Z rodziną nie tylko na zdjęciach
Chociaż mama mówiła: biznesu z mężem unikaj jak ognia, Marta i Krzysztof Urbańscy zdecydowali się spróbować. Od niespełna roku prowadzą wspólnie firmę NUKI. Produkują i sprzedają meble i akcesoria wystroju wnętrz dla dzieci. I chociaż wydaje im się, że się nie dogadują, wychodzi im to naprawdę nieźle.
Agata: Jak prowadzi się biznes z partnerem?
Krzysztof: Zaczęliśmy od najtrudniejszego pytania.
Marta: Moja mama, która prowadziła firmę razem z tatą, zawsze mi powtarzała: „Dziecko, wszystko byle nie biznes z mężem”. Powinnam jej posłuchać, ale los chciał inaczej.
Krzysztof: To wyszło przypadkowo – ja straciłem pracę w korporacji, a Marty firma się rozkręcała, potrzebowała wsparcia. Bez sensu było mi angażować się w nową działalność, stąd praca razem. Ale wiemy już, że niedługo będziemy potrzebowali osobnych biur.
Marta: Półtora roku pracujemy razem z domu i nadchodzi powoli czas, kiedy jedno z nas będzie musiało poszukać sobie nowej przestrzeni.
Krzysztof: Biznesowo oboje mamy trudne charaktery. Dużo od siebie wymagamy i mocno dążymy do utrzymania naszego dość chyba wysokiego standardu pracy.
Czyli każde z was próbuje rządzić?
Krzysztof: No trochę tak to wygląda.
Ale jakoś się dogadujecie, bo biznes się rozwija.
Krzysztof: Każdy ma swoje obowiązki, ale też swoją wizję.
Marta: Wizję akurat mamy spójną. Opracowanie produkcji mebli jest po stronie męża, ja dziergam, wymyślam nowe mebelki, zajmuję się marketingiem.
Krzysztof: Do Marty należą kwestie projektowe, do mnie handlowo-prawne. Więcej siedzę w Exelu.
Ciężko rozdzielić czas pracy od czasu dla „domu”. Ja pracuję na piętrze, schodzę tylko po kawę.
Czyli Marta jest dyrektor kreatywną, a ty dyrektorem handlowym.
Marta i Krzysztof: Mniej więcej tak to wygląda, ale zakres pracy w tak małym zespole jest oczywiście znacznie szerszy.
Jak pracuje wam się z domu? Jesteście dobrze zorganizowani?
Krzysztof: To jest największy problem. Ciężko rozdzielić czas pracy od czasu dla „domu.” Robimy rzeczy, kiedy wymagają nagłego zrobienia. Ja pracuję na piętrze, schodzę tylko po kawę. Na pewno pracujemy za dużo i za długo. Ale to chyba problem wszystkim, którzy wybrali pracę z domu.
Marta: Ja już przestaję aż tyle pracować. Zaczynam doceniać wartość snu. Bywało, że kończyliśmy pracę późno w nocy, a rano trzeba było wstać, bo przecież trzeba okiełznać dzieci.
Macie dwójkę?
Marta: Tak, nasze chłopaki mają trzy i cztery i pół roku. Krzysztof zawozi synów do przedszkola, ja w tym czasie ogarniam sypialnię i pokoje dzieci. Koło dziewiątej zasiadamy do pracy. O 16 dzieci są znowu z nami w domu i czas do 20 albo 21 staramy się spędzać z nimi.
Krzysztof: Powoli zaczynamy myśleć, że jak czegoś nie zrobimy dzisiaj, to możemy to przecież zrobić jutro. Łapiemy dystans.
Marta: Choć pracy mamy spokojnie na dwanaście godzin dziennie.
Krzysztof: Własny biznes oznacza pracę non stop, bo nawet jak nie pracujemy, to myślimy o pracy, produktach, nowych rozwiązaniach czy analizujemy dane. Jesteśmy uzależnieni od iPhonów, iPadów…
Wprowadzacie sobie jakieś ograniczenia?
Marta: To są trudne sprawy. Myślę, że w przeciągu kilku lat będziemy mieli tak dosyć technologii, że rzucimy to w cholerę.
Krzysztof: Ja już ostatnio myślałem, żeby w weekend używać starej nokii żeby odpocząć od tego całego skrolowania i sprawdzania. Bo korci mnie mocno, by wciąż analizować wyniki sprzedaży, sprawdzać, co klient włożył do koszyka zakupowego, i zastanawiać się, dlaczego wybrał właśnie to. Albo czemu zrezygnował.
Czym zajmowaliście się przed NUKI?
Krzysztof: Pracowałem w branży IT.
Marta: Ja na etacie ostatni raz byłam pięć lat temu. Nie wyobrażam sobie wrócić do tego rytmu, do pracy w papierkach. Skończyłam akademię ekonomiczną, potem chciałam iść na projektowanie wnętrz. No ale pojawienie się dzieci trochę zweryfikowało te plany.
Ale robisz to, co chciałaś?
Marta: Tak, zdecydowanie.
Krzysztof: Robimy to, co lubimy i mamy nadzieję, że uda nam się to robić dalej, jakieś przychody zaczynają nam już kapać.
Marta: Wcześniej miałam spółkę z koleżanką, sprzedawałyśmy tkaniny w internecie. Ale ja się do spółek nie nadaję.
Krzysztof: Jedynie do spółki ze mną.
Marta: No właśnie. Choć trudno nam oddzielić biznes od życia osobistego.
Czy to dzieci były motorem napędowym waszej firmy? To dla nich najpierw projektowałaś?
Marta: Nie. Na początku miałam wizję mebli, potem byłam w jednej ciąży, potem w drugiej. Bardzo lubię sklejkę i chciałam z niej robić meble.
Krzysztof: Ważne jest, żeby mieć w sklepie dużą różnorodność. Żeby młoda mama mogła kupić dla swojej pociechy kołyskę, prześcieradło, wieszak, proporczyk i inne rzeczy, których potrzebuje. Stawiamy na kompleksowość.
Marta: Choć nie ukrywamy, że najbardziej interesują nas meble. Jesienią ruszamy z nowymi projektami.
Co to będzie?
Marta: Będą to biurko/toaletka, regał, komoda oraz nowe wzory wieszaków i uchwytów ze sklejki.
Sama nauczyłaś się projektować?
Marta: Tak, projektuję w darmowym programie Google Sketch Up. Jest bardzo intuicyjny. Mocowania i sprawy technologiczne są po stronie Krzysztofa.
Krzysztof: Tata czytał mi do snu Adama Słodowego.
Marta: Krzysztof z pomocą taty zrobił nam w domu taras, zabudowy ścian i kominka oraz wiele innych rzeczy z drewna i sklejki.
Krzysztof: Lubię to, mógłbym być stolarzem.
Co sprawia, że wasze meble są wyjątkowe?
Krzysztof: Staramy się, aby w naszych meblach nie było widać mocowań, śrub i zbędnych otworów – to rzadkość na polskim rynku.
Marta: Przykładamy dużą wagę do ich estetyki.
Czyli projektowanie jest po waszej stronie. A co dalej? Kto te meble produkuje?
Krzysztof: Obecnie nie robimy ich sami fizycznie. Zlecamy tę pracę zaprzyjaźnionej stolarni. Ale wkrótce sami będziemy zajmować się obróbką ręczną i lakierowaniem. Stawiamy komorę lakierniczą, będziemy zatrudniali nowych pracowników.
Macie biznesplan?
Krzysztof: W głowie, taki niespisany. Mamy harmonogramy, których staramy się trzymać.
Marta: W tym roku pracujemy dość spokojnie. Wiem, że mój mąż jest zorganizowanym człowiekiem, nie płyniemy na fali „będzie, co będzie”. Orientujemy się też już, co jest popularne w sklepie. Ale czekamy, co będzie za pół roku. Badamy rynek.
A plan tygodnia? Jak go układacie?
Krzysztof: Jesteśmy wielozadaniowi. Mamy priorytety. O konkretnym planie tygodnia trudno mówić.
Marta: Męczę męża: kiedy to, kiedy tamto i dlaczego jeszcze nie. Mam swoją tabelkę w Exelu.
Krzysztof: Ciągle jest coś bieżącego do zrobienia.
Marta: Ja zawsze muszę wiedzieć, na czym stoję i na jakim co jest etapie.
Krzysztof: To dobra cecha Marty.
A co z przerwami?
Marta: Ja co jakiś czas robię sobie przerwy, wychodzę na taras i leżę na leżaku przez 15 minut. Mam niedobór witaminy D3, łapię więc jak najwięcej słońca.
Krzysztof: Nie mamy wyznaczonych przerw, śniadania czasem jemy razem, czasem osobno, obiady podobnie. Śpimy razem.
Co jeszcze lubicie razem robić?
Krzysztof: Mamy mało czasu. To przez dzieci, one zarządzają naszym czasem wolnym w stu procentach.
Marta: Lubimy wspólnie słuchać muzyki. Nasz związek zaczął się imprezowo. Brakuje nam też sportów zimowych.
Mam wrażenie, że jednak dogadujecie się całkiem nieźle.
Marta: No, staramy się.
Krzysztof: Jeśli chodzi o pracę, to najlepiej dogadujemy się zdalnie. I kiedy nie ma dzieci. Wtedy jest jakoś łatwiej. Mniej bodźców.
Co byście zrobili, gdybyście wygrali duże pieniądze w totolotka?
Marta: Ty pierwszy mów.
Krzysztof: Na pewno byśmy sobie zafundowali długie wakacje w dalekich miejscach. Takie, żeby można było jeść dużo pysznych rzeczy, bo to dla mnie kwintesencja podróżowania. Poza tym jestem gadżeciarzem, więc pewnie bym sobie coś kupił.
Marta: A co z życiem?
Krzysztof: Ja bym nie usiedział, musiałbym dalej pracować.
Marta: No, ty jesteś pracoholikiem. Ja zwolniłabym tempo. Może byśmy się przeprowadzili na wieś? Więcej czasu spędzałabym z dziećmi i więcej gotowała.
Krzysztof: Chciałbym, żeby Marta mogła już zluzować. Ja zatrudniłbym ludzi i rozkręcał firmę, realizował nasze wizje i kolejne plany.
Marta: Jak dzieci dorosną, to chciałabym wyjechać. Może do Kanady? Tam mieszka moja siostra.
Krzysztof: Właśnie w weekend myślałem, że prowadzenie biznesu w Polsce jest szaleństwem, że trzeba zaktualizować paszporty.
Marta: Od jakiegoś roku wiem, że pieniądze to tylko pieniądze. Rodzina jest najważniejsza. Moja mama zmarła w momencie, kiedy rodzice postanowili, że po wielu latach ciężkiej pracy wreszcie zaczną korzystać z życia.
Krzysztof: Jestem spokojny. Wiemy, że tak czy siak, na pewno sobie poradzimy.