Ulubione. Paulina Pajka
Przepytała: Agata Napiórska
Co poniedziałek zmuszam jedną osobę do nadludzkiego wysiłku. Zadanie polega na tym, by wybrać jedną książkę, jeden film i jedną piosenkę, które w jakiś sposób są ważne dla ankietowanego. Może być to wybór podyktowany nastrojem chwili, może być tzw. życiówka. I trzeba uzasadnić.
Paulina Pajka – 1987, Krakowianka, która pokochała Warszawę, absolwentka filologii polskiej. Z zamiłowania i może przyszłego zawodu fotografka, z najbliższych planów – podróżniczka. Na co dzień kocha wszystkie czworonogi, marząc skrycie o przygarnięciu jednego, na ten moment matka polka psów i kotów znajomych. Weganka i joginka w jednym, niezbyt twardo stąpająca po ziemi.
Piosenka
Juno, 2008.
Ponieważ powyższy link odsyła nie tylko do jednej piosenki, przemycę tu chytrze cały album – ścieżkę dźwiękową z filmu Juno, którego jeszcze nigdy nie udało mi się odsłuchać inaczej niż w całości (i na repeacie). To moja płyta na każdą porę i na każdy nastrój – kiedy chcę posłuchać czegoś dobrego i kiedy nie mam pojęcia co włączyć. Oprócz tego, że łączy moje ulubione gatunki muzyczne i wykonawców, jest totalną mieszanką emocji i uczuć – możesz przy niej zarówno szlochać po zerwaniu z chłopakiem, jak i tańczyć do upadłego kiedy akurat masz na to ochotę. A kiedy właśnie popełniłeś największą w życiu gafę i chcesz się zapaść pod ziemię, przejdź od razu do kawałka nr 18 i razem z Antsy Pants zaśpiewaj:
I am a vampire
I am a vampire
I am a vampire
I am a vampire
I am a vampire
vampire
I am a vampire
I have lost my fangs
So I’m sad and I feel lonely
So I cry and I’m very angry
And I hate some garlic
So I am no more sad and ache yeah yeah
Film
Nothing personal, Urszula Antoniak, 2009.
W Nothing personal najprawdopodobniej pada w sumie kilkanaście zdań. Główne role gra tam dwójka ludzi i surowa przyroda. Jest to debiut polskiej reżyserki Urszuli Antoniak, a dla mnie jeden z najpiękniejszych filmów jakie widziałam. Nikt tu nie podpowiada kim są bohaterowie, co przeżyli zanim znaleźli się w miejscu, w którym ich poznajemy, nikt też nie sugeruje co może wydarzyć się później, kiedy historia się kończy. To, co widzimy na ekranie pozostawia miejsce na własną opowieść – w moim odczuciu o samotności przeżywanej we dwoje.
Książka
Śmieszne miłości, Milan Kundera, 1967.
Siedem opowiadań, których tematem jest miłość, a raczej jej karykatura. Moja pierwsza książka Kundery, póki co, ulubiona, do tego udało mi się upolować w antykwariacie wydanie z 1990 roku z piękną okładką. To chyba mój nadal nieugaszony, wewnętrzny bunt (jeszcze wyniesiony ze szkoły) przeciwko literaturze poświęconej wyidealizowanej miłości romantycznej. Wspaniali bohaterowie uwikłani w tragikomiczne historie, które dalekie są od romantycznego scenariusza – czyli samo życie! I chyba dlatego tak lubię do niej wracać – w miłosnych potyczkach kolejnych postaci łatwo odnaleźć swoje niepowodzenia, ale i spojrzeć, jak przez dążenie do nieistniejącego ideału miłości, często umyka nam prawdziwe jej przeżywanie.