajmuje sporo czasu. Ile dokładnie?
R: Zależy od stopnia skomplikowania projektu. Duży stół to przynajmniej tydzień pracy. Stołek to jeden, dwa dni. Nie jest to masowa produkcja i nie chcę, żeby taką się stała.
A: Czy po tak czasochłonnym procesie twórczym trudno rozstać się ze swoim dziełem?
R: Z jedną rzeczą ciężko było mi się rozstać do tego stopnia, że sam dostarczyłem gotowy produkt do właścicielki na drugi koniec Polski. To fajna historia, która trwa do dziś. Dała mi dużo pewności siebie i bardzo uszczęśliwiła.
A: Dlaczego warto kupować produkty tworzone przez pasjonatów, takie jak na przykład meble z litego drewna, które tworzysz?
R: Warto je kupować dlatego, że ktoś wkłada w to bardzo dużo serca. Dostajecie coś prawdziwego, bez żadnej ściemy i z inną energią niż meble produkowane na masową skalę. Rzeczy z manufaktur zazwyczaj kosztują więcej, ale wierzę, że warto inwestować w pracę ludzkich rąk.
//
Naprawdę nazywa się Michał Brzeski. Trochę dolnoślązak, trochę góral. Dłubie w drewnie od 16 roku życia. Ciągle powtarza, że nauczono go szacunku do materiału, z którym pracuje. Właścicielka Artvesty to Agata Buszowska. Młoda mama, pracownik międzynarodowej korporacji i w końcu estetka, miłośniczka rzeczy pięknych. Produkty Rarskiego znaleźć można w sklepie internetowym Artvesta.