Ping pong do 6, czyli sześć pytań do… Magdy Toczek
Magda Toczek, 24-letnia fotografka, dopiero startuje w życiu zawodowym. Za to z piskiem opon! Autorka portretu Bartka Puzia i Marty Grzebisz – pary wytwórców naturalnych kosmetyków Jan Barba Natura w aktualnym numerze ZŻ, gra dziś w ping ponga z Martą Mach
1. Jesteś bardzo młoda, a już masz imponujące bogate portfolio. Kiedy zaczęła się twoja przygoda z fotografią?
Pierwszy raz dostałam do rąk aparat fotograficzny, gdy miałam piętnaście lat. Było lato, słoneczne popołudnie, dom mojego wujka, który mieszkał po sąsiedzku, a przedmiot, który ostrożnie położył w moich dłoniach, nazywał się Zenit 12XP. Chyba jeden z bardziej powszechnych aparatów analogowych – coś, co większość z nas może znaleźć na strychu u swoich rodziców czy dziadków. Pamiętam, że wtedy jeszcze sporo malowałam, ale już czułam, że nie jestem w tym wystarczająco dobra, więc rozglądałam się za innym zajęciem. To, co niezwykle istotne z malowania we mnie zostało, to szukanie kompozycji. Chwilkę błądziłam, aż mój wujek zasugerował – rób zdjęcia. To może zabrzmieć dość pretensjonalnie, ale powiedział wtedy, że on też uwielbiał szukać tych perfekcyjnych momentów, kiedy nie pozostaje nic innego, jak zrobić zdjęcie, ale że w młodości zaczął dużo imprezować i nie było już czasu na pasję; chciał mi zwrócić uwagę na to, że czasem warto być uważnym. Że trzeba się na czymś skupić. Tak się to zaczęło.
fot. Nawojka Gurczyńska
2. Pracujesz zarówno z aparatem cyfrowym, jak i analogowym. Który rodzaj fotografii bardziej lubisz?
Wydaje mi się, że w gruncie rzeczy nie chodzi o to, czym robisz zdjęcia, tylko jak. Ważny jest również obiekt i cel fotografii. Ale jeśli chodzi o techniczne upodobania, to moim zdaniem cyfrowa fotografia traci przy analogowej. Mam na myśli tę ekscytację, gdy odbieram wywołaną kliszę. Nic się z tym nie równa. No i lubię też w analogach to liczenie klatek – bardziej skupiasz się na kadrach i kompozycjach, bo masz ograniczoną liczbę pstryknięć do wykorzystania. Ten limit na mnie działa mobilizująco.
3. Wywołujesz sama w ciemni?
Niestety nie, ale marzę o tym, żeby kiedyś tej magii doświadczyć.
4. Zajmujesz się głównie portretem i modą – co w pracy z modelem/bohaterem jest dla ciebie najważniejsze?
Lubię, gdy moje zdjęcia wyglądają na trochę przypadkowe – ktoś właśnie w ten sposób przechodził, zajął się na chwilę sobą, model na moment nie skupiał się na tym, że ma pozować, zapomniał, że jest obserwowany i stał się sobą.
5. W jaki sposób wypracowujesz tę naturalność?
To wymaga wprowadzenia, dłuższego spotkania, żeby nastąpił moment rozluźnienia na sesji. Dlatego bardzo ważny jest dla mnie czas przed rozpoczęciem zdjęć. Lubię mieć czas na kawę, poznać człowieka, którego za chwilę będzie się tak uważnie podglądać i sprawić, by nie czuł, że to podglądanie go zamyka, nie pozwala mu być sobą. Szukam zawsze – niezależnie, czy to zlecenie komercyjne, czy mój autorski projekt – jakiegoś sposobu na otworzenie się fotografowanej osoby.
6. Planujesz jakieś projekty autorskie w najbliższym czasie?
Mam mnóstwo pomysłów, niektóre z nich realizuję podczas zleceń – opowiadam wtedy, na czym się teraz prywatnie skupiam i pstrykam kilka dodatkowych zdjęć. Miejsce, które mocno zaprząta teraz moje myśli to Grecja – dość często tam ostatnio bywam i pracuję nad konceptem fotograficznym, który jakoś te podróże mógłby zwieńczyć. Jeszcze nie wiem, co to będzie, ale proces odkrywania tego, co chciałabym zrobić jest dla mnie równie istotny, jak sama realizacja.
—
Magdalena Toczek
Rocznik ’93. Fotografuje od piętnastego roku życia. Obecnie studiuje Dokumentalistykę na Uniwersytecie Warszawskim i marzy o zrobieniu pierwszego filmu dokumentalnego. Najważniejsze (i najtrudniejsze zarazem) dla niej to tak robić to co akurat robi, by dobrze opowiedzieć przez to jakąś historię.