Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

tokio-1

Tekst i zdjęcia: Karolina Bednarz / W krainie tajfunów 

W Japonii na cmentarzach się nie płacze. W świątyniach się nie klęka. Niektórzy się modlą, inni przychodzą, bo mogą. Nikt nie pyta o to dlaczego. Japończycy korzystają z szintoistyczno-buddyjskiego miksu i każde miejsce religijne stoi dla nich otworem. Malutka świątynka otoczona drapaczami chmur? W Tokio nikogo to nie dziwi!

Na tokijskiej betonowej pustyni to świątynie pełnią rolę oaz. Ludzie wybiegają z drapiących niebo wieżowców, uciekają ze swoich miniaturowych boksów, chowają się na świątynnych dziedzińcach, z dala od kolegów z pracy, od obowiązków, od ponaglającego szefa. Wyciągają swoje bentō, siorbią bez zażenowania instant ramen, kupione kilka minut wcześniej w pobliskim konbini. Wylegują się na ławkach, choćby przez chwilę, kilka metrów obok świętych posągów i drzemią, zerkając co jakiś czas na zegarek i próbując zapomnieć o swojej codzienności czyhającą za torii, cynobrową bramą szintoistycznego chramu.

tokio-2

tokio-3

tokio-4

tokio-5

Kiedy przychodzi czas na powrót, wyczuwa się lekkie napięcie. Przy ołtarzyku robi się tłum, każdy chce odmówić szybką modlitwę przed kolejnymi godzinami przy biurku. Znalezienie ławki w mieście graniczy z cudem, ale o dziwo jest ich sporo w prawie każdej świątyni. Wpadają do niej studenci, zmęczeni turyści albo dzieci. Babcie przychodzą na plotki, biznesmeni pomodlić się o udany deal, a uczniowie wybłagać od opiekuńczych kami pomyślne zdanie egzaminów.

tokio-6

tokio-7

tokio-8

Prośba każdego zostanie wysłuchana (a czy spełniona? to już inna bajka). Pomóc może kupienie talizmanu, tak zwanego omamori, który ma zapewnić nam to, za co zapłacimy. Zdrowie? Udane małżeństwo? Zajście w ciążę? Znalezienie dobrej pracy? No problem. Możemy mieć opiekę bóstw za kilkaset jenów – taniej niż lunch w taniej knajpce za rogiem. Niektórzy w drodze do pracy wbiegają do świątyni, rzucają kilka monet w ofierze i potrząsają energicznie dzwonem, z nadzieją, że może tym razem się uda.

tokio-9

tokio-10

tokio-11

Przy wielu buddyjskich świątyniach znajdują się małe cmentarze, na których jakby zatrzymał się czas. Nieraz przejdzie między nimi kapłan albo jakaś babcia. Dużym nekropoliom bliżej jednak do parków; niektóre stają się wręcz okoliczną atrakcją. Serio! Nikt tu nie płacze, nikt nie zawodzi. Nie ma zniczy, plastikowych portretów i sztucznych kwiatów. W weekendy do tokijskiego Aoyama Gaienmae czy Yanaka Reien zwalają się tłumy… dla relaksu. Na szerokich alejach cmentarza się spaceruje, rozmawia, chodzi na randki, jeździ na rowerze czy na rolkach. Wiosną przychodzi się tu, aby podziwiać kwitnące wiśnie, jesienią, aby patrzeć na czerwieniące się liście klonów. Dodajcie do tego złoto miłorzębów, kwitnące późną zimą śliwy i inne cuda natury i szybko zapomnicie, że znajdujecie się na cmentarzu.

tokio-12

tokio-13

tokio-14

Cmentarze nie są ciche. Na cmentarzu w Yanace znajduje się plac zabaw, który nie-Japończykowi wydaje się sceną jak z horroru, a tutaj raczej nikogo nie dziwi. Zmarli i żywi trwają razem, tak samo jak ludzie i bogowie (japońskie kami) żyją obok siebie na ziemskim padole.

tokio-15

tokio-16

tokio-17

Na niektórych grobach, tak na zapas, wyryto napisy żyjących członków rodziny, bo przecież śmierć nikogo nie ominie. Na samą myśl o zobaczeniu swojego napisu na nagrobku, Europejczyk dostanie gęsiej skórki. Coraz bardziej zeuropeizowany Japończyk także obruszy się na wielowiekową tradycję. Więc zaznaczone na krwiście-czerwono litery są coraz rzadszym widokiem. Chociaż przeraziły pewnie nie jednego niezaznajomionego z tą tradycją turystę.

tokio-18

tokio-19

tokio-20

Spacer po japońskim cmentarzu może czasem zdziwić. Obok wielkich grobowców rodzinnych można znaleźć… grobowce firmowe. Bo prawdziwy salaryman nie rozstaje się z firmą nawet po śmierci i część jego prochów ląduje razem ze współpracownikami we wspólnym grobowcu. W końcu kaisha (firma) to taka druga kazoku (rodzina).

tokio-21

tokio-22

tokio-23

W mieście, gdzie każdy centymetr jest na wagę złota, to w przyświątynnych ogródkach i cmentarzach można znaleźć ukojenie wśród natury. Choćby na chwilę. Bo potem trzeba gnać dalej. W końcu Tokio nigdy nie śpi.