Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

34

fot. Marcel Kaczmarek 

Jako pierwsi i jedyni (!!) publikujemy premierowo (w języku polskim) wywiad, który przeprowadził Romuald Demidenko z Zuzą Golińską. To jedna z dwóch rozmów, które kurator przeprowadził z artystką podczas pracy nad jej wystawą „Common Ground” w Gdańskiej Galerii Miejskiej. Wystawę można oglądać do końca tego tygodnia, a premiera towarzyszącej jej publikacji odbędzie się już 23 września (klik). Wszystkim polecamy lekturę, a będącym w Trójmieście polecamy koniecznie się wybrać, bo jest co oglądać!

——

Obserwacja przez wysiłek 

Romuald Demidenko: Proszę opowiedz, co planujesz zaprezentować na wystawie. Wcześniej wspominałaś o architekturze defensywnej, o tym jak pewne rozwiązania stosowane w projektowaniu w dyskretny sposób wykluczają np. bezdomnych ze swobodnego wykorzystywania przestrzeni publicznej. Czy wystawa ma podsumować zainteresowanie tym tematem?

Zuza Golińska: Wystawa ma być podsumowaniem pewnego etapu moich poszukiwań, związanego między innymi z tym tematem. Myślenie o architekturze, przestrzeni publicznej i zaprojektowanych z myślą o niej elementach, które spełniają konkretną funkcję pojawiło się już wcześniej w moich pracach – w Rozbiegu (2015), poniekąd w Brilliant Blue (2015) oraz w scenografii do spektaklu Schubert. Romantyczna kompozycja na dwunastu wykonawców i kwartet smyczkowy w reżyserii Magdy Szpecht w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu (2016). Chociaż każda z tych prac skupia się na innych aspektach funkcjonowania człowieka w przestrzeni, to rdzeń tych projektów jest wspólny.

zrzut-ekranu-2016-09-20-o-19-27-38

fot. Marcel Kaczmarek 

Rozbiegu zwracałam uwagę na elementy z przestrzeni publicznej, takie jak chodniki, krawężniki, podjazdy, schody – ich wysokości, szerokości i częstotliwość, z jaką występują. W jaki sposób determinują i dyscyplinują nasz sposób poruszania się, ograniczają lub dostosowują się do możliwości ciała. Ważnym odniesieniem były dla mnie sale sportowe, szczególnie gimnastyczne, dużo czasu spędziłam na AWF-ie obserwując treningi, głównie dzieci. Równolegle analizowałam sposoby organizacji przestrzeni prywatnej, pojawiające się w niej elementy oraz materiały. Ze względu na opozycję ‘publiczne – prywatne’ i znaczenia, jakie ze sobą niesie, zdecydowałam się na zestawienie solidnych w swojej formie kształtów z miękkością wykładziny i pianki, materiałów o typowo domowym pochodzeniu.

15

fot. Marcel Kaczmarek 

W pracy Brilliant Blue, która miała charakter site-specific, wykorzystałam zastaną przestrzeń byłego klubu nocnego na ostatnim piętrze Domów Towarowych Alfa w Poznaniu. Od razu zwróciłam uwagę na pustą scenę z całą symboliką, którą ze sobą niesie. Moje działanie polegało na odbudowaniu jej frontu i dodaniu neonu, który stanowi pewną granicę i podkreśla podział sali na dwie części. Ten element jest dla mnie dość istotny, bezpośrednio wpływa na dynamikę przebywania w tym miejscu. Jeżeli jesteś dwadzieścia lub trzydzieści centymetrów ponad innymi i patrzysz na kogoś z góry lub wręcz przeciwnie, kiedy patrzysz na kogoś znajdującego się wyżej, tworzy się prosty podział czy rodzaj hierarchii, który ma bezpośredni wpływ na odbiór danej sytuacji.

17

fot. Marcel Kaczmarek 

Pracując nad scenografią w Wałbrzychu odnosiłam się do przestrzeni parku, do wyznaczania ścieżek, ustalania podziałów bardziej płaszczyzną, niż wysokościami. Zainteresowało mnie duże zdyscyplinowanie ciała i przestrzeni, które towarzyszy sferze pozornego relaksu, odpoczynku i swobody. Zakazy, nakazy oraz pewne konwenanse, którym jest się poddanym. Istotnym punktem wyjścia była dla mnie przestrzeń cmentarzy. Wiele z nich stanowiło rodzaj parków publicznych, w których można było spacerować, piknikować i odpoczywać. Ustawienie widowni w sekcjach, pomiędzy którymi poruszali się aktorzy, rozbicie typowego, bezpiecznego podziału na widownię i scenę było kluczowe w tej realizacji. Zwróciłam uwagę na podobieństwo architektury cmentarnej do pomników i postumentów rzeźbiarskich, które pojawiają się w parkach. To połączenie rekreacji ze śmiercią w kontekście Schuberta wydawało mi się adekwatne.

Czy możesz opowiedzieć o swoim researchu realizowanym w Londynie? 

W maju zrealizowałam badanie terenowe związane z elementami charakterystycznymi dla dużych osiedli mieszkalnych i architektury brutalizmu. Obserwowałam ciągi komunikacyjne i sposób poruszania się mieszkańców, miejsca rekreacji wewnątrz tych kompleksów, to w jaki sposób natura jest wkomponowana w całe założenie. Ciekawi mnie połączenie konstrukcyjności i pewnej twardości architektury z występującą czasami w przestrzeniach wspólnych wodą, jej przelewaniem się i nieuchwytnością. Teraz muszę właściwie podsumować ten etap pracy – spacerów i obserwacji dokonanych na przykładzie kilku osiedli – zrozumieć go tak naprawdę. Cały proces był raczej intuicyjny chociaż w szerszej perspektywie konsekwentnie wynikał z moich realizacji z ostatniego roku. Odnosił się też do podstawowych problemów dotyczących zależności, które są dla mnie istotne – relacji pomiędzy przestrzenią publiczną a prywatną, tym jak obydwie wpływają na dyscyplinowanie, możliwości ciała i sposób, w jaki odbieramy rzeczywistość. Moim celem było przeanalizowanie kilku konkretnych miejsc, również elementów architektury defensywnej, która jest obecna między innymi w City, czyli finansowym centrum Londynu. Byłam w wielu miejscach, o których wiedziałam już przed wylotem z Warszawy, że będą stanowiły dla mnie istotne źródło odniesienia, docierałam do nich pieszo, przede wszystkim poruszałam się po prostu chodząc. Traktuję ruch jako formę obserwacji. Nawet jeśli jestem odpowiednio skoncentrowana staram się wychodząc z domu, mieć w sobie uważność i odbierać wszystko, co istnieje dookoła. Często zmieniam trasy. Nie lubię chodzić wiele razy tą samą drogą, dobrze się wybić z rutyny chodzenia na pamięć. Jestem wtedy bardziej skupiona i odbieram impulsy, które znajduję na mojej drodze.

21

fot. Marcel Kaczmarek 

Trasy, o których mówisz, na pewno określają sposób, w jaki się poruszamy i interpretujemy miejsca. Czasem nie jesteśmy w stanie dostrzec pewnych detali, tak jakby były nieobecne.

Myślę, że ta uważność jest szczególnie istotna w momentach, gdy się przemieszczamy. Wszystko jest świeże, gdy pojawiasz się w miejscu, z którym nie jesteś oswojony. Nagle znajdujesz się w sytuacji, która wymaga dużej koncentracji i musisz się zastanowić, jak dojechać z punktu A do punktu B, najprostsze czynności stają się wymagające. Nowe miejsca wyzwalają poczucie lęku i ekscytacji, co pozwala na bardziej zmysłowy odbiór przestrzeni i zwrócenie uwagi na detale. Odkrywasz inne perspektywy widzenia miasta. Czasami wystarczy przejść się ulicą i na chwilę spojrzeć tylko w górę, żeby okazało się, że miejsce, w którym akurat przebywamy jest inne, niż sobie wyobrażaliśmy.

Jakie było początkowe założenie twojego spaceru?

Moim celem był spacer nieograniczony koniecznością patrzenia na zegarek i zaglądania do telefonu. Bez pośpiechu, dający możliwość zgubienia się, zabłądzenia i spokojnego wejścia w nową sytuację. Istotnym elementem, który się pojawia podczas wielogodzinnego spaceru jest wykonany wysiłek fizyczny. Wydzielają się endorfiny, które wpływają na to, jak się czujesz. Wtedy mam wrażenie, że działanie w głowie idzie w parze z działaniem w ciele. Doświadczam przestrzeni poprzez ciało a wysiłek wpływa na sposób, w jaki ją interpretuję.

Czy w ten sposób poznajesz też inne miasta, np. Warszawę?

Nie znam Warszawy tak dobrze. Przez pierwsze dwa lata byłam zupełnie przytłoczona jej wielkością – długością i szerokością ulic, odległościami, które trzeba codziennie przebyć. Dorastałam w Sopocie, wszyscy moi przyjaciele mieszkali na przestrzeni kilku ulic. Życie toczyło się bardzo lokalnie. Po przeprowadzce do Warszawy byłam przede wszystkim skupiona na ogarnianiu codzienności i wypełnianiu moich obowiązków związanych ze studiami. Przez ostatnie dwa, trzy lata mam większą swobodę związaną z poruszaniem się po tym mieście. Podejrzewam, że również dlatego, że dużo w międzyczasie podróżowałam, co nauczyło mnie szybciej oswajać nowe miejsca. Zdumiewa mnie, jak wiele sytuacji można zaobserwować po drodze będąc uważnym. Interesują mnie proste zasady ‘akcja – reakcja’ lub ‘problem – rozwiązanie’, to czy ludzie działają w schematyczny sposób, czy nie i jakie czynniki na to wpływają. Fascynują mnie przestrzenne rozwiązania typu DIY, często praktykowane w Warszawie. Robię zdjęcia telefonem, co jakiś czas zrzucam je na komputer, przeglądam i przypominam sobie.

12

fot. Marcel Kaczmarek 

Co okazało się najbardziej zaskakujące podczas realizacji projektu?

Punktem wyjścia do researchu w Londynie była architektura defensywna. Przestrzenne spychanie z miejsc publicznych grup nieakceptowanych przez społeczeństwo, tych, którzy psują image danego miejsca lub dzielnicy i niepokoją turystów lub mieszkańców. To miasto, gdzie jest bardzo dużo przykładów tego typu rozwiązań. Prowadzi to do sytuacji, w której unikana jest konfrontacja różnych grup społecznych, wydaje się, że problemy nie istnieją, jeżeli ich nie widzimy. Chciałam zobaczyć camden bench, czyli ławkę, która jest zaprojektowana w taki sposób, żeby uniemożliwić wszystkie inne, poza siedzeniem, aktywności. Nie można się na niej położyć, nie da się pod nią nic ukryć, nie nadaje się też do jazdy na deskorolce. Jest niska i ma zaokrąglone krawędzie. Obok ławek ustawione są kosze na śmieci zaprojektowane w analogiczny sposób. Pomiędzy Tate Modern a Borough Market, niedaleko Southwark Bridge jest sporo konstrukcji o różnych kształtach, które ograniczają korzystanie z przestrzeni publicznej, na przykład homeless spikes, których forma jest dosyć oczywista. Jest takie miejsce nad rzeką, gdzie okno restauracji schodzi do poziomu chodnika i na jego szerokości są zainstalowane metalowe formy układające się w rodzaj fali, uniemożliwiając bezdomnym przebywanie w pobliżu i wykorzystanie ciepłego powietrza wychodzącego od strony okna. Przechodnie i goście restauracji wydają się nie zwracać na to uwagi.

zrzut-ekranu-2016-09-20-o-19-26-15

fot. Marcel Kaczmarek 

Widziałam wiele brutalistycznych budynków i osiedli, którymi interesuję się od dłuższego czasu. Zwracam uwagę, jak są skomponowane ich bryły, które kojarzą mi się z układanką z prostych geometrycznych klocków. Można to zaobserwować w Hayward Gallery i otoczeniu sąsiadującego z nią National Theatre. Ważne było dla mnie oprowadzanie po dzielnicy Poplar, w którym uczestniczyłam. Jest tam wiele budynków charakterystycznych dla okresu brutalizmu powstałych w drugiej połowie lat 60-tych. To żywa dzielnica, w której nie ma właściwie turystów. Znane projekty Ernő Goldfingera, jak Balfron Tower i stojący obok Carradale House sąsiadują z osiedlem o nazwie Robin Hood Gardens zaprojektowanym przez Alison i Petera Smithsonów. Budynek powstał na planie złożonych dłoni, które mają osłaniać oazę zieleni w środku przed dużymi ulicami na zewnątrz. Dobrze zaprojektowane osiedle po latach stało się miejscem, gdzie mają miejsce sytuacje uważane za niepożądane społecznie. Obecnie władze potwierdzają, że osiedle jest przeznaczone do rozbiórki. Często w kontekście tego typu projektów pojawia się pytanie, na ile sama architektura może generować takie zachowania. Przeciwwagą jest Barbican, który jest szczególnie zadbany, a mieszkania w nim są tak drogie, że możemy o nich zapomnieć. Jest to pewnie efekt trwającej przez ostatnie lata mody na tego typu budynki. Wprowadzają się nowi ludzie, wzrastają czynsze, a dotychczasowi mieszkańcy nie są w stanie nadążyć za wzrastającymi kosztami.

Może to jest największy paradoks, że te bardziej zaniedbane miejsca zyskują na popularności, bo są tańsze, a później wprowadza się tam klasa kreatywna, żeby jeszcze później weszli deweloperzy. 

Tak dokładnie myślę. Do tego można dodać obowiązujące trendy estetyczne. Coś co dla naszych rodziców było wyrazem braku smaku nam wydaje się być ‘cool’. Mogę sobie wyobrazić, że w momencie projektowania i przez pierwsze lata funkcjonowania wiele osiedli posiadało wysoki standard, ale w miarę upływu czasu zostały porzucone na rzecz nowszych, bardziej aktualnych rozwiązań, a po jakimś czasie stają się miejscem gentryfikacji. W Londynie jest dziś sporo miejsc, w których zachodzi podobny proces.

Zaszłam też do skateparku w Southbank. Interesuję się deskorolką, oglądam dużo filmów skateboardowych. Uważam tę aktywność za bardzo kreatywną formę wykorzystywania przestrzeni publicznej. Skatepark umożliwia odniesienie elementów architektury do możliwości ciała. Dopiero po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że to zainteresowanie i moje późniejsze realizacje nie są rozbieżne, lecz raczej uzupełniają się.

27

fot. Marcel Kaczmarek 

Londyn jest bardzo obecny w dyskusji na temat gentryfikacji miast. W Warszawie też można zaobserwować podobne mechanizmy. Zastanawiam się, jak twoje obserwacje mogą się przełożyć na inne miejsca. W Gdańsku zachodzi też wiele procesów nadających przestrzeni specyficzne cechy. Architektura i – ogólnie mówiąc – atmosfera Starego Miasta ustanawia bardzo konkretne role użytkownikom.

Wychowywałam się w Trójmieście i pamiętam, że odbierałam Stare Miasto jako skansen, utrzymywany przede wszystkim dla i przez turystów. Jeżeli chodzi o Gdańsk, to mam emocjonalny stosunek do dzielnicy Wrzeszcz, gdzie spędziłam pierwsze trzy lata mojego życia, gdzie przez długi czas mieszkał mój ojciec, a przed nim mój dziadek. Przez długi czas widziałam tę dzielnicę przez pryzmat opowieści i historii, których nigdy nie doświadczyłam. Teraz jej charakter się zmienił, sąsiadują tu ze sobą w absurdalnie bliskiej odległości dwie duże galerie handlowe, elewacje są nowe i atmosfera, z którą ja czułam się osobiście związana, już nie istnieje. Przez jakiś czas mieszkałam z moją mamą w Gdańsku Oliwie, wtedy najbardziej fascynował mnie falowiec. Miałam o nim mityczne wyobrażenie, wydawał mi się ogromny. Jego nieskończony ciąg mieszkań był dla mnie czystą abstrakcją. Nowością dla mnie była zaokrąglona forma budynku i fakt, że nie musi być on po prostu sześcianem. Wtedy idea mieszkania w wielkiej fali wydawała się być pociągająca.

Interesuje mnie związek tego miasta z wodą, która się przelewa w jego centrum i wydaje się trochę brudna. W Gdańsku, tak jak w innych większych miastach, łączą się stare i nowe elementy na zasadzie opozycji. Często dochodzi do spotkania powierzchownego blichtru z brzydotą, biedy z bogactwem. W przestrzeni miasta jesteśmy skonfrontowani z różnymi jego stronami. Będąc na miejscu dostajesz pudełko ze wszystkim, z bałaganem w środku.

——

Wywiad pochodzi z publikacji towarzyszącej wystawie Zuzy Golińskiej „Common Ground” w Gdańskiej Galerii Miejskiej 1, którą można oglądać do końca tego tygodnia.