Zachwyt minionego tygodnia
Co w tamtym tygodniu zachwyciło redakcję ZŻ, której skład w tym tygodniu wzbogaciła Kasia Wójcik? Przekonajcie się sami, bo dużo tego dobra!
Marta:
Blanca Miro to młodziutka hiszpańska artystka, na której stronę (blancamiro.com) trafiłam poprzez Instagram. Jedno ze zdjęć z jej profilu @blancamiroskoudy znalazło się w moich podpowiedziach.
Dziewczyńskie prace wykonywane w bardzo różnych technikach (grafika, malarstwo, rzeźba) zachwyciły mnie od pierwszego wejrzenia. Blanca jest nie tylko utalentowaną, ale też bardzo ładną dziewczyną i lubi stawać się częścią swoich prac. Zresztą – zdjęcia starczą za tysiąc słów. Sami zobaczcie.
Agata:
Książka Pani Domu Janiny Molskiej wpadła mi w ręce podczas ostatnich porządków i spowodowała, że zamiast praktykować sprzątanie, zajęłam się jego teorią. Taką z lat 50.
Książka wydana została w 1959 roku (nakład: 20100 egzemplarzy) i jak głosi słowo wstępu „(…) przeznaczona jest dla ogółu kobiet prowadzących gospodarstwo domowe. (…) poucza jak sprostać wymaganiom estetyki i kultury w codziennym życiu rodzinnym oraz omawia sprawy odpoczynku i rozrywki.” Znajdziemy tutaj porady dotyczące wszystkiego: od ścian i sufitów lokalu mieszkalnego, przez zakupy, wywabianie plam, dobór ubioru aż po organizację przyjęć, wczasów i wycieczek. I jakkolwiek, część z nich uległa już przedawnieniu, pozostaje świetną kroniką zmian obyczajowych, jakie zaszły w ciągu ostatniego półwiecza. Oto kilka zdań, które mnie urzekły:
„Niektóre gospodynie domowe tłumaczą, że nie muszą uprawiać gimnastyki, gdyż przy sprzątaniu wykonują tyle ruchów, że zastępuje im to gimnastykę.” (rozdział Sporty i gimnastyka)
„Latem na spodnie mogą pozwolić sobie kobiety młode i smukłe, o długich nogach i niezbyt wydatnych biodrach. (…) Trzeba dodać poza tym, że latem spodnie nosimy wyłącznie na plażę lub spacery i tylko przed południem.” (rozdział Racjonalny ubiór)
„Jeżeli planujemy wycieczkę w gronie kobiet, nie zabierajmy w ostatniej chwili nawet najmilszego mężczyzny. On się będzie źle czuł, a przyjaciółki będą niezadowolone.” (rozdział Wycieczki)
„Na wycieczkę wybieramy się w towarzystwie ludzi pogodnych, nie dąsających się i swarzących się o byle co” (mój ulubiony, rozdział Wycieczki)
„Codzienne zakupy zabierają dużo czasu. Ponieważ popołudnie należy pozostawić na sprawunki kobietom pracującym zawodowo, kobiety pracujące w domu powinny załatwiać zakupy przed południem” (rozdział Zakupy)
Polecam z całego serca, choć pewnie zdobycie tej książki wymagać będzie niemałego wysiłku.
Pani Domu, Janina Molska, Wydawnictwo Przemysłu Lekkiego i Spożywczego, Warszawa 1959.
Ewelina:
W zeszłym tygodniu zachwyciłam się filmem Josefa von Sternberga „Błękitny anioł” z 1930 roku. Nie jest to mój pierwszy zachwyt tym filmem. Oglądałam go po raz czwarty i ciągle jestem pod wielkim wrażeniem.
Film powstał na podstawie noweli „Profesor Unrat” Heinricha Manna i jest chyba pierwszym musicalem erotycznym w historii kina. „Błękitny anioł” opowiada historię prof. Ratha, który przez destrukcyjną miłość do gwiazdy kabaretu, prawdziwej femme fatale – Loli Loli sięga dna. Po tym filmie Marlena Dietrich, która wcieliła się w rolę Loli, tancerki i piosenkarki kabaretowej, stała się jedną z najpopularniejszych gwiazd w Niemczech i ikoną kina. Na początku twórcy filmu myśleli, że gwiazdą będzie Emil Jenings grający prof. Ratha, który miał już na swoim koncie wiele ról, jednak Dietrich przyćmiła jego postać. Podobno aktor był tak zły, że młoda gwiazda skupia na sobie całą uwagę ekipy filmowej, że podczas sceny, w której prof. Rath dusi Lolę, Jenings na prawdę próbował zabić aktorkę.
Jeśli ktoś nie widział tego filmu, to szczerze polecam. Warto obejrzeć nie tylko dla wspaniałej scenografii, muzyki i Marleny Dietrich, ale też dla Jeningsa.
Mateusz:
Co mnie zachwyciło w ostatnim tygodniu? Nic specjalnego. Ale od jakiegoś czasu fascynują mnie relikty przeszłości w przestrzeni publicznej. Nie mam tu na myśli zabytków architektury, ale te różne inne rzeczy które meblują nam miasta. Dziwne pomniki, nieczynne od lat fontanny, sgraffita, płaskorzeźby, „witacze” czy neony. Ale najbardziej jarają mnie ostatnio mozaiki. Stąd też zacząłem czytać dotyczącą ich historii literaturę. Co by się podszkolić i zasięgnąć informacji, wiadomo. W zasadzie to jestem na początku tej drogi, ale z ręką na sercu mogę Wam polecić dwie obowiązkowe w tej materii publikacje.
Pierwszą z nich jest książka Mozaika warszawska Pawła Giergonia. To obszerne, rzetelne naukowo kompendium wiedzy o, jak sugeruje dobitnie i nie pozostawiając złudzeń sam tytuł, warszawskich mozaikach. Piękna sprawa, szczególnie że kilka z umieszczonych tam dekoracji ściennych już nie istnieje. Dodatkowa wartość tej publikacji? Można ją zabrać na spacer. Jest w niej mapka Warszawy z podziałem na dzielnice z zaznaczonymi punktami gdzie znajdują się poszczególne mozaiki. Na wakacje w mieście, albo przynajmniej rowerowe weekendy sprawa idealna.
Druga pozycja to moja nowość zakupowo-książkowa: Mozaika. Śladami Rechowiczów Maxa Cegielskiego. Jestem dopiero w trakcie czytania, ale odkrywanie historii małżeństwa i twórczości Rechowiczów to świetny sposób na spędzanie wolnego czasu, wciąga zupełnie! Jest to również niezwykle barwna opowieść o życiu i codzienności, ukazanych w bardzo szerokim spektrum okoliczności. Mamy więc życie Hanny i Gabra przed wojną, w trakcie Powstania Warszawskiego, tuż po wyzwoleniu i przełom lat 40. i 50., dalej przez lata „małej stabilizacji” i kryzysu gospodarczego lat 80. aż po współczesność. Nie może być lepiej! A na zachętę, polecam ten krótki film autora Mozaiki, właśnie o Rechowiczach:
Kasia:
Dzisiaj nie będzie ani słowa o muzyce (no dobrze, nie w pierwszym zdaniu), żeby przykuć Waszą uwagę dzisiaj zdradzę Wam sposób na długowieczność. Jaki? Zachwycajcie się drobnostkami! Na przykład, kiedy w długi weekend zamiast tanich lotów na wyspę X, wybierzecie najbliższy park, termos herbaty i książkę. Jeśli to będzie TA książka, zachwyt gwarantowany.
„Baronowa jazzu” to wciągająca książka o fascynującym życiu Pannonici Rothschild. Opowieść o miłości, przyjaźni i początkach wspaniałej (oczywiście) muzyki, ale przede wszystkim o poszukiwaniu własnej tożsamości. Autorka Hannah Rothschild opisuje losy swojej ciotecznej babki cofając się w czasie aż do początków fantastycznej kariery Mayera Amschela Rotschilda, ojca słynnej finansowej dynastii. Jej błyskawiczny rozkwit i wpływ na historię świata to nie tylko ciekawy motyw w książce, ale jej zasadnicza treść – opowieść o tym, jak bardzo pochodzenie kształtuje nasze życie, jeszcze na długo przed narodzinami. Oczywiście w historii nie brakuje zadymionych klubów i ciemnych suteren, do których ucieka Nica, porzucając arystokratyczne maniery i bogaty dom. Tam może być osobą, jaką zawsze chciała być.
Potem usłyszałam jeszcze plotki: Mówią o niej „baronowa jazzu”. Mieszka z czarnoskórym mężczyzną, pianistą. W czasie wojny pilotowała bombowce. W jej mieszkaniu zmarł saksofonista i narkoman Charlie Parker. Miała pięcioro dzieci, mieszkała z trzystu sześcioma kotami. Rodzina ją wyklęła (wcale nie, ktoś zaprotestował). Napisano dla nie dwadzieścia piosenek (nie, dwadzieścia cztery). Ścigała się z Milesem Davisem po Piątej Alei. A słyszałaś o narkotykach? Poszła do więzienia, żeby go uratować. O kogo chodzi? O Theloniousa Monka. To był prawdziwa historia miłosna, jedna z najwspanialszych.