Ping pong do 6, czyli sześć pytań do… Alka Morawskiego
W dzisiejszym odcinku na sześć szybkich pytań wyczerpująco odpowiada znakomity rysownik, wielbiciel lat 90. w wersji polskiej i amerykańskiej – Alek Morawski znany również jako Lis Kula – ambasador akcji #CreateAsus. Chcecie go spotkać, przybić piątkę albo jeszcze lepiej – zakupić jego plakaty – zajrzyjcie do Strefy ASUS na Targach Plakatu 3 grudnia!
1. Z czym kojarzą ci się lata 90.?
Jako, że wchodząc w lata 90. miałem dwa lata, tamte czasy kojarzą się ze wszelkiej maści popkulturą wciskaną dzieciakom. Filmy, kreskówki, komiksy i książki chłonąłem jak odkurzacz i dzisiaj patrzę na tamte czasy przez ten pryzmat. Byłem bardzo podatny na te wszystkie najntisowe zajawki, które teraz są trochę taką nostalgiczną kliszą lat 90tych. Miałem więc coś w sobie z takiego chodzącego stereotypu dziecka z tamtych lat. Chodziłem w bojówkach, z yo-yo w ręku i walkmenem w kieszeni. Kiedy wyszedł „Kosmiczny mecz”, chciałem zostać następnym Michealem Jordanem, a dwa lata poźniej podczas Mistrzostw Świata we Francji, wiedziałem, że zostanę piłkarzem na miarę Ronaldo. Nie przeszkadzał mi w tym fakt, że przez cały ten czas byłem najgorszy z wuefu bo większość wolnego czasu spędzałem na oglądaniu telewizji. Znałem na pamięć każdą reklamę, obszarem moich największych zainteresowań były nowe smaki czipsów, rzadkie tazosy i gadżety dodawane do Kaczora Donalda.
Stąd jestem trochę takim ultrasem tej dekady. Denerwuję się, gdy oglądam po latach jakiś film z dzieciństwa i okazuje się, że nie jest aż taki wspaniały jak mi się wydawało, bo sam nie umiem przyznać przed sobą, że coś z tamtych lat mogło być dalekie od ideału. Już od paru lat estetyka najntisów mocno wraca do łask za sprawą muzyki i sztuki vaporwave’owej, która wyśmiewa trochę niezdarność tamtych czasów. Na pewno był to okres poszukiwań, czas kiedy grafika komputerowa dopiero wchodziła w okres dojrzewania i hormony mogły trochę za mocno buzować. Ja mam jednak trochę mniej ironiczny stosunek do tamtych lat i nie umiem na nie patrzeć inaczej niż przez różowe okulary. Można śmiać się Pana Spinacza z Worda 98’ czy piosenek Venga Boysów, ale nikt mi nie powie, że powstał kiedyś piękniejszy film niż „Król Lew”.
2. Urodziłeś się w, jak to się mówi, słonecznej Kaliforni, długo tam mieszkałeś? Z czym kojarzy ci się Kalifornia? A z czym Warszawa?
Można powiedzieć, że wychowywałem się na zmianę w Kalifornii i w Polsce, bo w czasach dorastania stale się z Mamą przemieszczaliśmy. Urodziłem się owszem w Stanach, ale poszedłem do przedszkola już w Warszawie. Po dwóch latach znów powrót do Stanów i tak w kółko. Pamiętam jak idąc do amerykańskich starszaków nie umiałem ani słowa po angielsku i starałem się nauczyć przedszkolanki polskich słów, żeby się ze mną porozumiewały. Poźniej z kolei wróciłem do Polski z mocnym amerykańskim akcentem. Przedstawiałem się “Jestem siedem” i mówiłem do pań w sklepach spożywczych “daj gumę” bo nie znałem polskich zwrotów grzecznościowych. Te dwa światy trochę mi się zlewały w całość. Szokowało mnie na przykład, że w polskiej telewizji Myszka Miki umie mówić po polsku. Ale miałem tę świadomość, że Stany są uprzywilejowanym rajem dobrobytu. Na swój infantylny sposób zauważałem ten ogromny kontrast pomiędzy nimi, a Polską. W Warszawie mieszkałem w małym M2, w raczej zwykłym bloku, w Kalifornii widziałem ten świat luksusu, domy z basenami i kabriolety na ulicach. W amerykańskiej podstawówce mieli takie zajęcia “Show and tell” gdzie dzieci stawały na forum i prezentowały jakąś swoją rzecz (najczęściej zabawkę). Pamiętam jak wypełniony dumą chciałem im pokazać swoją ukochaną figurkę żółwia ninja i zostałem wyśmiany przez całą klasę bo zabawka okazała się tanią podróbką, czego ja nie byłem w stanie dostrzec. Z kolei gdy wracałem do Polski, byłem uzbrojony w VHSy filmów, które nie zdążyły się nawet ukazać w polskich kinach i cało osiedle chciało się do mnie schodzić na seanse. Znowu to co najmocniej pamiętam to ta popkultura. Myślę, że mój dostęp do tych amerykańskich bajek z Nickelodeon w połączeniu z polskimi dobranockami miał ogromny wpływ na to co teraz robię.
3. Kiedy postanowiłeś zostać rysownikiem?
Zawsze bardzo dużo rysowałem. Od kiedy w sumie pamiętam bylem tym dzieckiem „które rysuje”, czyli mnie proszono o jakieś rysunki do gazetek szkolnych, karano za rysowanie podczas lekcji itp. Moja Mama widząc, że miałem taką zajawkę zapisywała mnie na różne zajęcia plastyczne dla dzieci. Lubiłem to robić, ale jakoś nie wiązałem z tym szczególnie przyszłości bo zewsząd słyszałem głosy, że to nie jest poważny zawód. Dopiero jak wyszła „Katerda” Bagińskiego, pozazdrościłem mu sukcesu i pomyśłałem, że może jednak wyrosnę na poważnego człowieka, żyjąc ze sztuki.
4. Czy lubisz to, co robisz na tyle, że nie chciałbyś robić w życiu nic innego?
Trudno mi powiedzieć. Raczej nie chciałbym z tego rezygnować, bo zainwestowałem w to dużo czasu i serca. Czasami mam tak, że spełniam się w tym na 100% a czasami zwyczajnie mi się nie chce i chcę sobie od tego odpocząć. Nie lubię sprzedawać ludziom coachingowej gadki, że żyję w całości swoją pasją, nie potrafię żyć bez rysowania, bo najzwyczajniej w świecie różnie to bywa. Miałem okresy, gdzie koncentrowałem się wyłącznie na rysowaniu. Wtedy faktycznie najszybciej się rozwijam i jestem przesiąknięty determinacją, wyobrażając sobie siebie jako wszechmogącego olimpijczyka. Ale nie jestem człowiekiem z podzielną uwagą. Jeśli będę rysował cały dzień, nie będę też brał pryszniców, jadł śniadania, robił sobie herbaty czy dbał o swoje życie jakkolwiek. Zazwyczaj mam do swojego zawodu mniej hardkorowe podejście. Rysowanie mnie po prostu relaksuje i jest bardzo przyjemną formą spędzania czasu.
5. A gdybyś jednak musiał robić coś innego, to co by to było?
Mimo tego, że mocno się jąkam od wielu lat chciałem zostać raperem i to nie jest żart. Miałem nawet swoją grupę ze znajomymi i graliśmy pierwsze koncerty, ale w najgorętszym okresie musiałem zrezygnować z kariery rapera na rzecz terapii jąkania, gdzie rapowanie bylo zakazane bo trzeba było mówić baaaardzoooo wolnoooo. Nigdy w sumie nie osiągnąłem strawnego dla przeciętnego słuchacza poziomu, ale gdzieś to marzenie wciąż we mnie jest i jeśli tylko kiedyś odłożę swoje kokosy z ilustracji, to zamknę się na rok w studiu i nagram klasyk dla przyszłych pokoleń.
6. Gdzie najlepiej ci się pracuje i kiedy (o jakiej porze?)
Wynajmuję pracownię, ponieważ mam tendencję do robienia niezłego burdelu i nie chcę tego robić u siebie w domu. Staram się pracować jak przykładny obywatel 8 godzin dziennie wychodząc wieczorem do domu, ale jednak najlepiej mi się pracuje późno w nocy. Zdarza się to wyłącznie przed wielkimi deadline’ami ale przygotowuje się na to mentalnie cały tydzień. Gdy przychodzi ten specjalny dzień, pracuję grzecznie od samego rana. Koło dwudziestej robię się powoli zmęczony i zrezygnowany ale mniej więcej po północy mija mi senność i wchodzi adrenalinka. Popijam sobie wtedy zimną kawę ale jeszcze gorzej, taniego energetyka, zakładam słuchawki i wyłączam się na zewnętrzny świat. Może pomaga tutaj fakt, że nie muszę odpowiadać na żadne maile, nikt do mnie nie pisze i niczego nie wymaga. Wchodzę w jakiś taki medytacyjny stan wyższej świadomości i o dziwo mam zwyżkę produktywności. W sumie większość swoich ulubionych prac kończyłem właśnie gdzieś tak o piątej, szóstej rano. Na następny dzień nie mam na nic siły, wstaję o trzynastej i ogładam seriale jakbym leczył kaca.
//
Alek bierze udział w akcji #CreateAsus, której finał odbędzie się na Targach Plakatu (Warszawa, 3 grudnia), w specjalnej strefie ASUS, gdzie będzie można go spotkać i pogadać.
//
Alek Morawski
Rocznik 88, absolwent ilustracji w California College of the Arts. Rysuje do płyt, czasopism i książek. Chce wydać własną książkę i namalować więcej murali. W nieokreślonej przyszłości zostanie znanym i niesmacznie obnoszącym się swoim bogactwem raperem.