Zwykłe Życie to magazyn o prostym życiu wśród ludzi, miejsc i rzeczy.

191

Tekst: Adam Drozdowski 

Określenie P R O J E K T A N T nabrało ostatnimi czasy nowego, bardziej ludzkiego charakteru. Mówiąc, że coś jest od projektanta nie myślimy już o okularach Diora czy sukience Dolce & Gabbana. Pojęcie to zdemokratyzowało się i rozszerzyło na szeroki rynek młodych zdolnych, którzy szukając drogi zbytu dla swoich projektów, korzystają z szeregu portali takich jak SHOWROOM czy Mustache.

Źródła ogromnej popularności portali sprzedażowych czyli tzw. multibrandów, można dopatrywać się w dużej dostępności i różnorodności towaru, łatwości obsługi czy w znudzeniu potencjalnych kupców sztampą i słabą jakością oferowaną przez duże koncerny odzieżowe ubrań.

Urokowi świeżych talentów uległa również telewizja. W ramówkach najpopularniejszych stacji goszczą konkursy zarówno dla projektantów, jak i modelek. Moda stała się zjawiskiem bardzo medialnym i popularnym. W pierwszej dekadzie XXI wieku przeciętny Polak i przeciętna Polka modę mogli kojarzyć jedynie z ekscentrycznym Arkadiusem. Teraz zdaje się, że media większą uwagę przykładają do nowin z wybiegów i pracowni.

Zupełnie inną kwestią jest pojawienie się kilku instytucji, które nie tylko w nowoczesny sposób edukują osoby chcące zostać projektantami, ale również promują swoich absolwentów. W tym miejscu warto wspomnieć chociażby pierwsze absolwentki warszawskiej Katedry Mody: Katarzynę Skórzyńską, Zofię Ufnalską, Joannę Wawrzyńczak czy Julię Kaletę. Ich projekty zrobiły furorę na wystawie polskich projektów podczas London Fashion Week.

1

Yves Klein / www.wikiart.org + Błękitna koszula / sagerforsberg.com

Inną ciekawą inicjatywą jest łódzkie Centrum Promocji Mody powstałe przy ASP. Instytucja ta ma na celu dokładne przygotowanie studentów do funkcjonowania w branży. W jaki sposób? Poprzez ułatwianie im kontaktu z potencjalnymi pracodawcami, dostawcami, hurtownikami czy podwykonawcami, ale również poprzez zapoznawanie ich z najnowszymi technologiami i trendami. Istnieje również cały szereg prestiżowych konkursów, które mogą stać się świetnym pierwszym krokiem do sukcesu, takich jak Złota Nitka czy Off Fashion w Kielcach.

Moda posiada długą tradycję stawiania na pierwszym miejscu młodości. Przykład? Yves Saint Laurent i jego kariera głównego projektanta Diora, które to stanowisko objął po śmierci legendy. Miał wtedy 21 lat. Współcześnie, postawienie na młodego projektanta – Olivera Rousteinga, przyczyniło się do spektakularnego triumfu marki Balmain (dzięki unikatowym projektom Rousteinga, paryski gigant zanotował kilkunastoprocentowy wzrost zysków). Takie sytuacje i ryzykowne posunięcia to jednak nie tylko specyfika Zachodu. Jeśli chodzi o polskie poletko to nie sposób zapomnieć o błyskotliwych pomysłach Jerzego Antkowiaka, który pracował z Jadwigą Grabowską w Modzie Polskiej.

1374253734-img

Jerzy Antkowiak z ekipą Mody Polskiej / www.dorndeck.de

Jednak nie oszukujmy się. Trudno jest nie rozgraniczać tego co oglądamy chociażby na pokazach dyplomowych od naszych codziennych, ubraniowych wyborów. Wśród młodych projektantów znajdziemy więc takich, którzy znajdując inspirację w dużych domach mody tworzą wymagające, awangardowe projekty, ale również tych, którzy lubują się w bardziej codziennych propozycjach dla szerszego kręgu odbiorców. Do tych pierwszych należy niewątpliwie Liliana Pryma, która dzięki swoim zachwycającym kreacjom jest ultraseksownym, ekstrawaganckim głosem, w świecie coraz bardziej opanowanym przez modę (a może już konfekcję?) spod znaku codziennego pragmatyzmu. Z drugiej strony, na polskim rynku mamy też nazwiska takie jak Anna Pitchouguina, która nie rezygnując z dbałości o każdy detal, proponuje zdecydowanie bardziej codzienne stylizacje. W każdym razie obie dziewczyny podbijają obecnie Londyn – trzymajmy więc kciuki.

Jest jednak jeszcze inna kwestia. Tym razem związana z modą, nazwijmy to, mniej awangardową i autorską. Handmade, premium quality czy „autorski projekt” to najczęściej pojawiające się w opisach produktów od projektantów i marek modowych określenia. Prymat jakości i oryginalności wykorzystują nawet sieciówki, mamiąc nas oznaczeniami produktów w sklepach internetowych, nie tylko tymi tagami, ale również tworząc specjalnie, limitowane, wykonane lepiej i z lepszej jakości materiałów linie ubrań.

Jednak gdzie jest początek drogi, której metą jest dzisiejsza tęsknota za prawdziwym rzemiosłem? Lata 90. – to wtedy pojawiły się na rynku tanie produkty ze Wschodu, które zalały i wypełniły po brzegi na niemal dwie dekady wszelkie potrzeby społeczeństwa niedoboru na hiper-konsumpcyjnym głodzie. Główną zaletą rzeczy, które kupujemy od młodych-zdolnych jest to, że są produkowane ręcznie, zwykle w dużo mniejszych ilościach i odznaczają się wysoką jakością wykonania. W czasach, kiedy coraz bardziej liczy się świadomy styl życia, szukamy czegoś unikalnego, wykonanego z porządnych materiałów. Skończył się szał na popularne niegdyś sieciówki, które oferowały tańsze wersje projektów największych domów mody. Liczy się oryginalność. Odbiorców przestało interesować jedynie to jak dana rzecz wygląda, teraz ważna jest też jej historia.

190

W praktycznie każdym większym mieście w Polsce organizowane są obecnie targi, których ilość wzrasta wraz ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia. To na nich, zwykle nie posiadający własnych otwartych pracowni czy tym bardziej butików młodzi-zdolni mogą pochwalić się tym, co tworzą. Zmiana w konsumpcji zachodzi z obu stron. Na wartościowym produkcie zależy zarówno producentowi-sprzedawcy jak i potencjalnemu kupcowi-klientowi. Wśród tych drugich zaobserwować można powolne odchodzenie od całodziennych zakupów w centrach handlowych na rzecz transakcji dokonywanych twarzą w twarz. Żyjąc w ciągłym biegu, cenimy sobie interakcję z drugim człowiekiem. Nic dziwnego, że chętnie poznajemy ludzi, którzy sami stoją za tym co sprzedają. Dużo przyjemniej jest kupić coś od uśmiechniętego młodego zapaleńca niż od anonimowej ekspedientki, tym bardziej, że oprócz fajnego ubrania zyskujemy poczucie, że w jakimś stopniu przykładamy się do jego rozwoju.

Wciąż rosnąca popularność tego typu rozwiązań, pozytywnie nastraja na przyszłość. Ile z rzeczy w Twojej szafie ma szanse służyć kolejnemu użytkownikowi, gdy Tobie się ona już znudzi? Jak wiele rzeczy na co dzień nosimy po naszych rodzicach, albo po dziadkach? Każdy jest w stanie coś z przeszłością wyszperać. Rynek młodych-zdolnych, czy to projektantów czy rzemieślników, daje szansę na powrót do czasów, kiedy rzeczy nie były jednorazowe. Jedną z fajniejszych cech mody jest to, że jest nieobliczalna – pozostaje mieć nadzieję, że bum na kupowanie rzeczy handmade, tworzonych z pasją szybko nie minie.