Wygoda jest najważniejsza
Transparentność, etyka pracy, szlachetne intencje czy zrównoważony rozwój. Nie są to przymioty, które na pierwszy rzut oka kojarzą się z przemysłem modowym. Jednak gdy w 2015 roku powstał Transparent Shopping Collective, nie ulegało wątpliwości, że właśnie przyszedł czas zmian, dużych zmian. O pionierskim pomyśle na to jak można prowadzić odpowiedzialną markę modową rozmawiam z Hanną Ferenc Hilsden z Balaganu i Martą Garbińską z Elementów.
Mateusz Bzówka: Opowiedzcie, proszę, czym jest Transparent Shopping Collective.
Jesteśmy grupą znajomych, którzy skrzyknęli się w dobrym momencie. Był rok 2015, zakładaliśmy swoje marki – Balagan i Elementy – i okazało się, że przyświecają nam podobne idee. Chcieliśmy działać w świecie mody, ale robić to inaczej. Wystartowaliśmy pod wspólnym szyldem – Transparent Shopping Collective.
Dzięki wspólnym rozmowom wypracowaliśmy trzy filary, na których wspiera się działalność naszych marek. Pomysł okazał się pionierski i świetnie przyjął się wśród naszych klientek – świadomych kobiet, które szukają produktów wytwarzanych etycznie, lokalnie, z dobrych materiałów. Ludzi zafascynowało to, że otwarcie dzielimy się z nimi informacjami, które zwykle projektanci niechętnie ujawniają.
MB: Ujawniacie, skąd bierze się ostateczna cena produktu. Zatem skąd?
Bardzo lubimy to pytanie. Naszą działalnością chcielibyśmy pokazać, że da się robić modę egalitarnie i w zrównoważony sposób. Utrzymujemy marże na niskim poziomie i dzięki temu ceny naszych rzeczy są przystępne. Nie kierujemy się tymczasowymi modami – projektujemy ponadczasowe, proste, dobrze skrojone, porządnie wykonane buty i ubrania. Dodatkowo zyskami dzielimy się z innymi aktywnymi ludźmi, którzy prowadzą świetne prospołeczne inicjatywy. Stworzyliśmy nasz kolektyw, bo sami chcieliśmy kupować u takich firm, z których ideami moglibyśmy się utożsamić. Wiedzieliśmy też, że grupa świadomych konsumentów jest coraz większa.
MB: W centrum waszych zainteresowań jest kobieta. Kim są wasze klientki? Jakie kobiety was inspirują?
Nasze klientki to tak naprawdę bardzo różne kobiety. Kupują u nas młode dziewczyny, ale nierzadko zdarza nam się też ubierać panie po sześćdziesiątce. To dla nas ogromna satysfakcja, że nasze rzeczy podobają się niezależnie od wieku czy statusu kupujących. Staramy się wsłuchiwać w potrzeby kobiet i robić rzeczy, które przydadzą się im w codziennym życiu. Najmilej jest wtedy, gdy co sezon klientki wracają po nową parę butów – rozpoznawalnych juz balaganów, tych samych, ale w innym kolorze. Przychodzą po nowy płaszcz, jaki poleciła im koleżanka, której świetnie się sprawdził poprzedniej zimy.
MB: Co jest dla was najważniejsze w projektowaniu kolekcji?
Projektując, myślimy przede wszystkim o wygodzie. Chcemy, żeby sukienka sprawdziła się zarówno w biurze, jak i po pracy. Nie odpuszczamy sobie, gdy buty nie są tak wygodne, żeby można w nich było biegać cały dzień.
MB: Wy projektujecie, natomiast szyciem zajmują się zatrudnione u was kobiety. Jak wygląda wasza współpraca z rzemieślniczkami?
W przypadku Elementów prawie cała produkcja jest wykonywana w naszej własnej szwalni na warszawskiej Pradze. Częściowo korzystamy też z usług większej szwalni, prowadzonej przez parę naszych przyjaciół, kilka ulic dalej. W tej chwili pracuje u nas siedem pań. Przez ostatnie dwa i pół roku była duża rotacja pracowników, ale trzy panie są z nami od początku. Z naszego doświadczenia wynika, że bardzo ciężko jest znaleźć wykwalifikowanego rzemieślnika w tej dziedzinie. Wiele osób zgłaszających się do pracy ma doświadczenia z dużych produkcji, gdzie szyje się na akord lub robi się tylko wybrane operacje. Po kilku dniach próbnych okazywało się, że ich umiejętności nie pokrywają się z naszymi oczekiwaniami. Praca u nas bardziej przypomina pracę samodzielnej krawcowej niż szwaczki. Każda z pań szyje model od początku do końca i jest w nim wyspecjalizowana. Jedne panie szyją kurtki i płaszcze, tak zwane ciężkie szycie, inne są bardzo dokładne i lubią szyć jedwab i delikatne sukienki z lekkich materiałów. Wszystkie panie są po szkołach zawodowych i mają wieloletnie doświadczenie. Pani Marta i pani Róża prowadziły własne biznesy krawieckie w latach 90., obie zatrudniały po kilka osób i szyły konfekcje do butików i na bazarki. Ale rynek się zmienił, pojawiły się sieciówki i zmniejszyło się zapotrzebowanie na takie kolekcje. W obecnym zespole praca jest bardzo udana i efektywna. Nauczyliśmy się w taki sposób zarządzać produkcją, aby jednocześnie pojawiały się nowości oraz aby było możliwe równoległe realizowanie zamówień indywidualnych. Uruchomiliśmy Serwis Krawiecki, czyli usługę dopasowywania naszych ubrań do wymagań i ciał klientów. Można przyjść do pracowni na przymiarki i wybrać materiał do odszycia danego modelu. Taki serwis wymaga jeszcze innych kompetencji rzemieślniczych – szycia miarowego.
Natomiast Balagan swoje torby i buty produkuje na terenie Mazowsza ze skór sprowadzanych z Włoch. Dla nas, projektantek, praca z fachowczyniami i fachowcami to najlepsza część całego procesu! Pracujemy z lokalnymi rzemieślnikami, specjalistami w swoim fachu. Gdy chcemy, żeby szew był schowany, a wykończenie takie, a nie inne, w naszej współpracy nigdy nie pada „nie da się”. Próbujemy, modelujemy i razem nam się udaje. Nasze panie szwaczki i panowie kamasznicy mają tajemną wiedzę o konstrukcji. Nieustannie się od nich uczymy i wspólnie realizujemy nasze projekty, dbając przy tym o każdy ich element. Bo piękno tkwi w dopracowaniu, w najmniejszych detalach.
W Balaganie wspólnie z Agatą tworzymy kolekcje podróżując między Warszawą a Tel Awiwem. Nasz proces projektowy opiera się na inspiracji tymi dwoma miastami. Minimalistyczne formy naszych butów i toreb zainspirowane są telawiwskim modernizmem a konstrukcje kontynuują tradycję warszawskiego rzemiosła.
Nasz międzykulturowy link widać również w nazwach projektów: Opera, Kaf Kaf, Avoda, Avir, które jednocześnie mówią o funkcji produktów. Jeden z naszych kultowych modeli butów, przez swoja lekkość, zyskał nazwę Avir, która po hebrajsku oznacza „powietrze”.
MB: Do tej pory projektowałyście głównie z myślą o kobietach. Jakie macie plany na przyszłość? Czy pojawi się kolekcja dla mężczyzn?
W Elementach mamy męskie bomberki. Bardzo lubimy ten model, na pewno pojawi się tej jesieni w nowych kolorach. Mamy kilka prototypów kurtek, ale nie są jeszcze gotowe do wdrożenia. Praca nad męskimi ubraniami wymaga nieco innych umiejętności, zarówno od projektantów, jak i reszty zespołu. Nasza konstruktorka jest specjalistką od damskich krojów, do męskiej konstrukcji nawet się nie przymierza, bo brak jej doświadczenia. Nawiązaliśmy więc współpracę z męską konstruktorką, mamy prototypy, zatem niewykluczone, że za jakiś czas coś się pojawi. Jednak nie da się ukryć, że naszym priorytetem jest damska kolekcja, to w niej czujemy się pewnie – zarówno projektowo, jak i produkcyjnie. Jakiś czas temu Balagan miał pokaz podczas Fashion Week w Tel Awiwie i męscy modele nosili na wybiegu nasze buty, które specjalnie wykonaliśmy w niestandardowych rozmiarach. To nas zainspirowało i właśnie pracujemy nad męskimi modelami.
MB: Jak wygląda wasz dzień pracy? Gdzie spędzacie najwięcej czasu? W waszym butiku na Mysiej 3 czy w pracowni na Pradze?
Nasza codzienność związana jest najbardziej z pracownią na Grochowskiej. To tam powstają projekty, tam też szyjemy prototypy, modelujemy, a na koniec odszywamy kolekcje. Pracownie Elementów i Balaganu znajdują się po dwóch stronach korytarza, w starej, pofabrycznej przestrzeni. Obok pracowni mamy tutaj także swoje biura, więc śmiało możemy powiedzieć, że jest to serce naszych firmy. Ponieważ Balagan prowadzi również działalność w Tel Awiwie, więc tam też znajduje się druga pracownia i kilka punktów sprzedaży. Natomiast butik na Mysiej to nasze warszawskie miejsce spotkań z klientami.
—
Materiał ukazał się w numerze specjalnym magazynu Zwykłe Życie – #dziewczyny. Do kupienia TUTAJ!