Ping pong do 6, czyli sześć pytań do Doroty Groyeckiej i Karoliny Bednarz
1. Poznałyście się w Instytucie Reportażu. Większość absolwentów zajmuje się pisaniem książek, wy postawiłyście na magazyn. Skąd ta decyzja?
Karolina: Kilka osób z naszej grupy faktycznie podpisało już umowy na książki reporterskie z wydawnictwami, a na co dzień publikują reportaże, głównie prasowe. Ja też piszę książkę – o Japonii… a w ramach drugiego etatu wspólnie z Dorotą wydaję magazyn. Pomysł na „Non/fiction” powstał z naszych rozmów o mediach, o tym, gdzie można publikować w Polsce reportaże – okazało się, że tych miejsc nie jest dużo. Chciałyśmy stworzyć nową przestrzeń, trochę inną od tego, co jest na rynku i na swoich zasadach.
Dorota: Po zakończeniu kursu padł pomysł, żeby wydać w formie książkowej zbiór reportaży, ale nie został pociągnięty dalej. Trudno ruszyć z projektem, który nie ma jasnego podziału ról, nie ma zdecydowanego inicjatora. Może kiedyś do niego wrócimy, ale pisanie książki to dłuższy proces, zajmujący rok, dwa lata. Z Karoliną pomyślałyśmy, że fajnie byłoby stworzyć projekt, dzięki któremu cyklicznie, w krótszych okresach będzie można publikować takie zbiory z tematem przewodnim. Ale nie ograniczając się do absolwentów Polskiej Szkoły Reportażu – przy kolejnych numerach mamy nadzieję na współpracę z jak najszerszym gronem młodych, zdolnych reporterów.
2. Opowiedzcie, proszę, o pracy nad „Non/fiction”. Jak długo trwało zebranie materiału? Co znajdzie się w pierwszym numerze?
Karolina: Wiedziałyśmy od początku, że chcemy poruszać ważne społecznie tematy, często marginalizowane przez media albo przedstawiane w sposób, z którym się nie zgadzamy. Że chcemy działać trochę na przekór. Później bardzo długo myślałyśmy nad tytułem, a w końcu wróciłyśmy do czegoś prostego i wydaje się nam, że jasno komunikującego, co znajdzie się w magazynie – „Non/fiction – nieregularnik reporterski”.
Dorota: Przez kilka kolejnych miesięcy kontaktowałyśmy się z dziennikarzami i czytelnikami literatury faktu, byłyśmy ciekawe ich opinii. Spotkałyśmy się z dużym entuzjazmem i chęcią współpracy, co utwierdziło nas w przekonaniu, że takie nowe miejsce dla reportażu jest potrzebne. Kolejne miesiące to była już praca redakcyjna nad pierwszym numerem – konsultowanie tematów, redagowanie tekstów i korekta, dobieranie zdjęć, zlecanie ilustracji. Teraz, po prawie rocznej pracy, kończymy składać pierwszy numer. Kolejne na pewno będą nam już sprawniej wychodziły, w końcu chcemy być, wbrew nazwie, kwartalnikiem.
3. Jesteście dwie, jak podzieliłyście się obowiązkami?
Karolina: Po roku jesteśmy już w stanie stwierdzić, która z nas czuje się w czymś lepiej, ale wciąż pracujemy nad podziałem obowiązków. Od początku każdą rzeczą zajmowałyśmy się wspólnie. Wydaje mi się, że to dobrze, dzięki temu obie trzymamy rękę na pulsie i potrafimy się zastępować, kiedy jedna z nas wyjeżdża albo choruje. Przy każdym ze wspólnych wyjazdów „służbowych” – np. na wywiady, czy szkolenia, mogłyśmy się lepiej poznać i zrobić maraton burzy mózgów.
Dorota: Druga osoba może potwierdzić, że twój pomysł jest dobry lub zaproponować, żeby zrobić to jednak trochę inaczej. Dzięki temu udało się uniknąć różnych błędów i wpadek, choć niestety nie wszystkich. Bycie w tym projekcie we dwie daje nam też wytchnienie w naszym innym zajęciu – pisaniu. Kiedy tworzysz tekst jesteś tylko ty i twoja głowa. Od przebywania za długo sam na sam ze swoimi myślami można zwariować.
4. Macie swoje ulubione polskie i zagraniczne magazyny?
Karolina: Jednym z nich jest „Delayed Gratification”, który był dla nas ważną inspiracją, bo jest przykładem, że magazyn może nie mieć reklam. Istnieje na rynku od pięciu lat i ma się dobrze, o czym będzie można przeczytać w naszym wywiadzie z redaktorem naczelnym, Robem Orchardem w pierwszym numerze „Non/fiction”.
Poza tym bardzo lubię magazyn wydawany na Bliskim Wschodzie, „Brownbook”. Pięknie złożony, każdy numer również poświęcony jest jednemu tematowi przewodniemu. Od falafeli po brutalistyczną architekturę Teheranu, magazyn porusza różne aspekty kultury opisywanego miejsca. Fajnie, że jest wydawany poza Londynem – centrum świata niezależnych magazynów.
Mam też słabość do reporterskiego dodatku do niedzielnego dodatku „The New York Times”, Zawsze gdy ktoś ze znajomych wraca ze Stanów, proszę, żeby mi go przywiózł.
Dorota: Polski rynek magazynów niezależnych w porównaniu z brytyjskim jest wciąż malutki, ale z każdym rokiem rozszerza się, a magazyny zaczynają się bardziej specjalizować. Ostatnim moim odkryciem jest „Kopalnia” – magazyn z reportażami i esejami o futbolu. Do tego w bardzo ładnej szacie graficznej.
Kupowałam regularnie „Przekrój”, kiedy był jeszcze tygodnikiem. Teraz cieszę się z jego powrotu, choć format nie jest do końca poręczny – trudno zabrać go w podróż czy do wanny.
5. Temat pierwszego numeru to „głód”, możecie zdradzić więcej?
Karolina: Na początku pojawił się temat „ciało”. Doszłyśmy do wniosku, że nie znamy osoby, która nie ma jakiejś obsesji na punkcie swojego wyglądu, liczenia kalorii, jedzenia. Zamiast skupić się na swoim zdrowiu, pracy, relacjach z ludźmi, marnujemy swoje życie zamartwiając się o to, co zjemy i jak wyglądamy. A to przecież często wynika właśnie z tego, jak te tematy są przedstawiane przez media masowe i popkulturę. Te przyzwyczajenia wynosimy też z domu. Więc obok wywiadów i reportaży poświęconych ortoreksji i odchudzaniu, w numerze znajdzie się również tekst o tym, jak na nasz stosunek do jedzenia może wpływać rodzina.
Dorota: Obie byłyśmy pod dużym wrażeniem książki Martína Caparrósa pt. „Głód”. Jednak nie przeczytałyśmy jej bezkrytycznie, miałyśmy po lekturze masę pytań i wątpliwości, więc pomyślałyśmy, że warto osobiście zadać je autorowi. Poleciałyśmy do Madrytu na wywiad i w pierwszym numerze znajdzie się owoc naszej ponad dwugodzinnej rozmowy. To właśnie reportaż argentyńskiego pisarza był dla nas impulsem do rozszerzenia tematu i spojrzenie na kwestię odżywiania z bardzo różnych stron. Ludzie z jednej strony głodują, z drugiej – sami odmawiają sobie jedzenia.
Wesprzyj projekt wydania magazynu „Non/Fiction" na portalu wspieram.to!
6. Na pewno planujecie już kolejne numery. Jak wyobrażacie sobie dalszą pracę i przyszłość magazynu?
Karolina: Mamy bardzo dużo celów i marzeń, ale na razie skupiamy się na wydaniu pierwszego numeru i akcji crowdfundingowej, która pomoże nam sfinansować druk. Postanowiłyśmy wystartować bez reklam i bez grantów, żeby zachować jak największą niezależność i przejrzystość. Zawsze od kogoś się trochę zależy, ale my chcemy polegać przede wszystkim na czytelnikach. Również na ich opinii, w tym konstruktywnej krytyce. To dla nich robimy ten magazyn i potrzebujemy ich wsparcia na starcie.
Dorota: Założyłyśmy Fundację Non/fiction, która poza wydawaniem magazynu ma służyć wspieraniu młodych twórców, promowaniu czytelnictwa i rzetelnego dziennikarstwa. Oprócz spotkań na papierze i w social media, chcemy poznawać naszych czytelników na żywo – podczas debat i warsztatów. Tak jak powiedziała Karolina – mamy wielkie plany i nadzieję, że uda nam się krok po kroku je spełniać. A jeśli nasza akcja crowdfundingowa zakończy się sukcesem, da nam to ogromnego kopa do działania.
—
Karolina Bednarz
Absolwentka japonistyki na Uniwersytecie Oksfordzkim, autorka bloga W krainie tajfunów, gdzie pisze głównie o Azji Wschodniej. Ukończyła Polską Szkołę Reportażu. Publikowała między innymi w „Dużym Formacie”. Tegoroczna finalistka Stypendium im. Ryszarda Kapuścińskiego. Aktualnie pracuje nad książką reporterską o Japonii.
Dorota Groyecka
Absolwentka dziennikarstwa, filologii polskiej i kulturoznawstwa. Autorka książki Gentryfikacja Berlina. Od życia na podsłuchu do kultury caffè latte. Współpracowała z polskimi i zagranicznymi tytułami prasowymi i internetowymi. Pisze o fotografii, muzyce i mieście. Ukończyła Polską Szkołę Reportażu.