Buty, które pomagają
Rozmawiał: Mateusz Bzówka
Zdjęcia: Alicja Wysocka
Z Alicją Wysocką aka Alfa Omegi rozmawiam o jej podróży do Kenii, życiu w slamsie i BUTACH, KTÓRE POMAGAJĄ.
Mateusz Bzówka: Opowiedz jak trafiłaś do Kenii.
Alicja Wysocka: Pojechałam do Kenii na zaproszenie Fundacji Razem Pamoja z Krakowa, której bardzo szerokie działania wiążą się z fundowaniem stypendiów edukacyjnych uczniom ze slumsu Mathare.
Pierwsze wrażenia?
Znalazłam się w zupełnie innym świecie. Poczułam, że działają tu inne prawa i kody kulturowe – pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to inna do europejskiej mowa ciała i ekspresja twarzy.
Fundacja Razem Pamoja sama zaprasza do współpracy, czy można się zgłosić?
Od jakiegoś czasu Fundacja wdraża w życie nowy plan działania – cyklicznie zaprasza do Nairobi artystów. Wcześniej na takiej wyprawie była fotografka Joanna Piotrowska.
Jadąc do Kenii miałaś jakiś plan, co tam będziesz robić?
Jechałam tam z założeniem, że chce stworzyć w Kenii coś, czego sprzedaż zasiliłaby fundusz stypendialny Fundacji Razem Pamoja. Fundusz ten pozwala dzieciom z Nairobi, ze slamsu Mathare, uczęszczać do dobrych kenijskich liceów. Slams Mathare to drugi co do wielkości slums w stolicy Kenii, który liczy pół miliona mieszkańców. Edukacja w Kenii jest płatna dla wszystkich. Niewiele rodzin może sobie pozwolić na wysłanie dziecka do szkoły.
Jak wyglądała Twoja wyprawa?
Przez pierwsze 5 dni podróżowaliśmy po zachodniej Kenii, odwiedzając bieżących beneficjentów funduszu stypendialnego. To był bardzo inspirujący wyjazd. Kenia okazała się zróżnicowanym krajem, zarówno pod względem geograficznym, jak i kulturowym.
A kolejne 6 dni? Jak je spędziłaś?
Pomagałam fundacji w jej działaniach, tworząc dokumentację fotograficzną murali, które fundacja zrealizowała na ścianach szkół w slamsach, czyniąc je dzięki temu bardziej kolorowymi i przyjaznymi dla uczniów. Oprócz tego prowadziłam warsztaty, podczas których wspólnie z mieszkańcami slamsu – z dziećmi i osobami starszymi – malowaliśmy na tkaninach.
Jak wygląda życie w slumsie?
Pierwszego dnia pobytu w Kenii zostałam oprowadzona po slamsie. Był to dla mnie duży szok. Człowiek z zewnątrz – biały – nie może przejść tam niezauważony. Wzbudza wiele entuzjazmu, zwłaszcza wśród dzieci. Przy oczywistych materialnych brakach i skromnych warunkach życiowych, mieszkańcy slamsu, oraz ogólnie Kenii, noszą w sobie fascynującą godność, której nie widzę często w Europie. Wydali mi się piękni wewnętrznie, dumni ze swego człowieczeństwa. Miałam swojego opiekuna, przewodnika, który jest jego mieszkańcem, ponieważ slams może być czasem niebezpieczny. Podczas przechadzki napotkałam warsztat szewski należący do Toma Okecha. Wydawało mi się, że nie ma za wiele zajęć, reperował wówczas komuś gumowe japonki.
I stąd pomysł na buty?
Tak! Zaczepiłam go i to była iskra: ZROBIMY RAZEM BUTY. Pokazał mi targ, gdzie mogłam kupić materiały, skóry oraz podeszwy. Zobaczyłam tam również stertę zużytych opon, z których robione były sandały. Poprosiłam, aby wycięli dla mnie kilka podeszw, które użyłam docelowo w balerinkach – modelu Kisii. Kolejnego dnia po spotkaniu wyjechałam na 5 dni, podczas których pomysł na buty mocno siedział mi w głowie i ewoluował.
Dlaczego w takim razie akurat buty? Spotkanie szewca było impulsem, to jest jasne, ale buty przecież są tak “przyziemne”. Gdzie w nich dialog?
W muzeum Victorii i Alberta w Londynie otworzono niedawno wystawę tylko o butach Shoes: Pleasure and Pain. Pokazano tam ok. 200 par butów z różnych epok, z całego świata. Buty zostały zaprezentowane jako wyznacznik statusu ekonomicznego, klasowego, rasowego czy orientacji seksualnej. Buty potrafią nadać charakter całej stylizacji, dlatego są bardzo ważną częścią ubioru. Z drugiej strony niewygodne, obcierające buty, mogą być największym koszmarem dnia codziennego. Buty są bardzo symboliczne. Niektóre z osób, które zakupiły BUTY KTÓRE POMAGAJĄ, w ogóle w nich nie chodzą, stawiają je na półce, jako obiekt – rzeźbę. Inne zaś traktują je ze szczególnym namaszczaniem – rzadko w nich chodzą.
To, co opowiadasz jest niezwykle ciekawe, nie lada antropologiczna gratka! A z czego są one wykonywane? Skąd materiały?
Podczas podróży przejeżdżaliśmy przez różne wioski. Będąc w drodze, między jedną a drugą, zobaczyliśmy targowisko na środku pustego pejzażu. Było to coś niezwykłego, bo targowisko było zupełnie inne niż te, które spotkałam wcześniej – było ciche i szare. W środku tej szarzyzny zobaczyłam złote, kolorowe tkaniny. Zdecydowałam się je kupić. Materiały, jak się później okazało, zostały wyprodukowane w Chinach. To jest ciekawe, ten ekonomiczny aspekt: import chińskich materiałów przy jednoczesnej wysokiej kulturze wizualnej tego regionu świata, jeśli chodzi o lokalne bogactwo wzorów i kolorów.
Wyprodukowałaś trzy różne modele o trzech różnych nazwach. Dlaczego akurat takie?
Nazwy pochodzą od nazw miasteczek, przez które przejeżdżaliśmy podczas naszej podróży. Pierwszy nocleg był w wiosce Kimilili. Drugie miasteczko to Kisii – bardzo dźwięczna nazwa, idealna dla balerinek. Nazwa trzeciego miasta to Kisumu – brzmiąca dosyć mocno, wydała mi się idealna dla kozaków.
Co planujesz na przyszłość?
Jechać dalej! Mam pomysł na kolejną edycję butów. Jednak nie musi to być w Mathare, czy nawet w Afryce. Jakiś czas temu spotkałam na Żoliborzu, przy stacji Marymont, panią, która ręcznie dzierga bambosze. Wydały mi się bardzo kenijskie w kolorze. Elegancko ubrana starsza pani żoliborzanka siedziała na tle wizualnego rozgardiaszu: typowych polskich agresywnych reklam, typu kebab i 1001 drobiazgów. Skojarzyło mi się to ze slumsem, ale w takim polskim wydaniu. Bo Kenijczycy mają rękę do pięknych szyldów – w przeciwieństwie do polskich szyldów na targach i ulicach, są ręcznie malowane i po prostu urocze. Zakupiłam u pani Krysi od razu kilka par bamboszy, które planuje przerobić z kenijskim szewcem na półbuty. Takie polsko-kenijskie hybrydy.
——
Alicja Wysocka – studiowała na ASP w Krakowie i School of Design and Crafts w Goteborgu. Ukończyła Kognitywistykę oraz Filozofię Umysłu na UPJP2 w Krakowie. Zrobiła dyplom na ASP w Poznaniu, z aneksem w pracowni Mirosława Bałki. Na co dzień działa pod pseudonimem Alfa Omegi. Nazwa nawiązuje, między innymi, do grupy Omega Workshops – założonej na początku XX wieku, będącej połączeniem sztuk użytkowych i pięknych. Z założenia samowystarczalnej i opartej na pracy kolektywnej.
——
Koszt czteroletniej nauki w liceum w Kenii to około 2800 USD. Tym samym, sprzedaż jednej pary butów, zapewni dziecku ze slamsu Mathare miesiąc nauki.
Masz ochotę na BUTY, KTÓRE POMAGAJĄ? Nic prostszego!
Proszę o podanie długości stopy w cm oraz wybranie modelu i wpłacenie zaliczki w wysokości połowy wartości zamówionego zestawu na konto Fundacji Razem Pamoja. W tytule należy wpisać „Buty i Książka, które pomagają”.
PLN PL86249000050000453093211848
Fundacja Razem Pamoja
ul. Grenadierów 40 lok. 29
04-072 Warszawa
1. KISII – 249 PLN
2. KIMILILI – 299 PLN
3. KISUMU – 349 PLN
Kontakt i zamówienia:
Alicja Wysocka
email: verygoodgod@gmail.com
t. 690472927