Zabawa w Berka
Tekst: Remek Wąs
Zdjęcia: Redakcja
Berek nie jest już najnowszym miejscem na kulinarnej mapie Warszawy. My jednak odwiedziliśmy je po raz pierwszy zaledwie kilka dni temu, w lutowy poniedziałek. Nasze wrażenia? Przeczytajcie poniżej.
Pomysł na Shipudei Berek, bo tak brzmi pełna nazwa lokalu, był bardzo prosty. Głównym tematem bogatej, acz niezbyt szerokiej oferty (co jest oczywiście na plus!) bistro jest współczesna kuchnia izraelska rodem z Tel Avivu. Mimo, że w Warszawie jest już kilka miejsc raczących hummusem na milion sposobów to lokal na Jasnej wychodzi z tego starcia obronną ręką. Berek proponuje zupełnie inną formę spędzania czasu – mniej intymnie, ale za to w grupie, wśród przyjaciół i znajomych. Dzięki różnorodnemu menu, do syta naje się tam każdy – zarówno wegetarianin czy weganin, ale również osoba na diecie bezglutenowej czy klasyczny mięsożerca i miłośnik ryb.
Tym, czego bez dwóch zdań nie można Berkowi odmówić, jest smak. Soczyste granaty, biała tahina, pieczone w całości kalafiory, kozie sery i kolendra – to bukiet towarzyszący nam przez całą kolację. Menu lokalu zostało skomponowane przez Ofira Vidavsky’ego – izraelskiego kucharza ściągniętego do Polski przez zauroczonych bliskowschodnimi smakami właścicieli.
Na pewno znacie formułę hiszpańskiego baru tapas, gdzie najlepiej zamówić dużo małych porcyjek aby spróbować wszystkiego, co kryje się pod obcobrzmiącymi nazwami. W Berku jest podobnie! Na „dzień dobry” zamówiliśmy zestaw różnych mini przystawek, tak zwanych mezze – hummus, pastę z palonego bakłażana, salsę pomidorową, kozi, kremowy serek labane, świeżo pieczoną pitę i marynowane oliwki.
Następnie wjechały dwie specjalności lokalu: przypominające podpłomyki placki zwane tutaj „izraelską pizzą”, nas zachęciła nieco „lżejsza” ich wersja o nazwie Neve Tzedek ze świeżym rozmarynem, czosnkiem, masłem i prażonymi migdałami; shipudim – czyli szaszłyki mięsno-warzywne, w dwóch wersjach – z łososiem i cytryną oraz z kurczakiem.
Na szczęście, pomimo pełnych już żołądków, nie pominęliśmy deserów. A te, były przepyszne! Mój osobisty faworyt? Malabi – mleczna, niezwykle delikatna pianka z różanym sosem i posypką z prażonych orzechów, coś wspaniałego! Na samo wspomnienie robi mi się błogo na żołądku.
Ogólne wrażenia? Bardzo pozytywne! Na pewno nie był to nasz ostatni raz w Berku. Jedzenie pyszne, wino smaczne a desery? Place lizać! Jeśli chodzi o ceny to te są bardzo rozsądne! Zdecydowanie nie przerażają, a ich stosunek do jakości potraw i wielkości porcji zadowoli zdecydowanie każdego. Do tego moc promocji – do każdego śniadania kawa lub herbata gratis. Oprócz dań lunchowych czy bardziej kolacyjno-biesiadnych, ciekawie zapowiada się nowa oferta śniadaniowa z pomidorową shakshuka na czele! Niebawem trzeba sprawdzić, może w najbliższy sobotni, kacowy poranek?
——
ul. Jasna 24
Warszawa