6 filmów, z którymi warto oderwać się od rzeczywistości
– Po raz trzynasty zapraszamy w podróż dookoła świata i wewnątrz nas samych, mówi Artur Liebhart, dyrektor festiwalu Millenium Docs Against Gravity, który rusza w piątek. – Nasza filozofia, tak dobrze oddana przez hasło festiwalu – zaprasza do oderwania się od przyzwyczajeń i stereotypów, do otwarcia się na świat pokazywany przez najciekawszy i najszybciej rozwijający się gatunek filmowy: film dokumentalny. Na początek proponujemy ODERWAĆ SIĘ od stereotypów na temat filmu dokumentalnego. Filmy MILLENNIUM DOCS AGAINST GRAVITY nie mają nic wspólnego z „dokumentami” czy reportażami, które zazwyczaj pokazują nam nadawcy telewizyjni. Czy prezentowane dzieła można zatem nadal klasyfikować jako filmy „dokumentalne”? Proponujemy ODERWAĆ się od takich pytań. Filmy festiwalu MIILLENNIUM DOCS AGAINST GRAVITY, to KINO NON-FICTION. Oferują to, co w kinie najważniejsze – emocje.
Polecamy Wam 6 filmów, które naszym zdaniem warto będzie obejrzeć w tym roku w Warszawie, Wrocławiu, Bydgoszczy i Gdyni.
Nie opuszczaj mnie
98-letni Jo Byeong-man i 89-letnia Kang Kye-yeol są małżeństwem od 76 lat. Mieszkają w górskiej wiosce Hoengseong w prowincji Gangwon w Korei Południowej. Spłodzili razem dwanaścioro dzieci, pogrzebali szóstkę z nich, ale ich relacja wciąż pełna jest młodzieńczej radości i czułości. Bliźniaczo podobne stroje, które noszą, codzienne żarciki, jakimi się raczą, ale przede wszystkim ogromna miłość uczyniły z nich bohaterów koreańskiej telewizji, a powstały w konsekwencji film pełnometrażowy stał się największym sukcesem komercyjnym w historii południowokoreańskiego kina dokumentalnego. Głównym wątkiem tej historii jest miłość starszych ludzi, zaś osnową – zmienne pory roku i dostosowane do nich czynności gospodarskie. Grabienie liści, odśnieżanie podwórka, zbieranie chrustu na opał, przygotowywanie posiłków z dostępnych produktów – zajęcia powtarzane od lat, z roku na rok stają się coraz powolniejsze i trudniejsze do wykonania. Z miesiąca na miesiąc Jo Byeong-man słabnie coraz bardziej, a jego ukochana żona nie może mu pomóc. Reżyser towarzyszy parze przez 15 miesięcy, dokumentując codzienne rytuały, gdyż tylko to może zrobić wobec zbliżającego się pożegnania, wyznania miłości i bezsiły. W swoim filmie nie zadaje pytania o granice medium i możliwości filmowego obrazowania śmierci. Obserwuje swoich bohaterów z pewnego dystansu, tak by najbardziej intymna i osobista przestrzeń pozostała tylko dla nich. I pomimo że wszystko tu jest realne, postaci, zdarzenia, bezradność i ból, ta historia wykracza poza współczesność i przenosi się w wieczny bezczas mitu.
Kraj: Korea Północna, reżyseria Jin Mo-young, zdjęcia: Jin Mo-young
Pozostając w cieniu
The Residents – 40 lat na scenie, ponad 60 wydanych płyt, kilkanaście krótkometrażowych filmów i status absolutnych legend undergroundu. Ich nagrania znajdują się w zbiorach Museum of Modern Art, a choć przez cały okres kariery nigdy nie zdradzili swojej tożsamości, są prawdziwymi gwiazdami. Niektórzy twierdzą, że wpłynęli na muzykę bardziej niż Beatlesi… Film jest wzorcową biografią – chronologiczną opowieścią wykorzystującą ikoniczne utwory, koncerty i performanse oraz nagrania, które pierwszy raz oglądają światło dzienne. Psychotyczny, rozpisany na dekady show Residentsów przeplata się z wypowiedziami fanów, krytyków i współpracowników. Ramą jest koncert, który The Residents zagrali w niedawno w Wiedniu. Reżyser oparł się pokusie udziwnień formalnych – wyszedł z założenia, że fenomen o którym opowiada sam w sobie zawiera już tak duży ładunek transgresji, że dodatkowe zabiegi byłyby tu nie na miejscu. To historia mniej znanego oblicza amerykańskiej kontrkultury – i rzeczywiście fragmenty z undergroundowych kabaretów San Francisco, z którymi byli związani Residentsi na pewno nie potrzebują adwokatów. To opowieść o artystach totalnych, ikonach niezależności, wciąż poszukujących nowych rozwiązań (każda ich płyta jest flirtem z innym rodzajem muzyki) i nie cofających się przed żadnym ryzykiem. To także pochwała Ameryki, której The Residents są emanacją – jej energii, braku intelektualnych zahamowań i kompleksów, konsekwencji i wierności obranej drodze. Wśród rozmówców znajdują się: twórca Simpsonów, muzycy Talking Heads, Pixies, Primus, Neurosis i inni. Twórczość Residentsów, igrająca właściwie ze wszystkimi nurtami awangardowymi, wpłynęła także na świat popkultury – to oni rozwinęli sztukę teledysku, to oni także stali za śmiałymi formalnie początkami MTV. Z krajowego podwórka wśród ich naśladowców można wymienić twórczość Kazika, El Dupy, ZF Skurcz czy legendarnego Totartu…
Kraj: USA, Austria, Niemcy, Holandia, 2015, reżyseria: Don Hardy Jr., zdjęcia: Barton Bishoff, Don Hardy Jr., Josh Keppel
Kraina oświeconych
Kręcona przez kilka lat porywająca wizualnie alegoryczna epopeja o Afganistanie, ukazanym przez pryzmat nieznanej wcześniej prawdziwej historii. Obserwujemy spektakularne panoramy afgańskiego krajobrazu: żyzne doliny, przysypane kurzem stepy, ośnieżone majestatyczne szczyty Hindukuszu i Pamiru. Poznajemy historię o mitycznych początkach Afgańczyków i ich narodu, a następnie o młodym Gholamie, który prowadzi dziki gang uzbrojonych kilkunastoletnich chłopców z plemienia Kuchi, którzy żyją w górach, całkowicie bez wsparcia dorosłych, palą i handlują opium, rozbrajają stare radzieckie miny, a następnie sprzedają materiały wybuchowe dzieciom pracującym w kopalni lapis lazuli. Za opium, które dostają w ramach okupu od szmuglerów narkotyków, otrzymują od amerykańskich żołnierzy złom wojskowy. Gdy Gholam zastanawia się nad przyszłością gangu po wycofaniu się Amerykanów z Afganistanu, inna szajka stara się utrzymać ścisłą kontrolę nad karawanami przemycającymi lapis lazuli przez płaskowyż Pamiru. Z drugiej strony obserwujemy bazę operacyjną bronioną przez amerykańskich i afgańskich żołnierzy próbujących zneutralizować postępy Talibów na peryferiach strefy Afganistanu kontrolowanej przez siły koalicyjne. Film doskonale łączy fikcyjne i dokumentalne techniki narracyjne, choć gra dzieci w całości oparta jest na improwizacji. Jest przykładem oszałamiającego, sugestywnego, choć bardzo intymnego travelogue’a, ukazującego portret kraju i ludzi rozdartych wojną. Na uwagę zasługują zdjęcia autorstwa reżysera filmu, belgijskiego fotografa i filmowca Pietera-Jana De Pue, nagrodzone za najlepsze zdjęcia na festiwalu filmowym w Sundance.
Kraj: Belgia, 2015, Reżyseria: Pieter-Jan De Pue, zdjęcia Pieter-Jan De Pue
Hotel Dallas
W latach 80. ubiegłego wieku – czasach komunizmu – telewizyjny serial Dallas był dla większości Rumunów jedynym oknem na świat Zachodu. Kiedy kolejne odcinki były nadawane przez jedyną państwową telewizję, wydawało się, że całe społeczeństwo „przykleiło się” do odbiorników telewizyjnych. Ilie i jego córka Livia również są wielbicielami tego serialu. Dla Ilie, potentat paliwowy J.R. Ewing okazuje się wzorem osobowościowym. Podobnie jak serialowy twardy kapitalista, ojciec Livii prowadzi swoje interesy, nie bacząc na etykę biznesu. Jego córka jest z kolei zakochana w aktorze Patricku Duffym, który gra młodszego Ewinga. Po 1990 roku, gdy upadł komunizm w Rumunii, Ilie zbudował hotel „Dallas” po to, aby oszukiwać na podatkach, a Livia postanowiła spróbować „prawdziwego” zachodu i wyemigrowała do USA. Po latach wraca do Rumunii ze swoim wybrankiem, Duffym, aby pokazać mu, jaką rolę odgrywa we współczesnej Rumunii mit Dallas. Debiut reżyserów, którzy prywatnie są parą, łączy historie fabularyzowane z poetyką filmu dokumentalnego i eksperymentalnego muzycznego video artu. Efektem jest intrygujący i dowcipny film-parabola o przestrzeni symbolicznej w kraju postkomunistycznym, dzieciństwie oraz sztuce.
Kraj: Rumunia, USA, 2016, reżyseria: Livia Ungur, Sherng-Lee Huang, zdjęcia: Livia Ungur, Sherng-Lee Huang
Rodzinne tajemnice
Z rodziną, nawet z tą najbliższą, wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach – tak mógłby brzmieć slogan reklamujący ten film. Duński reżyser Tom Fassaert postanawia z kamerą zgłębić tajemnicę własnej rodziny. Jego babcia – Marianne Hertz, dziś 95-letnia staruszka mieszkająca w RPA, w młodości z niewiadomych powodów wyjechała z kraju, porzucając trójkę dzieci i skazując je na sierociniec. Był wśród nich ojciec reżysera oraz jego brat, który cierpi na autyzm, prawdopodobnie w konsekwencji traumatycznych przeżyć. „Marianne Hertz: Modelka i Perfekcyjna Matka” – tak przedstawiały ją magazyny w 1950 roku. Jednak Marianne Hertz jako matce daleko było do ideału. „Jestem synem matki w masce” – przyznaje ojciec reżysera, sugerując, że nawet z pozoru najbliższa nam osoba może w rzeczywistości okazać się nieznana i nieprzewidywalna. Marianne w latach 50.ubiegłego wieku była modelką w Holandii, famme fatale, przez której łóżko przewinęło się wielu mężczyzn, a jednocześnie matką samotnie wychowującą trójkę dzieci. Z nieznanych przyczyn nagle zdecydowała się na wyjazd z kraju. Umieściła dzieci w domu dziecka, by po kilku latach zabrać je stamtąd. Z czasem zaoferowała ojcu Fassaerta pracę w RPA, ale gdy jego rodzice się tam przenieśli, nagle wycofała się z propozycji, pozostawiając ich samym sobie. Doprowadziło to do ich rozwodu. Najbardziej tajemniczą sprawą okazała się jej własna autobiografia, zatytułowana My Double Life. Napisana z pomocą nieznanego nikomu pisarza, nigdy nie znalazła wydawcy. Gdy ojciec reżysera zerwał kontakty z matką, ta przysłała wnukowi zaproszenie, z którego ten skorzystał. W dniu swoich 30. urodzin pojechał z kamerą, aby poznać powód dotychczasowych zachowań babci, a także rodzinnych rozczarowań, które wywołała. Prawda okazała się jednak trudna do odkrycia. Marianne Herzt to nietuzinkowa postać, niełatwa do reżyserowania. Lubi być w centrum uwagi i skutecznie przeciwstawia się pełnieniu roli matki i babci. Film jest nie tylko poruszającym obrazem tragicznych przeżyć rodziny reżysera wywołanych postawą zapatrzonej w siebie kobiety, lecz również portretem grupy ludzi, dla których wzajemna komunikacja i empatia zawsze były problemem.
Kraj: Holandia, Belgia, Dania, 2015, reżyseria: Tom Fassaert, zdjęcia: Tom Fassaert
Poszukiwacze zaginionej arki – najlepszy fanowski remake
Wiele musiało się wydarzyć, aby marzenie dwóch nastolatków z Mississippi się ziściło. Zamieszany był w to Steven Spielberg. A rzecz dotyczy pełnego remake’u, scena po scenie, ich ulubionego filmu Poszukiwacze zaginionej Arki. Zaczęli pracować nad tym szalonym pomysłem w 1982 roku, a skończyli dopiero w 2014 roku. „To niesamowite, że Spielberg potrzebował 20 milionów dolarów, aby wyprodukować „Poszukiwaczy…”, a mój tata miał jedynie jego pozwolenie” – mówi syn jednego z trzech nastolatków, którzy przez 8 lat w czasie wakacji z grupą przyjaciół kręcili remake hollywoodzkiego hitu. Zaczęło się zwyczajnie – chodziło o fanowski film dla zabawy, a w efekcie powstał film o dorastaniu, przyjaźni, sprawach rodzinnych, a także o amerykańskim marzeniu o tym, że wszystko jest możliwe tylko trzeba tego chcieć. Prawie skończony remake stał się filmem kultowym, gdy Eli Roth pokazał go na 24-godzinnym festiwalu hipsterskim Butt-Numb-A Thon w Los Angeles. Brakowało wtedy tylko jednej sceny: z niemieckim samolotem. W 2014 roku dorośli twórcy remake’u łączą siły, aby dokończyć dzieło. Obecnie jeden z reżyserów planuje fabułę na podstawie historii produkcji kultowego remake’u. Okazuje się, że rzeczywistość jest zawsze ciekawsza niż najlepsza nawet fikcja.
Kraj: USA, 2015, reżyseria: Tim Skousen, Jeremy Coon, zdjęcia: Ed Stephenson, Tim Irwin