Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

black-circle-1923

Czarne koło na białym tle, Kazimierz Malewicz

Tekst: Adam Drozdowski

Normcore to, zdaje się, że już przebrzmiałe nieco hasło. Okres swojej największej popularności przechodziło w drugiej połowie zeszłego roku. Czy można jednak mówić, że normcore tak jak poprzednie trendy uległ rozproszeniu i się skończył? Nie do końca. Normcore zwraca uwagę na pewne tendencje, które są widoczne nie tylko w modzie. Czy po okresie, w którym triumfy święciła oryginalność w wydaniu hipsterskim przyszedł czas na przeciętność normcorowców? Czy może w swoim dążeniu do oryginalności doszliśmy do momentu granicznego przesytu, w którym wszyscy byliśmy już tak wyjątkowi, że nikt już się nie wyróżniał?

Skupiając się na samym terminie – normcore, łatwo można zauważyć, że jest on sztucznie ukutym zlepkiem słów, który chętnie podchwyciły agencje prognozowania trendów, a stamtąd poszybował już dalej: do PR-owców i specjalistów od marketingu. Po raz kolejny okazało się, że XXI wiek nie lubi zjawisk nienazwanych. Współczesny człowiek stara się znaleźć dla wszystkiego jasne, jednoznaczne określenie. W swoich założeniach normcore jest pochwałą przeciętności. W modzie objawia się uwielbieniem wszystkiego co można określić przymiotnikiem „wygodny”. Czym jest jednak w praktyce? Krótka analiza zdjęć oznaczonych na Instagramie hasztagiem normcore sugeruje, że mianem normcoru można określi absolutnie wszystko. Mamy tutaj więc rzeczy, których byśmy się spodziewali: czarne rurki i białe buty, jednolite koszulki, ale też mniej oczywiste, takie jak: nowe torebki od Gucci czy Daria Werbowy w kampanii Celine. Określenie normcore, początkowo świeże i awangardowe, bardzo szybko zostało sprowadzone do roli chwytu reklamowego.

black-cross-1923

Czarny krzyż na białym tle, Kazimierz Malewicz

Hasło wymyślone przez agencję K-Hole nie miało początkowo odnosić się do mody, a raczej nazywać pełne elastyczności i łatwości w adaptowaniu się do różnych środowisk, podejście do życia. Jednak społeczność internetu bardzo szybko związała je z określoną stylistyką. Normcore nie jest/nie był alternatywą dla hipsterstwa, a raczej kolejną jego formą, kolejnym stadium. Prześledzenie historii hasztagu normcore na Instagramie pokazuje, że osoby, określające się poprzez ten hasztag, robią wszystko, żeby wyglądać jak najprzeciętniej. Jednak wystarczy się przyjrzeć nieco zdjęciom i juz wiemy o co chodzi: jeansy od Calvina Kleina połączone z t-shirtem od Lagerfelda i vintage Rolexem to nie normcore. To właśnie takie podejście czyni ten trend skrajnie pretensjonalnym. Ubierając się w żmudnie wybierane „cokolwiek” pokazujemy światu, jak bardzo nam nie zależy i jak bardzo jest nam obojętne.

Niestabilność pojęcia normcore obnaża fakt, jak wiele rzeczy można nim określić. Jeśli czytając ten tekst siedzisz w t-shircie i sportowych butach to teoretycznie już jesteś „normcorowy”. Styl ubrań, fasony czy chociażby przynależne normcorowi kolory zahaczają zarówno o pojęcie minimalizmu jak i o styl, który kojarzymy z latami 90. W szafie normcorowca znajdą się bazowe ciuchy, mogące tworzyć niezliczone kombinacje monochromatycznych stylizacji.

white-square-1917

Biały kwadrat na białym tle, Kazimierz Malewicz

Normcore nie jest jedynie trendem ulicy. Dosyć szybko podchwyciły go duże domy mody. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że przez moment sytuacja na wybiegach zaczęła być bardziej przyjazna zwykłym śmiertelnikom. Nic bardziej mylnego. Normcore nie jest anty-modą. Jest rodzajem gry, w której blogerki i blogerzy, trendsetterzy pokazują jak można ubrać się przeciętnie i w zgodzie z trendem, ale nadal za kilka średnich krajowych.

Ciekawa jest pochodząca od „prawdziwych normcorowców” – przeciętniaków, fala nienawiści wobec normcoru, widoczna chociażby pod artykułami dotyczącymi tego zjawiska. Według mnie, wynika ona z niechęci wobec tego stylu/trendu, płytkości tego określenia oraz poczucia braku większego znaczenia. Słowo, które początkowo miało określać/określało pewną prawidłowość wiązaną z ludźmi dążącymi do wolniejszego, zwyklejszego i bardziej świadomego życia, bardzo szybko zostało zagarnięte na potrzeby reklamy, a jego znaczenie zostało wypaczone przez świat mody.

Normcore jest pewnym trendem i jako taki powinno się go traktować. Jest wynikiem rozbuchanej komercjalizacji przestrzeni, w której żyjemy. Jako słowo, powstał w agencjach marketingowych. To, że nie do końca wiadomo co ma określać a jego intuicyjne granice są bardzo płynne, jest świadectwem jego sztuczności. Jeśli pierwotnie odnosił się do określenia nowej-przeciętności, to sam fakt, że największe triumfy święci jako hasztag pod zdjęciami blogerów modowych temu przeczy. Za wzór normcorowcy postawili sobie Steve’a Jobsa – komputerowego geniusza, który niewiele miał wspólnego z wydziaranym, brodatym kolesiem w czarnym golfie i spranych jeansach ze zdjęcia znalezionego na tumblerze. Jobs nosił się w taki sposób, ponieważ nie interesował go świat mody a ubranie się tak samo, ale za radą portali modowych nie czyni noszącego golf przeciętnym. To trochę tak jakby uznać, że wraz z założeniem zamszowej kurtki z frędzlami z automatu stajesz się hipisem.

DSC_5623

fot. heartandbleecker.com

Nie jest to jednak koniec historii tego słowa. Znacie avant-normcore? Wydaje się, że jest to ulepszona wersja poprzedniego, którego główną wadą w oczach fashion victims było zbyt małe pole do popisu w zakresie stylizacji. Najnowszy twór eliminuje ten defekt. To słowo nazywa zjawisko, które polega na awangardowym wykorzystaniu i zestawianiu bardzo codziennych rzeczy. Po raz kolejny okazało się więc, że wybierając ubrania i kierując się jedynie tym jak one wyglądają oraz czy coś podobnego widzieliśmy ostatnio na jednej z celebrytek, nie zwracając uwagi na pochodzenie, oryginalność, przydatność danego ciucha stajemy się ofiarą mistrzów manipulacji. W momencie, w którym nie wszyscy chcieli zdecydować się na noszenie nudnych, przeciętnych zestawów, rynek podsunął im inną opcję wraz z gotowym hasztagiem. Pojawienie się avant-normcore jest przykładem na to, że „programowa przeciętność” w świecie mody była skazana na porażkę a większość ludzi, którzy interesują się tą kwestią nie lubi ginąć w tłumie. Sytuację, w której się tymczasowo znaleźli można porównać do scen z amerykańskich filmów dla nastolatek, w których główna bohaterka przechodzi metamorfozę, zafundowaną i pokierowaną przez jej popularne koleżanki. W przypadku normcoru było dokładnie odwrotnie – królowe szkolnych korytarzy przebrały się za swoich podwładnych.

W poprzedni sezonie, tak samo jak posiadanie poncza modne było bycie normcorowym. Nie oszukujmy się, nie ma za tym zbyt dużej filozofii. Osoby, które żyją swoim tempem, nie uzależniają swoich wyborów od tego co napisał Vogue.