Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Polski dizajn, polscy artyści, projektanci, twórcy – ich prace zebrane w jednym miejscu. Gdzie? W sklepie internetowym Artvesta, który stworzyła Agata Buszowska – miłośniczka rzeczy pięknych i funkcjonalnych. Jak powstawał sklep, kto go dzisiaj tworzy oraz jak będzie się rozwijał – na te oraz na wiele innych pytań odpowiada jego właścicielka.

Aleksandra Pawełczyk: W jakich okolicznościach narodził się pomysł, aby założyć sklep z polskim dizjanem – Artvesta?

Agata Buszowska: Od momentu zakończenia studiów pracuję cały czas w jednej dużej firmie. Zawsze byłam jednak zdania, że z różnych względów dobrze jest mieć coś swojego. Pomysł na Artvesta przyszedł spontanicznie podczas urządzania własnego mieszkania. Szukałam rzeczy innych niż meble z sieciówek i denerwowało mnie, że aby coś znaleźć trzeba wchodzić na wiele stron albo dowiadywać się o tym, że ktoś robi coś fajnego pocztą pantoflową. Często przypadkiem docierały do mnie informacje o ciekawych twórcach, których sama bym nie znalazła, np. szukając w Internecie. Pomyślałam, że zdecydowanie brakuje miejsca w sieci, gdzie znaleźć można inspiracje dla domu i jednocześnie kupić meble i dodatki inne niż wszystko, co dotąd widziałam. Jedno miejsce, które pomieści różnych twórców i style, ale nie „mydło i powidło”, jak na innych portalach z hand made, gdzie obok kredensu znaleźć można sukienkę i żel pod prysznic. Ścisłe określona tematyka: rzeczy do domu i wnętrza oraz sztuka – taki był mój pomysł. Początkowo nie myślałam żeby ograniczać się jedynie do polskich twórców, ale po pewnym czasie stwierdziłam, że jest tylu ciekawych artystów w naszym kraju, że nie ma właściwie potrzeby sięgać po innych.

AP: Czy zawsze interesowałaś się sztuką/designem? 

AB: Zainteresowanie sztuką i designem przyszło niepostrzeżenie, właściwie samo z siebie. Nie jestem znawczynią sztuki czy ekspertką od designu, ale z pewnością jestem estetką. Zamiłowanie wynikło z chęci poszukiwania pięknych i oryginalnych rzeczy dla siebie, czyli z egoistycznych pobudek. Zawsze lubiłam otaczać się rzeczami ładnymi, ale też porządnie wykonanymi i funkcjonalnymi. Przykładowo, jak upatrzę sobie coś, ale nie mogę sobie pozwolić, żeby to w danym momencie kupić, to wolę tego nie mieć wcale, niż kupić jakiś substytut. Nie lubię też mieć tego, co inni, chociaż z drugiej strony nie lubię się wyróżniać na co dzień i stąd zamiłowanie do prostych, ponadczasowych rzeczy. Taki też jest po części mój dom – niektórzy znajomi mówili, że przypomina muzeum i nie widać, żeby ktoś w nim mieszkał. Wszystko jednak się zmieniło po narodzeniu dziecka.

AP: Ile czasu trwało założenie Artvesta od pomysłu do realizacji? Czy było łatwo? A może wręcz przeciwnie?

AB: Na pomysł wpadłam w 2012 roku, pierwsze wyceny zrobiłam w 2013. Zaczęłam budować stronę z jedną z firm, którą wybrałam z uwagi na wycenę. Założenie było takie, że oni mi pomogą po kosztach, a przy okazji nauczą się sporo podczas budowy takiego serwisu. Musieliśmy się jednak rozstać, ponieważ nie do końca się zrozumieliśmy, a projekt i moje oczekiwania trochę ich przerosły. Dopiero później znajomy, który jest właścicielem firmy budującej m.in. serwisy e-commerce, dostrzegł potencjał mojego pomysłu i pomógł mi postawić podstawową wersję platformy. Zaczęliśmy współpracować w 2014 r. Do tej pory pracuję, już teraz niezależnie, z programistą, którego wtedy zatrudniał mój znajomy i który był przy budowie Artvesta. Serwis uruchomiłam dopiero w 2016 r, ale wszystko spinałam pracując na etacie – do 18.00 praca, a po nocach Artvesta. Było ciężko. Początkowo nie mając o niczym pojęcia myślałam, że to będzie prosta sprawa, a później, właściwie na każdym etapie okazywało się, że to nie tak i że potrzeba dużo zaparcia, siły, wiedzy, umiejętności i worka pieniędzy. Wszędzie słyszałam, że nie dam sobie rady, bo strona, którą sobie wymarzyłam to nie jest zwykły sklep internetowy i wymaga masy nakładów finansowych, bo nie mam koncepcji na promocję i budżetu, więc porywam się z motyką na słońce. Myślę, że gdybym wiedziała, ile czasu to zajmie i z czym będzie się to wiązało, to bym się dwa razy zastanowiła, czy to robić. Nieświadomość wyszła mi zatem na dobre. Teraz doceniam tę moją naiwność i spontaniczność – bez nich Artvesta mogłaby wcale nie powstać!

AP: Kto pomagał ci w zbudowaniu sklepu?

AB: Nie sądziłam, że mam wśród znajomych tyle osób, które będą gotowe mi pomóc i znają się na tak wielu rzeczach. Do tej pory większość z nich znałam jedynie od strony towarzysko-rozrywkowej, a okazało się, że jest wśród nich chłopak, który ma agencję interaktywną i stawia super sklepy internetowe, że jest doświadczony prawnik specjalizujący się w prawie własności intelektualnej, który może mi pomóc w przygotowaniu regulaminu i umowy, że jest koleżanka, która chętnie podzieli się ze mną doświadczeniem marketingowym. Naprawdę pozytywnie się zdziwiłam. Gdybym musiała wszystko to robić „obcymi” rękami na pewno bym tego nie sfinalizowała. Miałam dużo szczęścia. Teraz też mam szczęście do ludzi, którzy mi obecnie pomagają. Bez nich na pewno by się nie udało.

AP: Jesteś młodą mamą na urlopie macierzyńskim – czy myślisz o powrocie na etat?

AB: Dopiero będąc na urlopie przysiadłam porządnie do Artvesta. Już w ciąży założyłam, że to będzie czas, który maksymalnie poświęcę dziecku i Artveście. Bo jak nie teraz to nigdy. Skupiam się na promocji sklepu i marek – jest to ogrom pracy, ale ciągle uczę się czegoś nowego i sprawia mi to wielką przyjemność. Jest to coś zupełnie innego, niż robię na co dzień w pracy zawodowej. Marketing i promocja takiej platformy to nie jest prosta sprawa. Nie mam dużego budżetu ani inwestora. Robię to wszystko sama, często intuicyjnie. Ciągle inwestuję w rozwój platformy. Jeszcze nie wiem, czy będę mogła sobie pozwolić na to, aby całkowicie zrezygnować z pracy zawodowej. Ale zobaczymy, jeszcze mam trochę czasu.

AP: Jak bardzo praca nad własnym projektem różni się od pracy na etacie w międzynarodowej korporacji?

AB: Mam dość silną osobowość i charakter, dlatego nie znoszę, gdy mi ktoś mówi, kiedy i co mam robić. Lubię pracować nad własnym projektem i robić to po swojemu, np. nocami, bo wtedy lepiej się koncentruję. Po prostu działać we własnym rytmie. Nie jestem także zwolenniczką rutyny, tj. codziennego pojawiania się w pracy o tej samej porze, spędzania w niej wyznaczonej liczby godzin lub zostawania po godzinach. Jestem przeciwniczką formalności, ocen, wypełniania tabelek, pisania feedbacków itp. rzeczy, które niewiele wnoszą, a pochłaniają ogrom czasu. Nie chcę także w swoim życiu robić tego, w czym nie widzę większego sensu, a czasem tak niestety trzeba pracując na etacie. Kocham być w ruchu, podróżować, zmieniać miejsca i otoczenie. Mieć spokój, gdy mam taką potrzebę i rozmawiać z innymi osobami wtedy, gdy mam na to ochotę, a nie gdy muszę czy powinnam. To wszystko mogę robić prowadząc własną firmę. W korporacji zrealizowałam wiele fajnych projektów i nauczyłam się masy rzeczy, które teraz przydają się przy prowadzeniu własnego biznesu. Doceniam, że mogę czerpać z doświadczenia korporacyjnego to, co uważam za przydatne, a resztę pomijać.

Pościel, lampa a może fotel? Wpadaj na Artvesta!

AP: Czy łączenie pracy nad portalem z wychowywaniem dziecka to trudne zadanie? Jak planujesz czas? 

AB: Dość trudne. Na szczęście mam w miarę grzeczne dziecko, więc dało się to jakoś usystematyzować. Rano, gdy karmię synka, przewijam, ubieram, czy po prostu leżymy sobie, to sprawdzam maile i listę zadań na dany dzień. Wtedy wiem, co muszę pilnie zrobić, a co mogę przełożyć na później. W ciągu dnia czas z dzieckiem spędzam aktywnie. Jeździmy na różnego rodzaju zajęcia, spacerujemy, robimy zakupy, pakujemy paczki, jeździmy na spotkania. W międzyczasie mam podgląd na to, co dzieje się z Artvesta na telefonie: czytam na bieżąco maile, odbieram telefony lub oddzwaniam, gdy dziecko śpi lub się bawi. Zawsze noszę przy sobie ładowarkę, a drugą wożę w samochodzie, tak na wszelki wypadek. W międzyczasie kontaktuję się z osobami odpowiedzialnymi za poszczególne kwestie związane z Artvesta, omawiamy szczegóły naszej pracy. Czasem potrafię pisać do kogoś, co jest do zrobienia o 4 rano, bo akurat dziecko mnie obudziło. Dopiero wieczorem, jak Aleksander po kąpieli zje i pójdzie spać, mam czas żeby porządnie przysiąść do komputera. Od godziny 20.00 do 1.00 w nocy nadrabiam więc zaległości z całego dnia.

AP: Co sprawia Ci największą radość w pracy nad sklepem?

AB: Największa radość jest wtedy, gdy widzę, że moje działania przynoszą efekty, czyli ludzie u nas kupują, przybywa sprzedawców, dostajemy pochwały. Staram się mieć osobisty kontakt z większością sprzedawców, chcę żeby wiedzieli i rozumieli, co się dzieje wokół Artvesta. Nawet jeżeli nie możemy konkurować jeszcze z dużymi platformami, to myślę że doceniają to, co robię, i że mam z nimi fajny, ludzki kontakt. Wydaję mi się, że gdyby kierowali się tylko względami biznesowymi, to części z nich by z nami nie było, bo sprzedają dobrze poza Artvesta, a są, bo wierzą, że to co robię ma sens i bardzo kibicują sklepowi.

AP: Nie wydaje mi się aby można  było prowadzić taki sklep w pojedynkę. Kto w tym momencie tworzy sklep razem z tobą?

AB: Na co dzień pomaga mi Ola, która zajmuje się PR, relacjami z mediami, promocjami. To też osoba, z którą mogę przedyskutować pomysły. Jest również Mateusz, czyli nasz programista – on czuwa nad tym, żeby wszystko dobrze działało i ciągle usprawnia stronę, wdraża moje pomysły. Mam także nieocenione wsparcie koleżanki Maliny – to mój motywator i specjalistka od marketingu, która podsuwa mi milion pomysłów i daje wiele rad, jak wypromować Artvestę online. Daje mi też nadzieję w chwilach zwątpienia, sprawia, że mam więcej energii do pracy. Zawsze pod ręką mam również telefon do prawnika, który doradza mi m.in. w kwestiach związanych z własnością intelektualną. Mam też świetną copywriterkę, z którą współpracuję na stałe. Czasem pomaga mi także mój partner, który ma analityczny umysł. Jest niezastąpiony, kiedy przykładowo trzeba porównać cenniki firm kurierskich, w których jest milion elementów, które należy wziąć pod uwagę. Poza tym, jak jest w domu zajmuje się dzieckiem, a ja mam wtedy czas na pisanie maili itp. rzeczy.

AP: Jak pozyskujesz artystów, którzy wystawiają swoje prace na Artvesta? 

AB: Wyszukuję ich w Internecie lub sami się zgłaszają. Zdarza mi się także trafić na kogoś fajnego na targach, czy dowiedzieć się o kimś poprzez znajomych. Lubię przeglądać ładne rzeczy, więc często znajduję ich przy okazji.

AP: Czy artyści chętnie podejmują współpracę?

AB: Tak. Raczej tak. Podoba im się koncepcja i portal. Oczywiście jest sporo takich, którzy mi nie odpisali, ale może moje wiadomości utknęły w spamie, a oni odezwą się po przeczytaniu tego wywiadu… Co ciekawe, zakładając portal bardziej martwiłam się, czy sprzedawcy będą chcieli u mnie wystawić swoje produkty, a teraz wiem, że jednak znacznie trudniejsze jest dotarcie do klienta.

AP: Jak wygląda współpraca artystów z Artvesta?

AB: Sprzedawcy, których zaprosiliśmy do współpracy lub zgłosili się i zostali przez nas zaakceptowani, sami dodają na stronę produkty. Tak więc kupujący nabywają produkt bezpośrednio od nich. My dbamy o to, aby obie strony transakcji czuły się bezpiecznie i były zadowolone z zakupu. Niezwykle ważna jest dla nas także jakość – aby dołączyć do grona sprzedawców niezbędna jest nasza akceptacja zgłoszenia, co oznacza, że w sklepie nie znajdą się żadne przypadkowe osoby. Dzięki temu mamy gwarancję tego, że oferujemy naszym odbiorcom produkty jedynie najwyższej jakości, od najlepszych polskich twórców i artystów, którym możemy zaufać.

AP: Jakie masz najbliższe plany związane z Artvesta? Jak chciałabyś, aby to miejsce wyglądało za kilka lat?

AB: Chciałabym, aby ludzie usłyszeli o Artvesta, od razu kojarzyli, że to sklep z polskimi, ładnymi, oryginalnymi i dobrej jakości rzeczami do domu i wnętrza. Pracujemy także nad obcojęzycznymi wersjami serwisu, żeby w przyszłości promować polskich twórców poza granicami Polski. A reszty nie zdradzę, bo konkurencja nie śpi.

//

Agata Buszowska

Prawniczka i ekonomistka. Na co dzień związana z jedną z międzynarodowych korporacji.  Założyła sklep internetowy Artvesta.pl. – z polskimi meblami i dodatkami do domu. Prywatnie mama 6 miesięcznego Aleksandra. Kocha podróże i dobre jedzenie. Jeździ konno, na nartach i  snowboardzie, pływa na kite’cie. Ostatnio zrobiła kurs nurkowania i zaczęła naukę rosyjskiego.