Półka z książkami. Anka Sasnal
Zawsze marzyła o tym, by mieć dużo czasu na czytanie. Teraz wreszcie może sobie na to pozwolić: czyta prywatnie, czyta zawodowo, potrafi czytać całymi dniami. Kupowanie książek to jej wielka słabość, przyjemność, której nie potrafi sobie odmówić. Z Anką Sasnal rozmawiam na chwilę przed reorganizacją jej biblioteki po przeprowadzce.
Agata Napiórska: W waszym domu książki porozkładane są w różnych miejscach. W jaki sposób tworzycie swoją bibliotekę?
Anka Sasnal: Wielokrotnie próbowaliśmy uporządkować książki. Skończyło się na tym, że oddzieliliśmy literaturę od książek o sztuce. Teoretycznie jest to możliwe, każdy dostał swoją półkę na książki ulubione, takie skarby, i wydzieliliśmy kilka wspólnych półek na dział historyczno-społeczny. Moja mama była bibliotekarką i spędzałam z nią dużo czasu w czytelni i przy katalogowaniu książek. Myślałam więc kiedyś, że naszą biblioteczkę metodycznie ogarnę. Ale nic z tego. Sympatie się liczą. John M. Coetzee jest sąsiadem Doris Lessing, a Herta Műller Agalaji Veteranyi. Różewicz jest osobny i Camus – oni i wszystko o nich. Broniewski ma dużo miejsca. Mam kilka starych wydań poetów i Alberta Camusa, to są książki święte. Zdarzają się też nieoczywiste spotkania na półce.
Jednak czasami przychodzi taki dzień, kiedy Wili rzuca hasło „musimy uporządkować książki”, co dla niektórych książek oznacza degradację – lądują na najniższych albo najwyższych, trudno dostępnych półkach, przykry los książek przeczytanych ze świadomością, że się już do nich nie wróci, przypadkowych, rozczarowujących.
AN: Czyli Wili ma mniej sentymentalne podejście do porządków na półkach.
AS: Książki są porozkładane w całym domu. Wili czasem twierdzi, że są w nieładzie, a ja lubię układać je w trochę przypadkowych miejscach. Kiedy wracam do domu z nowymi, zostawiam je na parapecie w najbardziej widocznym miejscu, i kilka dni tak sobie leżakują. W sypialni zalega literatura do snu, co nie znaczy, że gorsza. Wili czasem przynosi do sypialni to, co akurat czyta, i ostentacyjnie kładzie osobno, daleko od stosu.
Jest jeszcze biblioteczka w miejscu, gdzie pracuję. Duży regał, ale tam teraz panuje totalne bezkrólewie. Przeprowadzamy się i właściwie na kilka miesięcy zawiesiłam układanie książek. Efekt jest taki, że czekają w stosach na podłodze, pomieszane. To jest dla nas przedsięwzięcie – przewieźć książki i ułożyć od nowa, ustalić jakieś nowe reguły. A może znajdziemy coś zapomnianego, książkę długo nie widzianą, tkwiącą w poczekalni wysoko na półce? Kilka razy popełnialiśmy błędy, degradując książki. To nowe miejsce do czytania jest wymarzone, będzie górowało nad całym domem.
AN: A książki dla dzieci?
AS: Oczywiście dzieci mają książki w swoich pokojach. Kacper oddał swoje z dzieciństwa Ricie, chociaż nie wszystkie (też ma swoje świętości), i zabrał kilka naszych, uznając, że teraz należą do niego. I jest jeszcze mała półka w kuchni, na książki kulinarne, prasę i książki na krótkie spotkanie bez zobowiązań, czyli takie, które czyta się na przykład do śniadania. A kiedy Kacper, jedząc, przegląda książki kucharskie, to znaczy, że je oczami i nadszedł czas na zakupy i porządny obiad, bo w lodówce jest tylko światło.
AN: Od dziecka byłaś zadeklarowaną czytelniczką?
AS: Tak, bardzo dużo czytałam. W ten sposób spędzałam czas. Miałam swoje ulubione książki, które czytałam w kółko, na przykład Safari Hatari Ady Wińczy. Czytałam właściwie wszystko, co mi wpadło w ręce. Chaos. Pierścień i Róża, Stary człowiek i morze i Orzeszkowa… Zresztą ta wczesna lektura Orzeszkowej uratowała mi kiedyś życie już na studiach. Z dzieciństwa znałam tekst Panna Florentyna i w rozpaczy w trakcie egzaminu tę pannę przywołałam, zadziałało. Może egzaminująca też lubiła Florentynę? Wiesz, jak sobie czasem pomyślę o tych moich lekturach, to strach mnie ogarnia. Uwielbiałam Trylogię, szczególnie Pana Wołodyjowskiego. Ale na szczęście wypuściłam się potem w świat. Miałam też okres buntu, chyba w wieku piętnastu lat. Krzyczałam rodzicom w twarz, że nie każdy musi czytać książki i że ja właśnie nie mam zamiaru. Trwało to krótko i jako buntowniczka przeniosłam się na zupełnie inne tereny. W wieku może jedenastu lat przeczytałam Obcego Camusa i mogę powiedzieć, że podczas pierwszej lektury nic nie zrozumiałam, ale tamto poczucie niezwykłości tej książki zostało mi do dzisiaj. To jedna z najważniejszych dla mnie książek. Stała się inspiracją do naszego ostatniego filmu.
Tak sobie pomyślałam , że czytania nie wiążę ze szkołą. Raczej czytałam, żeby się nie uczyć! Cudownie wspominam też pierwszy rok studiów. Dostałam się na romanistykę i już po kilku miesiącach wiedziałam, że to nie dla mnie. Przestałam właściwie chodzić na zajęcia, coś tam zaliczałam, żeby mnie nie wywalili, i całymi dniami czytałam pod pozorem przygotowań do egzaminu na polonistykę. Wtedy to były również złote czasy biblioteczne.
AN: Pamiętasz swoją pierwszą samodzielnie przeczytaną książkę?
AS: Wcześnie nauczyłam się czytać i pisać – przy kaligrafii starą metodą wychowawczą stosowaną przez moją mamę, czyli krzywe litery w linijce równa się wyrwana kartka. Kiedyś podczas takiej sesji straciłam cały szesnastokartkowy zeszyt. To były czasy atramentu i łez. Ale w związku z wczesną edukacją domową w zerówce i w pierwszej klasie trochę się nudziłam. A pierwszą książką, którą na pewno przeczytałam sama, była Sierotka Marysia Marii Konopnickiej, wydanie z lat 50. w płóciennej obwolucie, piękne. Przeczytałam, a nawet nauczyłam się na pamięć tej wierszowanej części, a fragmenty pamiętam do dziś. A! I jeszcze jedna książka, którą czytałyśmy z moimi siostrami – dwutomowe wydanie Czterech pór roku, opowiadania o zwierzętach z ilustracjami. Okropnie zniszczyłyśmy te książki. Dziecięce bazgroły, naderwane kartki. Rozpadło się to po latach. Niedawno zaniosłam te książki do introligatora i on dokonał cudu. To był mój prezent urodzinowy dla mamy – odnowiona stara książka. Na pierwszej stronie jest dedykacja od jej ojca, bo to ona dawno temu tę książkę dostała w prezencie, a dalej trochę naszych rysunków.
AN: A jakich tytułów masz po kilka wydań? To pewnie muszą być twoje ulubione, do których najczęściej wracasz.
AS: Mam kilka wydań Obcego, w tym nawet takie brzydkie szkolno-lekturowe, i Dżumy-. Ostatnio dostałam w prezencie wydanie Gallimarda z 1947 roku. Zawsze się wzruszam, gdy trzymam taką książkę w rękach. Gombrowicza kilka tytułów. Orwella. I Mistrza i Małgorzatę. Czasem kupuję ze względu na nowe tłumaczenie. Tak było ostatnio z Rękopisem znalezionym w Saragossie. A czasami jest jakieś wyjątkowo piękne wydanie, ale dotyczy to raczej wydań z przeszłości, bo te współczesne to jest często estetyczna zbrodnia. Zdarzyło się kilka razy, że przyniosłam książki do domu i Wili zrobił dla nich nowe okładki. Mamy więc takie przerobione egzemplarze książek, na przykład Hanny Krall i Zbigniewa Herberta.
AN: Wspominałaś, że robisz notatki po przeczytanych lekturach, zaznaczasz też w samych książkach? Jak wyglądają te twoje notatki, co zapisujesz?
AS: Tak, robię notatki. W książkach również. To jest dosyć chaotyczne. Zapiski w notesach dotyczą czasem treści, a czasem są to rzeczy, które po przeczytaniu powinny mi zostać w głowie. Uświadomiłam sobie kiedyś, jak wielu książek nie pamiętam, jak wiele ważnych rzeczy przeczytałam, a one uleciały. Więc czasem na własny użytek streszczam. Zapisuję cytaty. Mam bardzo dużo notesów. Interesuje mnie zagadnienie relacji polsko-żydowskich, więc mam sporo książek na ten temat i robię w nich notatki. Zapisuję moje przemyślenia, pytania. Ale też zakreślam całe partie tekstu i stawiam tylko wykrzyknik. Dużo wykrzykników jest w tych książkach. To są moje emocje. Zaznaczam też pojedyncze zdania, które po prostu dobrze brzmią w głowie. W taki właśnie sposób zaczęłam pracę nad scenariuszem do ostatniego filmu. Wypisałam z Obcego około dwudziestu zdań, na przykład „Strząsnąłem pot i słońce”, i wokół nich budowałam historię. Scenariusz do naszego pierwszego filmu też właściwie opierał się na notatkach z lektury książek Grossa. Więc może czasem chaotyczne, zbyt osobiste, ale przydają się.
AN: Pewnie dużo czytałaś swoim dzieciom. Udało ci się wychować je na czytelników?
AS: Czytałam i nadal czytam. Rita ma sześć lat, więc codzienne wspólne czytanie przed snem to jest rytuał. Wymieniamy się z Wilim. Raz ja, raz on, a Ritka bardzo tego przestrzega i pilnuje. Ja najchętniej czytam z nią wiersze, mamy ulubione, na przykład Kołysanki dla Zuzanki i Wiersze dla niegrzecznych dzieci. Kiedy czyta Wili, Ritka szybko zasypia, bo Wili czyta spokojnym, monotonnym głosem nawet najśmieszniejsze historie. A Kacper w dzieciństwie czytał o wiele więcej niż teraz. Zresztą Ritka odziedziczyła po nim sporo angielskiej literatury dla dzieci. Nie mogę powiedzieć, że Kacper jest siedemnastoletnim pożeraczem książek, ale nie znaczy to również, że nie czyta. Robi to w swoim rytmie. Czasem prosi o radę, ale zazwyczaj sam wybiera lektury. I to nie jest polska literatura.
Muszę jeszcze powiedzieć o ich szkole. Obydwoje chodzą do szkoły brytyjskiej i tam dzieci od najmłodszych lat uczą się życia z książkami, wśród książek. Ritka ma taki czytelniczy dzienniczek i codziennie zapisujemy tytuł czytanej książki i liczbę przeczytanych tego dnia stron. Dzieci korzystają z biblioteki, mają tam zajęcia polegające na przykład na wspólnym czytaniu albo starsze czytają młodszym w parach. Mam więc duże wsparcie w wychowywaniu moich dzieci na ludzi czytających książki.
AN: A czy tobie nadal zdarza się korzystać z bibliotek, czy wolisz mieć książkę na własność?
AS: Nie pożyczam już książek w bibliotece. W dzieciństwie, jak już mówiłam, spędzałam w bibliotece dużo czasu, bo mama pracowała w Bibliotece Publicznej w Tarnowie.
Z moimi siostrami podkradałyśmy czyste karty katalogowe i wypełniałyśmy je w domu, a potem godzinami bawiłyśmy się w wypożyczanie książek. Bardzo chciałam być bibliotekarką. Oczywiście odyseja biblioteczna to były studia. Wypełnianie, zamawianie, czekanie. Muszę przyznać, że przetrzymywałam książki, a potem oddawałam z bólem. Dawniej nie miałam pieniędzy, żeby kupować książki, więc obiecałam sobie, że w lepszych czasach nie będę sobie odmawiać. Nadeszły lepsze czasy, a kupowanie książek to chyba moja słabość. Cieszy mnie posiadanie książek. Kupuję różne wydania tego samego tytułu. Książki przeczytane na Kindlu i tak później kupuję, żeby je po prostu mieć.
AN: Czyli nie tylko papier. Zdarza ci się korzystać z czytnika! Co czytasz na Kindlu?
AS: Na Kindlu czytam wyłącznie w podróży. Długo się wzbraniałam, aż dostałam w prezencie urodzinowym i teraz doceniam jego praktyczność. Lubię ten moment, rytuał przed podróżą,
kiedy walizki już gotowe, a ja pakuję książki do Kindla i nie muszę się martwić, że bagaż będzie za ciężki. Ale po powrocie czytnik ląduje na półce, a ja, jeśli nie skończyłam czegoś czytać, kupuję i czytam na papierze. Mam dużo książek w bibliotece Kindla, między innymi Odyseję i Boską komedię – to są teksty do czytania na zawsze, czyli zawsze mogę do nich wrócić. Mam dużo współczesnej literatury polskiej, wszystkie wydane dotąd tomy Mojej walki, biografie, reportaże, eseje. Ale poezji na Kindlu nie mogłabym czytać.
AN: O jakich porach najchętniej czytasz?
AS: Trudne pytanie. W spokojnych czasach udaje mi się poświęcić na czytanie nawet kilka godzin, po wyjściu dzieci do szkoły i ogarnięciu rzeczywistości czytam i nazywam to czytaniem zawodowym. Po południu to już raczej kradnę czas, ale niekiedy się udaje. Czytam zawsze przed snem, a po wyjątkowo ciężkim dniu zamykam się w łazience i czytam w wannie. Mój wymarzony tryb życia wprowadzam w czasie naszych dłuższych wyjazdów. Po prostu czytam całymi dniami i coś tam robię między czytaniem. Po kilku dniach nieczytania staję się nerwowa, więc to jest chyba uzależnienie. Ważna jest nawet mała dawka, ale codziennie.
AN: Piszesz scenariusze, a myślałaś o napisaniu książki?
AS: Oczywiście! Kto z nas nie myślał? Takie słowa przychodzą mi do głowy, chyba jakiś krytyk literacki tak powiedział – że zbyt kocha literaturę, żeby zacząć ją tworzyć. To dobra wymówka, a do tego jeszcze brak czasu, tysiące spraw, które pewnie można odłożyć, ale teraz właśnie uniemożliwiają ci pracę. Ciężar drobiazgów zamiast pisania.
AN: A powiedz jeszcze na koniec, jako że to numer pod tytułem Ojczyzna – czy masz swojego ulubionego polskiego pisarza?
AS: Klasyka, czyli poeci Różewicz i Broniewski. Wiesz, w jednym z wierszy Broniewskiego, gdy miałam kilkanaście lat, zaimponowało mi słowo „bóg” napisane małą literąi tak już zostało. Ale jeśli mowa o ojczyźnie, to uważam, że jedną z najważniejszych książek ostatnich dwudziestu lat jest Utwór o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff.
//
Rozmowa ukazała się pierwotnie w numerze ZŻ #OJCZYZNA.