Ping pong do 6, czyli sześć pytań do… Marianny Grzywaczewskiej
Marianna Grzywaczewska – kobieta pracująca na wielu etatach. I to, jak sama przyznaje, pracująca więcej i chętniej od kiedy urodziła córeczkę. Na pewno znacie Cloudmine i słyszeliście o Bakaliach. A wiecie, że od niedawna Marianna prowadzi też sklep stacjonarny? Robi też wiele innych rzeczy, o większości z nich opowiedziała nam w krótkim wywiadzie.
1. Od niedawna jesteś matką pracującą i mam przy tym wrażenie, że twoje pole działań zawodowych się poszerza: Cloudmine, Bakalie, Towarzystwo Handlowe, Demokracje ilustrowana… Jak dajesz z tym wszystkim radę?
Dodam jeszcze Volupte – vintagowe ciuchy, które sama wyszukuję i sprzedaję online. Od kilku miesięcy butik stacjonarny, w końcu obroniony dyplom i dużo nowych pomysłów… Sama siebie zaskakuję, ale powtórzę to, co mówi bardzo dużo młodych mam – dziecko daje energię. Fizycznie pod koniec dnia jestem wyciśnięta jak gąbka, ale psychicznie cały czas mi się w głowie coś rodzi. Wykorzystuję tę siłę na 100%, może już nigdy nie będę jej mieć aż tyle? Jak powiedziałam – inne mamy mają podobnie – stąd moja współpraca ze świetną aktorką Aleksandrą Hamkało, która oprócz tego, że gra w filmach, serialach i teatrze, pracuje nad prywatnym projektem nie związanym z aktorstwem, to jeszcze postanowiła ze mną zorganizować targi we Wrocławiu!
2. Jak wygląda Twój przeciętny dzień w ciągu tygodnia?
Jeśli nie jestem w Gdańsku, Wrocławiu albo na planecie Mars, tylko w Warszawie, zaczynam dzień bardzo wcześnie dzięki córeczce… Do godziny 9.00 jest trochę zabawy, trochę spania, śniadanie i rozplanowanie dnia. Potem zostawiam Mirkę z nianią i jadę do butiku na Paryską, chyba, że uda mi się wskoczyć na sesję jogi lub mam spotkania poza sklepem. Tak naprawdę butik bardzo uporządkował moje życie – w końcu wychodzę do pracy i staram się oddzielać ją od spraw domowych. Wracam ok. 16.00 i potem do 20.00 jest życie rodzinne. Po położeniu Mirosławy spać jestem juz wspomnianą gąbką, ale mobilizuję się raz na jakiś czas na spotkanie z przyjaciółkami. Jeśli nie, to wiadomo – film, odcinek serialu lub książka i lulu. Nic oryginalnego.
3. Opowiedz proszę jak funkcjonuje sklepik przy Paryskiej na Saskiej Kępie.
Sklep działa 6 dni w tygodniu, współdzielimy go z projektem Polly, który oprócz własnych marek skupia też innych projektantów. W sklepie jest więc w czym wybierać, zaczynając od ubrań, bielizny, biżuterii i torebek, a kończąc na ceramice, obrazkach, książkach i kosmetykach. Spełniają się moje kolejne marzenia – dwa tygodnie temu miał miejsce pierwszy wernisaż mini wystawy „Bałtyk” – akwareli Jagny Wróblewskiej. Pięć prac już sprzedanych! Już planuję kolejne wystawy. Oprócz regularnej sprzedaży i wspomnianych wernisaży, w butiku odbywają się okazyjne wyprzedaże, wydarzenia związane z Dniem Matki etc. A już niedługo… prezentacja kolekcji Cloudmine Tre – efektu współpracy z bliskimi mi projektantami.
4. Kiedy zorganizowałaś pierwsze Bakalie i czym różnią się od np. przedświątecznego targu Cloudmine w Emesenie?
Bakalie w przyszłym roku będą świętować 10 lat! Pierwsza bożonarodzeniowa edycja odbyła się w 2008 roku w Gdańsku i do tej pory zorganizowaliśmy już 21 edycji. Bakalie to typowe targi, na które zgłosić może się każdy. Wybieramy z tych zgłoszeń najlepsze projekty – świeże, ciekawe, wartościowe. Pokazujemy zarówno modę, design, vintage, jak i rzeczy dla dzieci. Od piętnastu marek rozrośliśmy się do ponad siedemdziesięciu. Staram się by każda edycja czymś się różniła, proponowała coś nowego (warsztaty, kąciki dla dzieci, pokazy filmowe, strefy z jedzeniem, muzykę), ale najważniejsi są wystawcy i ich energia. Z kolei nasze przedświąteczne wydarzenia w Warszawie (ostatnie kilka odbyło się w Muzeum Sztuki Nowoczesnej) to raczej kameralne butiki działające przez kilka dni przed świętami, skupiające kolekcje projektantów skupionych w Cloudmine. Uciekamy od atmosfery targów, selekcjonujemy produkty pod kątem prezentów i proponujemy zakupy w bardziej spokojnej atmosferze.
5. Najpierw Trójmiasto, teraz Wrocław. Czy masz w planach kolejne miasta?
Od jakiegoś czasu myślałam o tym, czy nie spróbować swoich sił w innych miastach, ale nie miałam odwagi. Gdańsk to moje miasto rodzinne, które znam od podszewki, nie chciałam iść na „cudzą” ziemię. Nagle z nieba spadła mi Ola Hamkało, która wpadła na ten pomysł niezależnie. Mieszkała i studiowała we Wrocławiu, zna wielu ludzi, miejsca i atmosferę tego miasta i zaproponowała mi zorganizowanie Bakalii wspólnie. To jest już napęd na dwa koła i mam nadzieję, że uda się nam stworzyć ciekawą propozycję dla wrocławian. Co do następnych lokalizacji to nie ukrywam, że jest jeszcze jedno miejsce, w którym również znalazłam partnera, a w zasadzie partnerkę do działań, więc może już niedługo coś ogłosimy…
6. Czy chodzi Ci po głowie jakiś kolejny projekt?
Haha, tak… Chciałabym wciąż rozwijać Demokrację Ilustrowaną (seria plakatów o demokracji autorstwa polskich grafików i ilustratorów) – zorganizować wystawę pokazującą część lub wszystkie prace. Mam też plan na nowy projekt w Trójmieście związany z roślinami… Premiera już na dniach. A bardziej prywatnie chciałabym w końcu zorganizować mini wystawę o moim dziadku, który był strażakiem w Powstaniu Warszawskim i robił z ukrycia zdjęcia w getcie, jedne z niewielu takich dokumentów na świecie.