Chcemy robić rzeczy zwykłe w niezwykły sposób
Karolina Kuklińska przez kilkanaście lat pracowała jako stylistka w kobiecych magazynach. Teraz prowadzi z mężem firmę produkującą naturalne kosmetyki i środki czystości. Na pewno kojarzycie YOPE – szturmem wzięli polskie drogerie, a teraz podbijają zagraniczne rynki. Na szczęście udało nam się porozmawiać nie tylko o pracy, bo Karolina, jak sama przyznaje, nie jest typową bizneswoman.
Agata Napiórska: Wasza firma powstała z prostej potrzeby: chcieliście mieć mydło do rąk, jakiego brakowało na polskim rynku. A YOPE rymuje się z SOAP. Od tego się zaczęło, prawda? Który projekt był pierwszy?
Karolina Kuklińska: Sama nazwa YOPE powstała spontanicznie – jest prosta, chwytliwa, graficznie łatwa w komunikacji, krótka, miła dla ucha i dla oka. Wiedzieliśmy, że to będzie nazwa naszego nowego produktu. A że zajmiemy się na początku produkcją mydła, wiedzieliśmy od razu. Brakowało nam na rynku mydeł naturalnych, delikatnych, a jednocześnie skutecznych i przystępnych cenowo. I tak powstały mydła YOPE. Stworzyliśmy markę, która oferuje niecodzienne produkty codziennego użytku. Takie, które polubimy. Takie, które zresztą sami w domu stosujemy.
Chcieliśmy stworzyć rewolucyjny koncept – niezwykły świat YOPE, który nie będzie wyróżniał się tylko oryginalnymi produktami, ale będzie za nim stała nasza filozofia i estetyka. Nasza wizja, która jest nie do podrobienia.
Wiedzieliśmy więc, że wprowadzamy nowe mydło, i od początku mieliśmy koncepcję, że zawsze w linii będą trzy zapachy. To daje możliwość zaoferowania konsumentowi wyboru – zawsze ktoś coś dla siebie znajdzie, kompozycję, która mu podpasuje. Tym też kierujemy się przy tworzeniu nowych zapachów – jeden jest miły i słodki, drugi wytrawny, a trzeci zawsze jest mój, taki, który mi się osobiście podoba. I najczęściej okazuje się, że ten ostatni najgorzej się sprzedaje. Ale też mam świadomość, że wszystkie nasze zapachy są bardzo charakterystyczne, specyficzne i w sumie, oprócz designu i składu, to one w dużej mierze określają naszą markę.
Z ciekawostek: do tej pory nie było zapachów owocowych. Wynika to z tego, że ja, czyli osoba, która te zapachy tworzy i odpowiada za kreację kosmetyków, nadal muszę do nich dojrzeć i znaleźć taki, który będzie mi w 100% odpowiadał.
AN: Wcześniej przez klika lat zajmowałaś się stylizacją dla magazynów kobiecych. Na czym dokładnie polegała twoja praca i czy te lata doświadczenia pomogły ci w stworzeniu koncepcji YOPE?
KK: Pracowałam jako stylistka sesji modowych w sumie ponad piętnaście lat. Współpracowałam z najlepszymi projektantami, fotografami, gwiazdami oraz jeździłam na wystawy, pokazy najsłynniejszych marek taki jak Chanel, Kenzo czy Jean Paul Gaultier.
Ta praca bardzo dużo mi dała. Przede wszystkim nauczyłam się perfekcyjnej organizacji pracy, samodzielnego podejmowania decyzji i załatwiania pewnych spraw. Poznałam mnóstwo inspirujących osób. Dzięki temu nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych!
Poza tym ta praca oznaczała ciągłe bycie „na czasie” – chłonęłam style, trendy, zupełnie w naturalny sposób zauważałam, co jest na rynku, co się na nim dzieje i jakie nadchodzą zmiany – obserwując miasta, do których się jeździło na pokazy, tamtejsze magazyny, sesje, rynki. To jest wibrujący, buzujący świat pełen kreatywnych pomysłów, inspiracji i możliwości. Niesamowicie energetyczny. I przy okazji mody zawsze pojawiały się kosmetyki. Te dwa światy się przenikają i są do siebie bardzo podobne.
I na koniec, chyba dla mnie najważniejsze są kontakty i przyjaźnie wyniesione z redakcji, które idą ze mną przez życie i są cudowną bazą wspaniałych ludzi, z którymi mam nadal kontakt zawodowy albo na polu bardziej osobistym. To jest dopiero kapitał!
Po wielu latach pracy w redakcjach, podporządkowywaniu się w dużej mierze zaleceniom przełożonych, w stworzeniu YOPE najfajniejsza była możliwość samodzielnego decydowania o całokształcie tego, co tworzę. To ja decyduję o tym, co i jak będzie wyglądało. Wolność i swoboda. Praca jest moją pasją – wcześniej przez piętnaście lat kreowałam, stylizowałam, teraz mam możliwość kreowania i tworzenia czegoś swojego i autorskiego, czyli niepowtarzalnego świata YOPE.
AN: Prowadzisz firmę z mężem. Czy praca z mężem to łatwa sprawa? Jaki macie podział obowiązków?
KK: Zajmujemy się w firmie różnymi sprawami i nie wchodzimy sobie w paradę. Dzięki temu że sobie ufamy i się szanujemy, każde zajmuje się czymś innym. To nasz wspólny biznes. Paweł odpowiada za finanse, logistykę, produkcję i sprzedaż, a ja za koncepcję, zapachy, design i technologię poszczególnych produktów, ich funkcje i jakość. Myślę, że to nie jest ani łatwa, ani trudna sprawa – jest jak każda inna, zależy, co z nią zrobimy i jak ją poprowadzimy.
AN: Jak wygląda twój zwykły dzień pracy? Jesteś przecież też mamą dwóch córeczek! Jak dzielicie się obowiązkami?
KK: Naturalnie i dość spontanicznie dzielimy się obowiązkami i na co dzień w miarę potrzeb i naszego rozkładu dnia ustalamy, kto dziewczynki odbiera, czy będzie nam potrzebna pomoc, kto robi zakupy itp. Staramy się jak najwięcej sami zajmować dziewczynkami, bardzo dużo czasu spędzamy razem, jesteśmy aktywni, jeździmy rowerami, pod namiot i na drugi koniec świata też. Włóczą się z nami wszędzie. Lubimy razem zwiedzać świat i sami planować wyjazdy. Zresztą uważam, że na tym polega życie – na godzeniu różnych elementów, które są dla nas ważne. Najpierw masz pracę, którą godzisz z zachciankami, potem masz pracę i dzieci, i jeszcze jakieś swoje zachcianki i to też musisz pogodzić. Prosta rzecz!
Jak wygląda nasz dzień? Wstajemy, ogarniamy dziewczynki, rozwozimy je do szkoły i przedszkola, potem praca, powrót, odrabianie lekcji i na koniec, jak dziewczynki już śpią, mamy czas na siedzenie na kanapie. Czasami wtedy też otwieramy komputery i wracamy na chwilę do pracy, ale mamy nowe postanowienie, że już tego nie będziemy robić. Wiele dyskutowaliśmy o tym i postanowiliśmy, że w domu nie rozmawiamy o pracy. Robimy sobie za to we dwoje statusy w biurze, kiedy omawiamy plany i bieżące sprawy.
Dla mnie rodzina jest najważniejsza, więc to jest dobry krok. Nie ukrywam, że cieszę się, że stworzyliśmy YOPE i że mam coś swojego. Ale też nie jestem typową bizneswoman. Chcę być kreatorką i artystką, która tworzy coś wyjątkowego z prostych rzeczy.
Stworzyłam YOPE dla kobiet takich jak ja, szukających czegoś dobrego w produktach codziennego użytku.
AN: A jak u was w domu wyglądają sprawy ze sprzątaniem? Bo YOPE to przecież też środki czystości.
KK: Oj, ciężko. Wszędzie artystyczno-dziecięcy nieład. Normalna rzecz. Niełatwo to ogarnąć. Szkoda, że nie ma na to żadnego środka czystości! Co się da, sprzątamy naszymi preparatami – dzieci dostają je do rąk i sprzątają, a my nie denerwujemy się, że coś im się stanie. Nasze środki czystości są łagodne, bezpieczne, delikatne. I przy tym skuteczne. Najczęściej nasz dom pachnie bambusem. Stworzyliśmy taki koncept w YOPE, żeby można było kupić środki czystości do wszystkiego w jednym zapachu – płyn do łazienek, uniwersalny i do podłóg, który będzie zaraz dostępny na rynku. Jest więc bambus, drugi zapach to zielona herbata i ostatni – francuska lawenda.
AN: Który z produktów YOPE jest twoim ulubionym i dlaczego?
KK: Najbardziej lubię kuchenny balsam do rąk goździk. Używam go do rąk i całego ciała. To taki prosty zapach, ale bardzo charakterystyczny i nie dla wszystkich. A z nowej linii żeli pod prysznic moim ulubionym jest kadzidłowiec z rozmarynem.
AN: Firma się rozrasta, podbija rynki zagraniczne, wprowadzacie kolejne produkty. Co dalej, jakie macie plany?
KK: YOPE to funkcjonalny koncept. Marka, w której mieszczą się produkty kosmetyczne i środki czystości stworzone na miarę potrzeb klientów szukających dobrej, naturalnej jakości w dość przystępnej cenie. Chcemy robić rzeczy zwykłe w niezwykły sposób.
Szukamy też produktów, które będą funkcjonalne, uniwersalne, tak żeby nasza domowa przestrzeń nie była zastawiona tysiącem niepotrzebnych butelek i flakonów. Potrzebne nam jest jedno dobre mydło, dobry balsam do ciała, żel pod prysznic.
Ważna jest świadomość tego, co kupujesz, ze względu na koszt, ale też na efekt, jaki wywiera na środowisko, na twoje ciało, na ekologię. Widzę, jak bardzo stało się to dla mnie ważne. W produktach YOPE też chcemy to przekazać.
YOPE się rozwija. Już niedługo zaprezentujemy kolejne produkty z linii środków czystości oraz zupełną nowość – nasz pierwszy produkt dla dzieci, przy którym pracowały zresztą ze mną moje córki. Były testerkami zapachów i muszę przyznać, że wiedzą, co jest dobre!