Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

Tekst: Marta Mach

Zdjęcia: Materiały prasowe

Artystyczna Podróż Hestii obchodzi jubileusz piętnastolecia. Od półtorej dekady wokół młodej sztuki spotykają się ludzie z bardzo różnych światów. Co łączy biznesmena, aktywną seniorkę, studenta uczelni artystycznej i kuratorkę? Zamiłowanie do sztuki. Rozpoczynamy cykl w którym 15 osób związanych w przeróżny sposób z konkursem APH na przestrzeni 15 lat. opowie nam o swoich doświadczeniach.

Magdalena Kąkolewska, prezes Fundacji Artystyczna Podróż Hestii: – Konkurs powołano w 2002 roku z inicjatywy Piotra M. Śliwickiego — prezesa sopockiej grupy towarzystw ubezpieczeniowych Ergo Hestia, kolekcjonera, miłośnika sztuki i mecenasa kultury. Pierwsza edycja zaistniała dzięki współpracy z Akademią Sztuk Pięknych w Gdańsku. Przez kilka lat konkurs miał zasięg lokalny i skupiał się na malarstwie. Ósmą edycję przeprowadzono w 2009 roku już w wymiarze ogólnopolskim i pod patronatem tygodnika „Polityka”. Dziś do konkursu przyjmowane są prace z dziedziny malarstwa, rzeźby, grafiki warsztatowej, fotografii i sztuki cyfrowej. Konkurs skierowany jest do studentów 3, 4 i 5 roku wydziałów artystycznych uczelni państwowych.

– Od samego początku, czyli od pierwszej edycji konkursu „Artystycznej Podróży Hestii”, wyróżniał go sposób nagradzania młodych talentów wyłanianych w konkursie. Zwycięzca otrzymuje możliwość odbycia podróży artystycznej do USA, jesienią spędza miesiąc w Nowym Jorku. Laureat nagrody specjalnej w tym samym czasie wyjeżdża do Walencji. Program pobytu w obu miastach wypełnia praca twórcza, zwiedzanie galerii i muzeów oraz spotkania z artystami. Inspiracją dla pomysłodawcy konkursu, prezesa Piotra M. Śliwickiego, była tradycja podróży edukacyjnych. Przed wiekami praktykowali je młodzi ludzie, głównie zamożni arystokraci i artyści, by poznać dziedzictwo najważniejszych europejskich ośrodków. W miejscach powszechnie uznawanych za centra kultury i sztuki nabierali ogłady, poszerzali horyzonty, wyrabiali gust. Jestem przekonana, ze idea podróży artystycznej jest nadal istotnym aspektem kształtowania młodych artystów.

Artystyczna podróż w kosmos

Anna Wypych, laureatka XIX edycji konkursu: – O konkursie APH wiedziałam już podczas nauki w gimnazjum plastycznym w gdyńskim Orłowie. I już w gimnazjum  na udział w konkursie się szykowałam. Tak bardzo nie mogłam się doczekać, że popełniłam fallstart i byłam gotowa do zgłoszenia rok zanim regulaminowo mogłam do niego przystąpić. Moja praca „Muzy” czekała więc cierpliwie dwanaście miesięcy i doczekała się pierwszej nagrody, w ramach której poleciałam na rezydencję do Nowego Jorku.

– Podróż do Ameryki była momentem przełomowym w mojej karierze. Mieszkałam wtedy jeszcze z rodzicami w rodzinnym mieszkaniu we Wrzeszczu i do tamtego momentu niewiele podróżowałam. Nowy Jork jawił mi się jako miejsce niedostępne, kosmiczne, nie z tego świata. Okazało się, że owszem, metropolia zrobiła na mnie ogromne wrażenie, ale kiedy już się w niej znalazłam, dotarło do mnie, że po ulicach nie chodzą kosmici, tylko normalni ludzie, że podróż za ocean jest w zasięgu ręki. Otworzyła mi się głowa.

Sztuka bez targetu

Magdalena Kąkolewska: – Nie tylko studenci korzystają z konkursu APH. Wszystko, co dzieje się wokół : warsztaty, wystawy, spotkania, debaty – ma o wiele szerszy zasięg. Można powiedzieć, że Artystyczna Podróż Hestii to więcej niż konkurs dla artystów, to program edukacyjny adresowany do bardzo szerokiej publiczności. Jakiej? Dosłownie wszystkich, którzy są zainteresowani sztuką, którzy są ciekawi inną niż swoją wizją świata. Nie jestem w stanie i nie chcę określić tzw. targetu. Sztuka powinna być od targetów wolna. Na naszych wystawach pojawiają się więc dzieci, dorośli, i seniorzy, do których docieramy bardzo różnymi kanałami. Dla wielu z nich zetknięcie się z pracami młodych artystów to ich pierwszy kontakt ze sztuką i galerią w ogóle. Ośmiela ich fakt, że umożliwiamy spotkanie z artystą, rozmowę pomiędzy twórcą a odbiorcą. Fundacja od prawie piętnastu lat jest rodzajem przewodnika, łącznika pomiędzy tymi dwoma światami.

– Dla młodych artystów to też jest ciekawe, że mogą spotkać się oko w oko z publicznością. Nie ze znajomymi, nie z profesorami, ale zupełnie obcymi odbiorcami, którzy doświadczenie ze sztuką mają bardzo różne. Finał konkursu APH to dla finalistów z kolei często pierwszy raz, kiedy poddają się pozaakdemickiej ocenie. W zeszłym roku dużo energii poświęciliśmy na spotkania ze studentami na uczelniach. Rozmawialiśmy o tym, że „artysta”, to przede wszystkim zawód, a nie powołanie. Co się okazało? Że studenci czyją w związku z tym ogromy lęk. Lęk przed wyjściem spod opieki matki-akademii. My te obawy staramy się rozwiewać. Artystyczna Podróż Hestii daje studentom możliwość spotkania z kuratorami, galerzystami, ludźmi z branży. W zeszłym roku zorganizowaliśmy w MSN-ie ważną i gorącą debatę. W przyszłym planujemy odważną formułę na zasadzie speed-dating pomiędzy naszymi finalistami i kuratorami.

Anna Wypych: – Do wyjazdu do Nowego Jorku przygotowałam się bardzo solidnie. Przez pół roku eksplorowałam w internecie tamtejsze galerie. Spośród ponad tysiąca, o których czytałam, wybrałam 80 i wszystkie z listy udało mi się podczas rezydencji odwiedzić. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że nowojorski rynek sztuki działa jak bardzo dobrze naoliwiona maszyna. Trzeba wiele determinacji i refleksu, by stać się jej ważnym trybikiem. Kilka galerii, które planowałam odwiedzić, do czasu mojego przylotu, przestało istnieć, kilka – zmieniło adres. Szaleństwo. W tym szaleństwie jest jednak metoda. Sztuka w Nowym Jorku niejedno ma imię i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Zauważyłam, że drzwi w drzwi funkcjonują tam galerie o skrajnie różnych zainteresowaniach: galeria pokazująca sztukę bardzo aktualną, zaangażowaną, korzystającą z nowych mediów działa obok takiej, która zajmuje się sztuką realistyczną, przedstawieniową, taką jaką ja bardzo lubię. W Nowym Jorku nie usłyszałam opinii typu: „ten rodzaj sztuki jest dobry, a tamten nie”, „ty tworzysz w oderwaniu od rzeczywistości, a ty zgodnie z trendem”. Zobaczyłam, że na świecie istnieje zapotrzebowanie na każdy rodzaj sztuki – trzeba tylko znaleźć swojego odbiorcę. Po powrocie do Polski nabrałam odwagi, by kontynuować drogę w kierunku, z którego czasem chciałam zboczyć. Dziś mam na koncie wiele międzynarodowych sukcesów.

Sprzężenie zwrotne

Magdalena Kąkolewska: – W konkursie Artystyczna Podróż Hestii ważny jest też element edukacji pracowników i klientów grupy Ergo Hestia. Stanowią oni znaczącą część publiczności naszych wydarzeń.

Aleksandra Prusinowska, laureatka : – Kiedy w 2010 roku przygotowywałam się do dyplomu na malarstwie gdańskiego ASP, konkurs Artystyczna Podróż Hestii był w Trójmieście bardzo popularny. Można powiedzieć, że wysłanie pracy na konkurs było rutyną dyplomowego roku dla każdego studenta. Muszę przyznać, że i ja potraktowałam zgłoszenie rutynowo i w ogóle nie spodziewałam się, że znajdę się w zaszczytnym gronie finalistów.

– Konkursową pracę „Miłość” zgłaszałam nie będąc pewną, czy malarstwo będzie moim powołaniem. Mimo, że było to kilka miesięcy przed dyplomem, ja wciąż nie byłam pewna swojego medium. Myślę, że dziś śmiało mogę powiedzieć, że wygrana w konkursie ugruntowała moje zainteresowanie malarstwem i w pewnym stopniu wpłynęła na kierunek mojej twórczości. „Miłość” jak każdą pracę, tworzyłam partiami. Nigdy na początku procesu tworzenia nie mam w głowie precyzyjnej wizji efektu końcowego. Zaczynam malować jakiś motyw, czasem go powielam, na przestrzeni czasu domalowuję kolejne elementy i motywy, które dopełniają całość, dodają wątki i nadają nowe znaczenia. Praca żyje, zmienia się, czasem nawet samą mnie zaskakuje. „Miłość” to symbioza: barwy, postacie, kompozycja – wszystko razem tworzy kwintesencję pozytywnego przekazu. Czy to właśnie sprawiło, że dzieło stało się ulubioną pracą Hestii? Nie wiem. Ale kiedy dowiedziałam się, że reprodukcje cieszą się ogromną popularnością i wiszą w wielu biurach i domach odbiorców konkursu, bardzo się ucieszyłam. Płótno, jak każda praca wyróżniona w konkursie, trafia do kolekcji. Początkowo obwiałam się, że to oznacza koniec jej funkcjonowania w przestrzeni publicznej, że zostanie zamknięta w jakiejś kanciapie na strychu i tyle ją będzie można zobaczyć. APH prawie co roku organizuje wystawy kolekcji. „Miłość” żyje własnym życiem. Była wystawiana min. w poznańskim „Arsenale”, krakowskim „Pałacu Sztuki”. To jest dla mnie wymierna nagroda, którą odbieram wielokrotnie od ponad pięciu lat. Jestem wobec siebie bardzo samokrytyczna. Marzę o tym, że namaluję kiedyś obraz, z którego będę w pełni zadowolona. Gdyby „Miłość” ze mną została, pewnie w nieskończoność bym ją zmieniała, poddawała obróbce. A tak, dzięki jej sukcesowi – jestem z niej zadowolona „przymusowo”.

Magdalena Kąkolewska: – Artysta w swoją profesję wpisaną ma nieustanną konfrontację z oceną swojej pracy. Ale tak naprawdę w każdym zawodzie rzadziej lub częściej na taką konfrontację jesteśmy narażeni. Ludzie biznesu od artystów mogą uczyć się determinacji, konsekwencji i niepokorności. I my im tę naukę umożliwiamy.

Artykuł opublikowany w 11. numerze magazynu Zwykłe Życie