Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

O zwierzęcych inspiracjach, początkach drogi twórczej i politycznym zaangażowaniu. Z Jagną Wróblewską – malarką, ilustratorką i plakacistką rozmawia dla nas Agata Buszowska z portalu Artvesta.

Agata Buszowska: Zacznijmy od samego początku: skąd u ciebie zainteresowanie, a właściwie pasja do malarstwa? 

Jagna Wróblewska: Sztukę mam w genach. Cała moja rodzina skończyła albo ASP, albo architekturę, tylko jeden z dziadków był poetą. Jednak w dzieciństwie i za czasów liceum nie myślałam o akademii, dopiero rok przed maturą za karę, a raczej żeby skierować moje myśli w innym kierunku niż niewłaściwe wybory miłosne, zostałam wysłana na plener z Atelier. Tam dużo malowałam, również akwarelą właśnie i poznałam świetnych ludzi. Po powrocie postanowiłam przygotować się do egzaminów na malarstwo. Od tamtej pory z roku na rok malowanie sprawia mi coraz większą przyjemność.

AB: Malujesz głównie akwarelą. Co sprawiło, że tak upodobałaś sobie tę technikę malarską?

JW: Akwarelę lubię przede wszystkim ze względu na to, że rozłożenie stanowiska pracy nie zajmuje wiele czasu – pudełko z farbami, kartka i szklanka wody – można to robić wszędzie. Samo malowanie też jest szybkie, bo akwarela nie schnie tak długo jak olej. Malowałam także duże formaty 3m x 1,5 m akrylem, ale nie lubię tej farby, wydaje się być plastikowa. Myślę, że z czasem spróbuję z olejami, jak tylko będę gotowa poświęcać więcej czasu na same przygotowania.

AB: A jak w twoim przypadku jest z weną? Skąd bierzesz pomysły na swoje prace?

JW: Weną są dla mnie pejzaże, a więc spacery, ale też zdjęcia czy kadry z filmów. Docelowo chciałabym malować pejzaże olejne, bardzo dużo o tym myślę. Obraz byłby zdjęciem tego, co dzieje się w mojej głowie, podczas kiedy oglądam dany pejzaż – nie dosłownie oczywiście. Czuję ogromną potrzebę malowania dla siebie, nie zależy mi na tym, aby inni czuli to, co ja, oglądając mój obraz. Chciałabym móc poczuć na nowo to, co odczuwałam przebywając w danym miejscu. Często, gdy widzę jakieś zdjęcie wiem, że chcę namalować obraz na jego podstawie, ponieważ podoba mi się jego nastrój czy światło – w ten sposób mogę sama stworzyć krajobraz, który będę mogła podziwiać.

AB: A gdy malujesz na zamówienie, czy wtedy jest trudniej o wenę, inspirację?

JW: Malowanie na zamówienie zawsze budzi wątpliwości, chociaż przecież nawet najwięksi to robili. Zamówienie jest często wyzwaniem – wymaga zrobienia czegoś nowego. Dzięki niemu zmierzam się z rzeczami, których wcześniej nie robiłam, dlatego nieraz stają się one inspiracją do kolejnych serii prac. Tak było na przykład z naklejkami na ścianę.

AB: Bardzo dużo twoich prac to ilustracje zwierząt. Skąd wzięła się u ciebie chęć namalowania leniwca, mrówkojada czy zebrokonia? Czy zwierzęta są ci szczególnie bliskie?

JW: Zaczęło się od tego, że musiałam zrobić prezenty gwiazdkowe dla całej rodziny, pomyślałam więc, że każdemu namaluję zwierzę, z którym mi się kojarzy. Na przykład moja kuzynka dostała strusia a wujek sępa. Stwierdziłam, że malowanie zwierząt sprawia mi dużą przyjemność, a każde z nich ma swój charakter. Uwielbiam malować ich twarze, szczególnie małpom, bo są pełne wyrazu. Zwierzęta bardzo spodobały się wielu osobom, zaczęli je kupować. Maluję też na zamówienie. Jest to bardzo relaksujące. Teraz już mam ich na koncie ze 150 na pewno – całą encyklopedię!

AB: Niektóre twoje prace mogą być uznawane za ekstrawaganckie, kontrowersyjne. Czy to jest tak, że chcesz, aby twoje dzieła wzbudzały silne emocje u innych? Czy jest to raczej wyraz twoich uczuć?

JW: Wcale nie jest to moim zamiarem – uważam, że nie po to jest sztuka. Myślę, że cykl „Gołe Baby” mógł być jedynie trochę… nawet nie wiem jak to nazwać, bo kontrowersyjny to nie to słowo. Były to akty kobiet z poważną nadwagą – znacznie ciekawsze do malowania niż „zwykłe”. Zdjęć szukałam w internecie, muszę powiedzieć, że naoglądałam się przy tej okazji rzeczy, których wolałabym nigdy nie zobaczyć. Na samą wystawę kobiety, które miały pozy bardziej porno niż erotyczne (chociaż uważam, że to zdecydowanie za mocne słowo), powkładałam do pudełek, których ściany od środka obklejone były różowym, albo czerwonym filcem, nadającym im klimatu burdelu i zakryłam złotymi zasłonkami. To nadawało całej sytuacji nowy wymiar, a znajomi z dziećmi nie musieli się obawiać.

AB: Zdarza ci się poprzez swoje prace komentować rzeczywistość, obecną sytuację np. polityczną. Czy malowanie jest dla ciebie formą wyrazu, manifestacji poglądów? Czy uważasz to za swój obowiązek, aby wspierać w ten sposób bliskie ci idee?

JW: Nie uważam tego za mój podstawowy motyw do malowania, ale rzeczywiście wraz z nowymi rządami i tym, co zaczęło się dziać, namalowałam portret Wałęsy w dniu, gdy został ogłoszony Bolkiem. Zrobiłam to w formie sprzeciwu dla tego, co próbowano zniszczyć. Na jedną z manifestacji nadrukowałam Wałęsę na koszulkę, a mój tata karykaturę Macierewicza z rogami (swojego autorstwa), co spotkało się z dużym entuzjazmem. Znajomi podsunęli mi pomysł żeby wyprodukować więcej takich T-shirtów, już porządnie – sitodrukiem. Tak powstała najpierw seria z Lechem Wałęsą, a potem jeszcze z Tadeuszem Mazowieckim. To chyba jedyny przypadek, kiedy zaangażowałam swoje malowanie do takich celów. Powstała cała seria czarno-biała polityków, ze wszystkich opcji – był wśród nich Jacek Kuroń, ale i Wojciech Jaruzelski między innymi. Ach, jest jeszcze jedna ilustracja komentująca nową sytuację polityczną w Polsce. Pomysł wyszedł od mojego kolegi, ja go tylko wykonałam, ale może nie będę go opisywać, bo to dosyć brutalny obrazek… aczkolwiek uważam, że bardzo celny.

AB: Twoje prace pokazywane były na wielu różnych wystawach. Która z nich była dla ciebie najważniejsza i dlaczego?

JW: Wystawa krzeseł „Chairs” w San Francisco. Namalowałam serię krzeseł, które sprzedawał mój ówczesny chłopak w swoim sklepie w San Francisco. Może nie jest najważniejsza, bo tą pewnie będzie moja pierwsza wystawa w galerii 022 w DAP, ale najciekawsza, bo była za oceanem i łączyło się to z moją kolejną podróżą do Kalifornii.

AB: Którą z nagród w konkursach uważasz za swoje największe osiągniecie i dlaczego?

JW: Najbardziej byłam zadowolona, gdy dostałam wyróżnienie za ilustracje do legend wawelskich, potem odbyła się wystawa na Wawelu.

AB: Twoje prace można kupić, a więc zdobią ściany wielu mieszkań czy domów. Jak myślisz, do kogo trafiają? Czy potrafisz scharakteryzować odbiorcę swojej sztuki?

Nie potrafię tego określić. Myślę, że są to przeróżne osoby. Zawsze miłe jest to, kiedy ktoś mi opowiada, że był u kogoś w domu i widział moje obrazki, a ja nawet nie znam tej osoby. Często są kupowane w prezencie i nie wiem do kogo trafiają.

AB: Gdzie można je kupić?

JW: Moje rysunki dostępne są między innymi w sklepie internetowym Artvesta. Można w nim znaleźć przede wszystkim prace przedstawiające zwierzęta, a także kilka plakatów, między innymi tych, stworzonych do filmów. Pojawiły się tam także obrazy ziół, które dostępne są jedynie na Artvesta.

Jagna Wróblewska

Urodzona w 1984 roku w Belgii. Ukończyła ASP w Warszawie. Zajmuje się malarstwem, ilustracją, plakatem – ulubiona technika to akwarela. Publikowała ilustracje w takich pismach jak: „Podróże”, „Poland Today”, „Snow and Gold”, „Koń Polski”, „Smak”, „Visegrad”. Brała udział w wystawach grupowych i indywidualnych.