Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Wiecie, że za pierwszy dom kultury powstały na terenach Polski uznaje się dom ludowy założony przez księdza Pawła Brzostowskiego w 1767 roku w leżącym obecnie na terenie Litwy, Mereczu? O przeszłości, teraźniejszości i przyszłości Domu Kultury Kadr rozmawiam z Łukaszem Strzelczykiem – Koordynatorem Działu Programowego Domu Kultury Kadr.

Mateusz Bzówka: Z czego wyrasta idea domu kultury jako takiego? Skąd wzięły się te instytucje?

Łukasz Strzelczyk: Domy kultury są bardzo dobrze zakorzenione w tkance społecznej – nie tylko polskiej. Ich rodowód sięga XVIII wieku, a za pierwszy dom kultury można uznać dom ludowy założony przez księdza Pawła Brzostowskiego w 1767 roku w Mereczu.

MB: Jaka jest ich misja?

ŁS: Domy kultury, społeczne, ludowe czy centra kultury, były i są przedłużeniem polityki kulturalnej realizowanej przez konkretne programy czy jak obecnie, samorządy. Czysto intuicyjnie można je nazwać instytucjami pierwszego kontaktu z kulturą. Są to więc miejsca kojarzone z edukacją artystyczną, sztuką i szerzej, kulturą nieprofesjonalną. W polskich realiach nie bez znaczenia jest kontekst uwikłania w powojenną politykę i swego rodzaju indoktrynację związaną z kreowaniem nowego, socjalistycznego człowieka. Na ich bazie narosły obecne stereotypy i nieufność, z którą musimy się czasem mierzyć.

MB: Jakie wyzwania stoją przed dzisiejszymi domami kultury?

ŁS: Na pewno wraz z transformacją ustrojową zmieniły się realia funkcjonowania. Mierzyć trzeba się nie tylko z problemami natury finansowej, konkurencją instytucji prywatnych, ale może przede wszystkim z nowymi formami spędzania wolnego czasu.

MB: Co zatem w czasach zanurzonych w wirtualności może zaoferować taka instytucja?

ŁS: Paradoksalnie bardzo dużo. Świadczy o tym chociażby zapotrzebowanie i popularność zajęć związanych z pracą rzemieślniczą, powrotem do prac ręcznych etc. Naszym nadrzędnym celem jest jednak kształtowanie nowoczesnego i świadomego uczestnictwa w kulturze, wspieranie lokalnych inicjatyw, uczenie odpowiedzialności za najbliższe otoczenie, inspirowanie i uczenie.

MB: Domy kultury, to, jak sam powiedziałeś, instytucje kojarzące się z PRL-em. Wtedy pełniły one bardzo ważną rolę. Jak to wygląda teraz? Czy można mówić, że przez ostatnie lata straciły na znaczeniu?

ŁS: Mam wrażenie, że wprost przeciwnie. Co więcej, odnoszę wrażenie, że współczesne domy kultury stają się zalążkiem nowej przestrzeni publicznej, horyzontalnej, inkluzywnej i możliwie demokratycznej, co akurat w przypadku Służewca i jego skomplikowanej historii, jest wyjątkowo istotne.

MB: Mam wrażenie, że dużym problemem tych instytucji jest jednak, z kilkoma wyjątkami, nietrzymanie ręki na pulsie tego co się teraz dzieje i jakie są wymagania współczesnych odbiorców, szeroko pojętej, kultury. 

ŁS: Procesy modernizacyjne, które następują od co najmniej kilkunastu lat, zaangażowanie rewelacyjnych aktywistów miejskich i animatorów, ale także odgórne programy wdrażane przez decydentów sprawiają, że domy kultury zaczynają się gwałtownie zmieniać. To już nie tylko centra artystyczno-edukacyjne odpowiadające na potrzeby mieszkańców, ale także miejsca aktywności lokalnej, operatorzy współpracy międzysektorowej, inicjatorzy lokalnych polityk kulturalnych i wiele innych.

Obserwuj DK Kadr na Facebooku i bądź na bieżąco!

MB: A DK Kadr? Jak jest u was? Czym różni się on od innych domów kultury?

ŁS: Wydaje mi się, że Kadr cechuje pewna odwaga i autorski pomysł realizowany przez Dyrektora – Zbigniewa Dardę. Nieszablonowe myślenie i skłonność do twórczego eksperymentowania, nie zawsze obecne w instytucjach kultury, przejawiają się np. w posiłkowaniu się zewnętrznymi ekspertami, konsultacjami społecznymi i gruntownym badaniu publiczności, udziale w licznych programach Laboratorium Edukacji Twórczej, ADESTE itp. Nie chodzi tu wyłącznie o sam udział w procesie, ale przede wszystkim systematyczne wdrażanie pozyskanej wiedzy i nabytych kompetencji. Mam również nadzieję, że wyróżnia nas spójność deklarowanej wizji instytucji ze wszystkimi elementami naszej działalności. Kończący się obecnie dwuletni proces transformacji i krystalizowania się instytucji może stać się ciekawym casem analitycznym, a może nawet wzorem do stosowania i powielania.

MB: Nowa siedziba to zupełnie nowe wyzwanie.

ŁS: Też mamy takie wrażenie! I nie chodzi wyłącznie o samą skalę – nowa siedziba jest siedem razy większa, niż poprzednia! To zrodziło nie tyle potrzebę, co konieczność stworzenia zupełnie nowej koncepcji działania opartej na stworzonej przez nas strategii. Tym samym stworzyliśmy nową instytucję, która co prawda odwołuje się do spuścizny DKF-u i samego Kadru przy ul. Gotarda, ale de facto tworzy zupełnie nowy byt organizacyjny. Wyzwaniem jest też nasza lokalizacja usytuowana na granicy Służewca Mieszkalnego i Przemysłowego, zwanego przez niektórych nieco złośliwie, Mordorem. Stwarza to konieczność dotarcia do wszystkich grup docelowych, które siłą rzeczy są mocno zróżnicowane.

MB: Dużo mówisz o specyficznej lokalizacji Kadru – wytłumacz proszę, naszym pozawarszawskim czytelnikom co masz tutaj na myśli.

ŁS: Specyfika lokalizacji Kadru wynika z osadzenia w dwóch, nieprzystających do siebie (pozornie?) światach: Służewca Mieszkaniowego i Biurowego (zwanego kiedyś Przemysłowym). To z jednej strony budownictwo gomułkowsko-gierkowskie, dawne zaplecze mieszkaniowe dla przemysłu i firm z pobliskich ulic Postępu czy Konstruktorskiej, z drugiej, największy w tej części Europy kompleks biurowy, pieszczotliwe nazwany Mordorem. Nowa siedziba Kadru znalazła się na ich granicy. Wyzwania jakie stoją przed nami zawierają się w pytaniu, jak zbudować mosty, co może łączyć oba te światy?

MB: Stara siedziba DK Kadr to niemal legenda, z którą żegnaliście się z pompą. Czy nowa siedziba instytucji obrośnie legendą i historią tak, jak niebieski blaszak, który opuściliście?

ŁS: Nie da się ukryć, poprzednia lokalizacja miała swój specyficzny urok. W formie był to zakonserwowany rezerwat PRL-u ozdobiony z zewnątrz wczesnym kapitalizmem a’la Polska lat 90. Dlatego nie dziwiło nas tak duże zainteresowanie naszą placówką, jakim cieszyliśmy się od jakiegoś czasu. Niewiele pozostało takich miejsc w Warszawie. Ta oryginalność połączona z odświeżonym programem sprawiała, że staliśmy się popularną destynacją dla odbiorców kultury.

MB: Jak myślisz, jak wygląda przyszłość domów kultury?

ŁS: Mam wrażenie, że ich funkcje będą ulegały stopniowym zmianom, zbliżając je powoli do centrów aktywności lokalnej. Wydaje się, że zmniejszy się ich rola usługowa czy opierająca się na samej prezentacji sztuki i kultury, a bardziej przechyli się w stronę partycypacji, rozwiązywania problemów społecznych, badania i rozumienia potrzeb, ale też odpowiadania na nie. Celem takich miejsc powinno być wypracowywanie narzędzi do rozumienie dynamicznie zmieniającego się świata, rozbudzanie świadomości za swoje otoczenie.

//

Łukasz Strzelczyk 

Doktorant ISNS UW i Koordynator Działu Programowego DK Kadr. Animator, kurator i producent w polu sztuk wizualnych oraz sound artu. Kurator wystaw m. in. w Muzeum Narodowym w Warszawie, BWA Sokół w Nowym Sączu czy galerii Piktogram. Pomysłodawca cyklicznego festiwalu muzycznego odbywającego się w ramach Festiwalu Przemiany w Centrum Nauki Kopernik. Współpracował z szeregiem instytucji kultury w Polsce, wśród nich wymienić można: Narodowe Centrum Kultury, Dom Spotkań z Historią, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ASP Szczecin czy Muzeum Powstania Warszawskiego. Swoje teksty publikował w prasie specjalistycznej (Glissando, Magazyn Muzyczny M/i, Hard art), jak i akademickiej.