China Town. Ulepiona tożsamość narodowa
Tekst i zdjęcia: Aga Poznańska / isawpictures.com
Lepimy pierogi. Ser biały klei się do palców. Siedzimy z babcią przy drewnianym stole w małej kuchni w bloku. Lepię nieporadnie, starając się dogonić kogoś kto lepił je przez całe życie. Robię jednego pieroga, na jej dziesięć. Babcia ulepi ich dzisiaj ponad dwieście…
Smak pierogów to wspomnienie dzieciństwa, ruskich w szczególności. Kiedy idę główną ulicą China Town w Londynie i widzę drobną Azjatkę lepiącą chińskie pierożki w oknie od razu przed oczami widzę babcine przysmaki w kształcie pół księżyca. Historia pierogów, co sobie uświadomiłam podczas miesiąca tułaczki po chińskich miastach, jest tak samo wryta w chińską tożsamość, jak w moją polskość.
Chińska społeczność w Londynie jest jedną z tych najstarszych. Ich rodzime przysmaki zostały rozsławione po dużej fali chińskiej emigracji w latach 60 XIX wieku wśród żołnierzy brytyjskich, którzy wrócili z wojny na Dalekim Wschodzie. Tak rozpoczęła się historia znanej nam dzisiaj chińskiej dzielnicy – od podniebienia.
Ja też zwiedzam zmysłem jedzenia, podążam trasą chińskich pierogów. Popularne Jen Café na rogu jest jak galeria żywej sztuki; Chinka na wystawie nie chce, żebym jej zrobiła zdjęcia. Bełkocze coś pod nosem i wraca do lepienia pekińskich pierogów, które wyglądają jak polskie kołduny. Podglądam się więc przez szybę jak starannie wkład farsz do każdego małego dzieła sztuki.
Skręcam w mniejszą uliczkę, kelnerzy przed restauracjami nawołują mnie na Dim Sum, tradycyjne lekkie przekąski szczególnie popularne w południowych Chinach. Duża ich część to małe pierożki gotowane na parze w bambusowych koszach. Przystaję przy jednej z restauracji, obserwuję dwie kobiety, jedną z lekką posiwiałymi włosami, jak sprawnie tworzą małe paczuszki.
Czuję się jakbym była z powrotem w Chinach – niebie pierogowym, gdzie spróbowałam wielu odmian tego przysmaku- smażonych pekińskich pierogów, wontonów gotowanych w bulionie, bucht z warzywami, kołdunów z mąki ryżowej, uszek z kapustą i imbirem… Obserwuję twarze przechodzących obok ludzi i w tych chińskich widzę coś znajomego. Tę samą miłość do pierogów, maczanych w sosie sojowym. Choć ja tam wolę polską śmietanę.