Yanesen
Tekst i zdjęcia: Karolina Bednarz / W krainie tajfunów
W Yanesen czas zatrzymał się dawno temu. Dziesiątki świątyń, starych drewnianych budynków i powciskanych w malutkie uliczki knajpek, gdzie ledwo wchodzi kilka osób. Z dala od neonów, ogromnych sklepów i gnających tłumów salarimanów.
Atmosfera shitamachi – „dolnego miasta” – nie jest dla każdego. Ma jednak w sobie coś, co jest nie do podrobienia.
Yanesen to zwyczajowe określenie trzech dzielnic – Yanaka, Nezu i Sendagi. Rzadko wspomina się o nich w przewodnikach, ale może to dobrze. Kiedy potrzebuję inspiracji, udaję się w tamtą okolicę. Wchodzę do którejś z licznych świątyń, siadam na ławeczce i czytam książkę. Nikogo to nie dziwi, nikomu to nie przeszkadza. Co jakiś czas wpadnie na krótką modlitwę pani w średnim wieku albo młody uczeń. Złożą dłonie i poproszą w ciszy o spełnienie ukrytego marzenia ze skupieniem na twarzy.
Nie jestem fanką deszczu, chyba że mogę wtedy siedzieć schowana pod kocem z dobrą książką i słuchać szumu wody na zewnątrz. Dodaje on jednak uroku drewnianym budynkom nieopodal dworca Nezu. Ulice są jeszcze bardziej puste, a kawiarenki, które nie zmieniły się od dziesięcioleci, zdają się jeszcze bardziej melancholijne.
Gdybym miała zamieszkać w Tokio, to pewnie w jednej z takich uliczek. Chodziłabym codziennie do tej samej kawiarenki, w której od kilkudziesięciu lat kawę przyrządza ta sama pani. Porozmawiała na spokojnie z buddyjskim mnichem, który wypytywał mnie ostatnio o czytaną przeze mnie książkę. Weszłabym do jednej z knajpek, z których woń jedzenia czuć z oddali. Owoce kupowałabym u pana w wykrochmalonym fartuchu, który wiedziałby, że lubię dojrzałe banany, a tofu w sklepiku na rogu, gdzie przyrządza się je według tej samej receptury, co przed wojną.
Zatapiam się w moim wymarzonym życiu w malutkim świecie shitamachi, a pan na ławeczce krzyczy do mnie: „Itte rasshai!” – „do zobaczenia!”, dosłownie „idź i wróć” które mówi się z reguły do wychodzącej z domu bliskiej osoby.
„Itte kimasu” – odpowiadam. „Do zobaczenia!”, czyli „idę i wrócę.” Obiecuję.