Pocztówka z wakacji. Malta
Wypad na Maltę był prezentem urodzinowym dla przyjaciółki. Sam pewnie nigdy bym nie obrał tego kierunku podróży. Pomimo długiej i zawiłej historii, wyspa ta kojarzyła mi się wyłącznie z przyprawiającą o zawrót głowy mieszanką kultur.
I ten fakt by się zgadzał. Zaczynając od społeczeństwa, poprzez architekturę, a kończąc na kuchni – odnaleźć tu można Wielką Brytanię, Francję, Włochy, a nawet cechy charakterystyczne dla państw arabskich.
Piaskowce w kształcie angielskich domów, udekorowane kolorowymi drzwiami i okiennicami. Bary i restauracje, z obsługą, która z ogromną sprawnością przeskakuje z łamanej angielszczyzny na płynny język włoski. W karcie dań pasty, pizze, burgery i sztandarowa potrawa Malty, królik. Zakurzone i brudne ulice, które są torem wyścigowym dla wymijających się autobusów.
Tydzień spędzony na tej maleńkiej wyspie uświadomił mi jednak jedną rzecz. W chaosie skrywa się szczęście – to chyba dewiza życiowa większości Maltańczyków. Jest w niej ziarno prawdy. Wszystkie różnice kulturowe tracą na znaczeniu w zestawieniu ze słońcem, dzikimi plażami i tętniącą życiem przyrodą. Z resztą sami zobaczcie…
//
Alex Bielicki
W teorii brandingowiec i ninja social mediów. W praktyce fotograf, kucharz i dziennikarz. Wszystko spina w jedno tworząc bloga o życiu od kuchni: alexniespaltego.com