Zachwyty minionego tygodnia. Robert Capa, Rutu Modan, kwiaty i Islandia

Gdy myślicie o Robercie Capie widzicie czarno-białą fotografię wojenną? To oczywiste skojarzenie, które przełamałam dzięki albumowi „Capa in Color”. Kupiłam go w zeszłym roku mojemu chłopakowi na urodziny, ale dopiero w zeszły weekend miałam czas, żeby go dokładnie obejrzeć i przeczytać.
Kolorowe fotografie Capy dowodzą, że oprócz refleksu i odwagi (jego słynne słowa: Jeśli twoje zdjęcia nie są dostatecznie dobre, to znaczy, że nie jesteś dostatecznie blisko) legendarny fotoreporter miał niezwykłe wyczucie estetyki, wrażliwość na barwy i wielki talent do portretów. Capa, który w wieku 41 lat zginął, fotografując przebieg wojny w Indochinach, miał krótki romans z fotografią modową. Według Young nie wytrzymywał jednak nerwowo przestojów i wiecznego oczekiwania na kolejne etapy przygotowań modelek do zdjęć.
Cynthia Young poprzez kolorowe fotografie opowiada ciekawostki z tych nielicznych chwili w życiu Capy, gdy nie biegał z aparatem między świszczącymi kulami. A zdjęcia są po prostu zachwycające.




Moim zeszłotygodniowym zachwytem jest pierwsza wycieczka na Targowisko Kwiatowe przy ulicy Bakalarskiej. Niecałe pół godziny drogi tramwajem od centrum Warszawy znajdziecie kwiaty cięte, doniczkowe, ozdoby do bukietów, a nawet mech.
Ja wybrałam się tam z redakcyjnym kolegą Mateuszem. Potrzebowaliśmy dużej ilości polnych kwiatów, które udało nam się kupić w ekspresowym tempie. Ludzie na targowisku są mili, pytają, czy czegoś potrzeba, opowiadają o roślinach, które sprzedają i pomagają w wyborze. Targowisko jest otwarte codziennie od godzin nocnych do przedpołudniowych, ale najlepiej wybrać się tam rano, do godziny dziewiątej, ponieważ później wszyscy się zbierają. Nam to bardzo ułatwiło wybór, ale jeśli chcecie przejść całą giełdę i zajrzeć do każdego stoiska, to warto przyjechać wcześniej.



I oczywiście, że zachwyca mnie dzikość tej wyspy, kreatywna scena muzyczna, czy mroczne filmy tam powstające. Tym razem zachwyciła mnie na dłużej genialna architektura, a w szczególności dom letniskowy zaprojektowany przez dom architektoniczny PK Arkitektar. Wtapiający się w surowy krajobraz, ergonomiczny, zbudowany z naturalnych materiałów. Pokryty torfem, z biegiem lat tworzący niezwykłą symbiozę z otaczającą go naturą. Wędrując w wyobraźni po jego wnętrzach zapominam jak nam daleko to takiej koncepcji zagospodarowania pięknych obszarów Polski. Zachwycające jest również to, że już w lipcu będę miała okazję zapytać osobiście o więcej jednego z twórców domu, bo wciąż czuję niedosyt.